23 maja 2015

Rozdział 14

[Zdjęcia pod tekstem]

Trzeba przyznać, że ta dzisiejsza noc była pełna wyzwań i wrażeń. Od dawna chyba potrzebowałam takiej dawki adrenaliny. Był to najlepszy sylwester w moim życiu. W dotychczasowym życiu! Po powrocie od Noah, przespałam 12 godzin. Na sto procent pobiłam swój rekord. Kiedy już jednak przebudziłam się na dobre, wszyscy byli na nogach. Leniwym krokiem podeszłam do szafy i wyciągnęłam kilka ciuszków, a następnie udałam się do łazienki. Tam spędziłam kolejny szmal czasu, przez zimny prysznic. Dzięki niemu, od razu poprawił mi się humor. Dość lekko jeszcze przyćmiona zeszłam na dół. Tam czekał pełen stół. Tak.. był obiad. "Widzę, że dobrze wpadłam. Ja to mam nosa" pomyślałam. Babcia jak zwykle upichciła coś dobrego. Każdy wziął talerz i poszedł w inny kątek domu. Uznałam, że nie będę sama siedzieć przy stole, dlatego nałożyłam to co chciałam i wyszłam na taras. Usiadłam na ziemi i zajadałam to co dobre. A wszystko zniknęło. W międzyczasie zadzwonił telefon, a raczej Chloe. Byłam zdezorientowana, kiedy usłyszałam jej głos.
- Witaj aniołku, wszystko w porządku? - zaczęła
- Tak, a u was? Okej? Bo masz taki dziwny głos!
- Napadli na mnie i leżę w szpitalu. Na szczęście dzisiaj wychodzę i jutro będę już do waszej dyspozycji, tym bardziej, że mój syn wyjechał.
- I zostawił cię bez opieki - Co za szczeniak, pomyślałam - Przecież to szczyt głupoty
- Wyjechał zaraz po świętach, a mnie zaatakowali 3 dni temu. Spokojnie, nie martw się. Po prostu nie chciałam go denerwować. Lepiej opowiadaj co u was? Jak sylwester?
- Szczerze mówiąc, nigdy się tak dobrze nie bawiłam. Mimo, że nie lubię dyskotek, to tutaj impreza była udana. Od razu ci powiem, że nauczyłam się surfingu. Troszeczkę poduczyłam się gotowania. Pokażę ci co moja babunia potrafi upichcić.
- Już nie mogę się kochanie doczekać. - dodała - Wiesz co aniołku, właśnie przyszedł pan doktor, będę już kończyć. Do zobaczenia jutro i uważajcie w tym samolocie na siebie
- Będziemy na pewno.
- A i jeszcze jedno. Nie mów o napaści rodzicom.
- Jak chcesz. Do jutra, pa! - powiedziałam, gdzie Chloe się rozłączyła.
Tak naprawdę przeraziłam się,kiedy gosposia powiedziała, że ktoś na nią napadł. Nawet nie chcę myśleć, co musiała czuć. Jestem tylko ciekawa motywu napastnika. Bestia jedna.
Po obiedzie, dla mnie śniadaniu, rozeszło się rozporządzenie "PAKUJEMY SIĘ". Chodziło o rzeczy, które dziś ani jutro nie będą nam potrzebne. Moja walizka nie była pusta. Schowałam do niej parę, rzeczy, ale i tak większość będę jeszcze używać.. prócz ubrań to resztę tak. Zostawiłam jutrzejszy ubiór na krześle. Wcześniej jeszcze go wyprasowałam. W między czasie wpadła Camille. Chciała abym poszła z nią na spacer. Próbowałam jej wytłumaczyć, że jestem zajęta, a poza tym nie mam ochoty na spacer, bo wiedziałam, że zacznie się rozmowa o chłopakach.. Na co ja nie miałam ochoty. Wmówiłam babci, że idę z Nick'em na kurs jazdy. Chłopak nieźle się wkurzył, kiedy powiedziałam mu o moim podejściu. W końcu uznał, że przyda mu się wsparcie podczas jazdy, więc później nie robił mi problemów. 
Kiedy już byłam gotowa do wyjścia, dostałam SMS'a.. od Noah.

