23 maja 2015

Rozdział 14

[Zdjęcia pod tekstem]

Trzeba przyznać, że ta dzisiejsza noc była pełna wyzwań i wrażeń. Od dawna chyba potrzebowałam takiej dawki adrenaliny. Był to najlepszy sylwester w moim życiu. W dotychczasowym życiu! Po powrocie od Noah, przespałam 12 godzin. Na sto procent pobiłam swój rekord. Kiedy już jednak przebudziłam się na dobre, wszyscy byli na nogach. Leniwym krokiem podeszłam do szafy i wyciągnęłam kilka ciuszków, a następnie udałam się do łazienki. Tam spędziłam kolejny szmal czasu, przez zimny prysznic. Dzięki niemu, od razu poprawił mi się humor. Dość lekko jeszcze przyćmiona zeszłam na dół. Tam czekał pełen stół. Tak.. był obiad. "Widzę, że dobrze wpadłam. Ja to mam nosa" pomyślałam. Babcia jak zwykle upichciła coś dobrego. Każdy wziął talerz i poszedł w inny kątek domu. Uznałam, że nie będę sama siedzieć przy stole, dlatego nałożyłam to co chciałam i wyszłam na taras. Usiadłam na ziemi i zajadałam to co dobre. A wszystko zniknęło. W międzyczasie zadzwonił telefon, a raczej Chloe. Byłam zdezorientowana, kiedy usłyszałam jej głos.
- Witaj aniołku, wszystko w porządku? - zaczęła
- Tak, a u was? Okej? Bo masz taki dziwny głos!
- Napadli na mnie i leżę w szpitalu. Na szczęście dzisiaj wychodzę i jutro będę już do waszej dyspozycji, tym bardziej, że mój syn wyjechał.
- I zostawił cię bez opieki - Co za szczeniak, pomyślałam - Przecież to szczyt głupoty
- Wyjechał zaraz po świętach, a mnie zaatakowali 3 dni temu. Spokojnie, nie martw się. Po prostu nie chciałam go denerwować. Lepiej opowiadaj co u was? Jak sylwester?
- Szczerze mówiąc, nigdy się tak dobrze nie bawiłam. Mimo, że nie lubię dyskotek, to tutaj impreza była udana. Od razu ci powiem, że nauczyłam się surfingu. Troszeczkę poduczyłam się gotowania. Pokażę ci co moja babunia potrafi upichcić.
- Już nie mogę się kochanie doczekać. - dodała - Wiesz co aniołku, właśnie przyszedł pan doktor, będę już kończyć. Do zobaczenia jutro i uważajcie w tym samolocie na siebie
- Będziemy na pewno.
- A i jeszcze jedno. Nie mów o napaści rodzicom.
- Jak chcesz. Do jutra, pa! - powiedziałam, gdzie Chloe się rozłączyła.
Tak naprawdę przeraziłam się,kiedy gosposia powiedziała, że ktoś na nią napadł. Nawet nie chcę myśleć, co musiała czuć. Jestem tylko ciekawa motywu napastnika. Bestia jedna.
Po obiedzie, dla mnie śniadaniu, rozeszło się rozporządzenie "PAKUJEMY SIĘ". Chodziło o rzeczy, które dziś ani jutro nie będą nam potrzebne. Moja walizka nie była pusta. Schowałam do niej parę, rzeczy, ale i tak większość będę jeszcze używać.. prócz ubrań to resztę tak. Zostawiłam jutrzejszy ubiór na krześle. Wcześniej jeszcze go wyprasowałam. W między czasie wpadła Camille. Chciała abym poszła z nią na spacer. Próbowałam jej wytłumaczyć, że jestem zajęta, a poza tym nie mam ochoty na spacer, bo wiedziałam, że zacznie się rozmowa o chłopakach.. Na co ja nie miałam ochoty. Wmówiłam babci, że idę z Nick'em na kurs jazdy. Chłopak nieźle się wkurzył, kiedy powiedziałam mu o moim podejściu. W końcu uznał, że przyda mu się wsparcie podczas jazdy, więc później nie robił mi problemów. 
Kiedy już byłam gotowa do wyjścia, dostałam SMS'a.. od Noah.