Wypadło mi coś bardzo ważnego. Przepraszam, ale nie będę mógł was dzisiaj, ciebie* odwiedzić. Tak samo jak jutro odwieźć na lotnisko. Bardzo cie przepraszam. Mam nadzieję, że szybko się zobaczymy.
                                                               / Noah :3

Ciekawe czy coś się stało? Może powinnam zadzwonić? Zapytać o co chodzi? Uznałam, że jak by chciał, to sam by mi powiedział. Mimo wszystko, znowu czułam pewien niepokój. Chciałam go jeszcze zobaczyć przed wyjazdem. Te jego piękne oczy, które wczoraj przez cały wieczór wpatrywały się we mnie. Mam nadzieję, że szybko porozmawiamy przez skype.
(...)
Jesteśmy już przed ośrodkiem nauki jazdy. Nick jak co dzień podchodzi do okienka i deklaruje się, że przyszedł, tym razem już na ostatnią jazdę. Jego instruktorem jest całkiem przystojny Josh Hethman. Kto by pomyślał, że chłopak w wieku Noah, może uczyć jazdy takiego głupka jak Nick. Bez urazy* 
Godzina mu nie starczyła, więc czekałam jeszcze kolejną. Oparta o słupek patrzyłam jak Nick sobie radzi, Na prośbę mamy nawet go nagrałam. Chłopak zaliczył 2 wpadki. Oczywiście musiał wjechać i wywrócić się na trawie. Na szczęście na trawie. 
Nick z Josh'em rozmawiali ze sobą, jak gdyby znali się od lat. Okazało się, że kiedyś poznali się na zagranicznym obozie. Chyba w Kanadzie. Mniejsza o to. Po kursie Josh zaprosił nas do pobliskiej kawiarni. Zamówiliśmy po kawałku ciasta i cappuccino. Porozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. W międzyczasie pogoniła nas mama SMS'em "Wracajcie do domu. Bo jutro wcześnie wstajemy". Kocham ją za tę jej nadopiekuńczość. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby jej już z nami nie było. Josh dał nam swój numer telefonu. 
- Gdybyście byli jeszcze kiedyś w Brisbane to zadzwońcie. Albo.. - dodał Josh
- Albo jak ty będziesz w Nowym Orleanie to zadzwoń, będziesz u nas zawsze mile widziany - odparłam, po czym pojechaliśmy wraz Nickiem do domu. Faktycznie zanim dojechaliśmy było już późno. Tak jak przeczuwałam dostaliśmy ochrzan od mamy w stylu "dlaczego tak późno". Przeprosiliśmy ja i od razu podeszliśmy do salonu. Obejrzeliśmy wszyscy razem film "Burleska". W skrócie film jest o dziewczynie z małego miasteczka, obdarzonej wspaniałym głosem, która decyduje się na ucieczkę od codziennych trudów i niepewnej przyszłości. Podąża za swoimi marzeniami do Los Angeles. Lekko przysnęłam przy końcówce, na któr tak długo czekałam. Pech też w tym, że nikt nie chciał mi powiedzieć jak się cała historia skończyła. Po filmie zjadłam co nie co na kolację. Z pełnym talerzem i koktajlem z awokado i jabłka. Dziwne połączenie, a takie dobre. Usiadłam przed komputerem. Przeglądnęłam najnowsze wiadomości z Nowego Orleanu. Popisałam z Jess:
- Tak, tak. Jutro już wracamy. W sumie to szkoda, chciałabym tutaj jeszcze zostać. Poznałam tu wiele fajnych ludzi.
- W tym Noah! - zaśmiała się Jessica
- Zabawne. Nie mówię o nim, tylko ogólnie. Jednak popojutrze szkoła, więc nie ma wyjścia.
- Też mieliśmy wrócić jutro, ale wróciliśmy o wiele wcześniej. A tak poza tym to widziałaś się już dzisiaj z Noah?
- Jess!
- No co! pytam tylko!
- Nie nie widziałam się z nim. Jutro też nie. Pisał że coś ważnego mu wypadło, ale błagam cię nie rozmawiajmy o Noah, ani o Nathanie, okej?
- Jak tam sobie chcesz. Pamiętaj, że o tak wszystko z ciebie wyciągnę jak wrócisz! Ja lecę, bo Bradley chce wziąć kompa.  Jeden komputer na rodzeństwo, kumasz to?
- Młoda! Ja lecę do jutra. Jest już późno, a jutro o 6:00 mamy lot!. Pa! :D
Odłożyłam laptopa. Wzięłam kąpiel. Dopakowałam walizkę. Przeczytałam jeszcze parę stron "50 Twrazy Grey'a" i zatopiłam się we śnie. Długim koszmarnym śnie.