Wypadło mi coś bardzo ważnego. Przepraszam, ale nie będę mógł was dzisiaj, ciebie* odwiedzić. Tak samo jak jutro odwieźć na lotnisko. Bardzo cie przepraszam. Mam nadzieję, że szybko się zobaczymy.
                                                               / Noah :3

Ciekawe czy coś się stało? Może powinnam zadzwonić? Zapytać o co chodzi? Uznałam, że jak by chciał, to sam by mi powiedział. Mimo wszystko, znowu czułam pewien niepokój. Chciałam go jeszcze zobaczyć przed wyjazdem. Te jego piękne oczy, które wczoraj przez cały wieczór wpatrywały się we mnie. Mam nadzieję, że szybko porozmawiamy przez skype.
(...)
Jesteśmy już przed ośrodkiem nauki jazdy. Nick jak co dzień podchodzi do okienka i deklaruje się, że przyszedł, tym razem już na ostatnią jazdę. Jego instruktorem jest całkiem przystojny Josh Hethman. Kto by pomyślał, że chłopak w wieku Noah, może uczyć jazdy takiego głupka jak Nick. Bez urazy* 
Godzina mu nie starczyła, więc czekałam jeszcze kolejną. Oparta o słupek patrzyłam jak Nick sobie radzi, Na prośbę mamy nawet go nagrałam. Chłopak zaliczył 2 wpadki. Oczywiście musiał wjechać i wywrócić się na trawie. Na szczęście na trawie. 
Nick z Josh'em rozmawiali ze sobą, jak gdyby znali się od lat. Okazało się, że kiedyś poznali się na zagranicznym obozie. Chyba w Kanadzie. Mniejsza o to. Po kursie Josh zaprosił nas do pobliskiej kawiarni. Zamówiliśmy po kawałku ciasta i cappuccino. Porozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. W międzyczasie pogoniła nas mama SMS'em "Wracajcie do domu. Bo jutro wcześnie wstajemy". Kocham ją za tę jej nadopiekuńczość. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby jej już z nami nie było. Josh dał nam swój numer telefonu. 
- Gdybyście byli jeszcze kiedyś w Brisbane to zadzwońcie. Albo.. - dodał Josh
- Albo jak ty będziesz w Nowym Orleanie to zadzwoń, będziesz u nas zawsze mile widziany - odparłam, po czym pojechaliśmy wraz Nickiem do domu. Faktycznie zanim dojechaliśmy było już późno. Tak jak przeczuwałam dostaliśmy ochrzan od mamy w stylu "dlaczego tak późno". Przeprosiliśmy ja i od razu podeszliśmy do salonu. Obejrzeliśmy wszyscy razem film "Burleska". W skrócie film jest o dziewczynie z małego miasteczka, obdarzonej wspaniałym głosem, która decyduje się na ucieczkę od codziennych trudów i niepewnej przyszłości. Podąża za swoimi marzeniami do Los Angeles. Lekko przysnęłam przy końcówce, na któr tak długo czekałam. Pech też w tym, że nikt nie chciał mi powiedzieć jak się cała historia skończyła. Po filmie zjadłam co nie co na kolację. Z pełnym talerzem i koktajlem z awokado i jabłka. Dziwne połączenie, a takie dobre. Usiadłam przed komputerem. Przeglądnęłam najnowsze wiadomości z Nowego Orleanu. Popisałam z Jess:
- Tak, tak. Jutro już wracamy. W sumie to szkoda, chciałabym tutaj jeszcze zostać. Poznałam tu wiele fajnych ludzi.
- W tym Noah! - zaśmiała się Jessica
- Zabawne. Nie mówię o nim, tylko ogólnie. Jednak popojutrze szkoła, więc nie ma wyjścia.
- Też mieliśmy wrócić jutro, ale wróciliśmy o wiele wcześniej. A tak poza tym to widziałaś się już dzisiaj z Noah?
- Jess!
- No co! pytam tylko!
- Nie nie widziałam się z nim. Jutro też nie. Pisał że coś ważnego mu wypadło, ale błagam cię nie rozmawiajmy o Noah, ani o Nathanie, okej?
- Jak tam sobie chcesz. Pamiętaj, że o tak wszystko z ciebie wyciągnę jak wrócisz! Ja lecę, bo Bradley chce wziąć kompa.  Jeden komputer na rodzeństwo, kumasz to?
- Młoda! Ja lecę do jutra. Jest już późno, a jutro o 6:00 mamy lot!. Pa! :D
Odłożyłam laptopa. Wzięłam kąpiel. Dopakowałam walizkę. Przeczytałam jeszcze parę stron "50 Twrazy Grey'a" i zatopiłam się we śnie. Długim koszmarnym śnie.


/JK

Oto rozdział 14!
Mam nadzieję, że się podobał.
Do zobaczenia za tydzień!
5 komentarzy = Rozdział 15

5 komentarzy:

  1. Cudny <3 Chyba przeczytam całość. Uwaga bo będę tu częściej zaglądać.Pozdrawiam
    http://kmaizyjchwila.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne!
    Czekam na następny! :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to motywacja, a dla Ciebie to chwila taki napisać!
Podziel się ze mną swoją opinią!