/JK

Oto rozdział 14!
Mam nadzieję, że się podobał.
Do zobaczenia za tydzień!
5 komentarzy = Rozdział 15

16 maja 2015

Rozdział 13

[Zdjęcia pod tekstem]


Przez ostatnie 5 dni, trochę się działo. Może zacznę od tego, ze pogodziłam się Noah. Porozmawialiśmy szczerze, a przechodząc od słowa do słowa, okazało się, że całkiem fajny z niego chłopak. Jednak ustaliliśmy, że zapomnimy o całej tej sytuacji. Dużo nerwów nas to kosztowało. Nie był to jedyny problem z chłopakami. Dwa dni temu, swoją zazdrość okazał mi Nathan. Uznał, że ja nie widzę dla nas nici szansy i że od razu łapię się za kolejnego "fagasa", jak to nazwał Noah. Próbowałam mu wyjaśnić, wszystko, ale Nathan jest uparty jak osioł. W tym calu nic się nie zmienił. Lucas wraz z Noah i Nick'em próbowali nauczyć mnie i Olivię surfingu. Ćwiczyłyśmy do bólu, aż w końcu się nauczyłyśmy. Była przy tym niezła frajda. Mówiąc o Nicku, jak wiecie zaczął kurs nauki jazdy na motorze. Pierwsza lekcja okazała się pudłem. tak pudłem. Nick wjechał w pudła. To nawet ja potrafię nie wjechać na motorze, no dobra skuterku w kartony.! Melanie wróciła do domu. Micheal obraził się na cały świat, nie wiadomo o co mu chodzi. Ciotka zabrała go na wizytę do psychologa, ale żadnych rezultatów to nie dało. Rozmawiałam też z Jessicą. Wysłała mi parę snap'ów. Z pytaniem "Kto to jest Noah?". Jest moją najlepszą przyjaciółką, dlatego powiedziałam jej przez skype o moim pocałunku z "tym kimś". Na nieszczęście był tam jej brat, który kumpluje się z Nathan'em. Obiecał, że nic mu nie powie, ale już parę razy przejechałam się na jego dotrzymywaniu słowa.  

Dziś 31 grudnia. Sylwester. Do wczoraj nie miałyśmy planów na tę szczególną noc, jednak dostaliśmy wszyscy zaproszenie od Noah, który organizuje imprezę, tzn. jego rodzice. Dostałyśmy już zgodę na odrobinę alkoholu. Rodzice nawet się nie stawiali. Chyba zrozumieli, że za rok mam 18-tkę a poza tym, wiedzą, że jestem osobą odpowiedzialną. Można mi zaufać. Do południa rozmawiałam z Jessicą, która ciągle nie dawała mi spokoju. Wypytywała mnie jak na przesłuchaniu. Jak? Gdzie? I z kim? Później trochę poleniuchowałam. Zaczęłam czytać trylogię "50 twarzy Greya". Kurde. Sama chciałabym mieć takiego męża. Nie chodzi mi o bycie uległą, ale chodzi mi tutaj o wygląd tego faceta, ten opis. W międzyczasie wyprasowałam sukienkę. Posrebrzana góra z czarnym dołem. Następnie przyszykowałam cienie i inne bzdety potrzebne do makijażu i biżuterię. Z Olivią
poszłyśmy też na spacer. tzn. wyszłyśmy na dwór, na ławeczkę. Opalałyśmy nasze piękne buźki. Porobiłyśmy sobie wzajemnie zdjęcia. Muszę przyznać, że niektóre wyszły zadziwiająco. Zadziwiająco dobrze. Jedno z nich ustawiłam jako zdjęcie profilowe na Facebooku. Umówiłyśmy się już na "profesjonalną" sesję zdjęciową, przy naszym następnym spotkaniu.

(...)

- Martha gotowa? - darła się z pokoju obok Olivia. 
- Daj mi 5 minut! - krzyknęłam
- Przestańcie drzeć te japy - wtrącił się Nick
- Nie?! - dodałam
W końcu udało mi się wyjść z pokoju. Spakowałam do złotej kopertówki na wszelki wypadek, błyszczyk, tusz do rzęs, telefon. Byłam gotowa do wyjścia. Przed drzwiami zobaczyłam Olivię w krótkiej, czerwonej sukience i pofalowanych jak ja włosach. Wyglądała przepięknie. Zaraz za piękną stał Lucas. Ubrany w czarne rurki i białą elegancką koszulę. A do tego te włosy na żel. "Brałbym go, gdybym był dziewczyną" usłyszałam głos Nick'a po czym wpadłam w śmiech. Wyglądało to dosyć głupio, bo nikt nie wiedział o co chodzi.
- W porządku? - zapytał Lucas
- Jak najbardziej. To co idziemy? - dodałam, gdzie wcześniej zrobiliśmy grupowe #selfie. Następnie  udaliśmy się całą paczką na dół. Tam czekali już "dorośli". No bo jak ich inaczej nazwać. No dobra.. rodzice. Wszyscy byli ubrani elegancko. Utrzymywali się w kolorystyce czerni, czerwieni i błękitu. Szaleni !
 Kiedy wchodziliśmy do Climb'ów dom był już wypchany po brzegi. Trzy czwarte domu zajmowała młodzież ze szkoły Noah. Gospodarze przywitali nas ponczem i różnymi przystawkami. W końcu mają kelnerów i swoich własnych kucharzy. "Bogate sztuki" pomyślałam. Na początku przechodziłam z miejsca na miejsce. Rozglądałam się po całym domu. Po obejrzeniu parteru udałam się na górę i łaziłam jak złodziej po pokojach, od jednego do drugiego. Aż w końcu natknęłam się na pokój Noah i jego własną osobę.
- Hej - powiedziałam jąkając się - Przeszkadzam?
- Nie wejdź. Właśnie miałem schodzić na dół. Pięknie wyglądasz - dodał i pocałował mnie w policzek
- Noah..
- Tak wiem. Nie powinienem. A tak w ogóle, to co robisz na górze?
- Patrzę jak mieszkasz - uśmiecham się
- Nie ma tu nic do oglądania. Brud, syf, kiła i mogiła - zaśmiał się, wyganiając mnie z pokoju. Razem zeszliśmy na dół. Pierwsze półgodziny siedzieliśmy przy basenie i rozmawialiśmy całą paczką. Około 21:00 przyszedł dopiero DJ. Wtedy wszyscy zawzięli się do tańca. Szczerze?! Wyszalałam się jak nigdy. Tak naprawdę to nie cierpię chodzenia na dyskoteki, ale takiej przegapić nie można było! Zaczęło się od tradycyjnego POP'u, przez DISCO POLO, aż w końcu przyszedł czas na tzn. wolne tańce. Mama z tatą jako pierwsi wyszli na parkiet, kiedy cała młodzież siedziała na swoich kufrach. I tak było w kółko. Wszystko zaczęło się już w 2015!
- Trzy..Dwa..Jeden.. Szczęśliwego Nowego Roku - krzyczeliśmy aż do bólu. Razem z szampanem i górą innego alkoholu przywitaliśmy nowy rok. Większość już nie mogła ustać na nogach. Na tym ciemnym tle, rozbłysły się w jednej chwili tysiące fajerwerek. Pomyśleć, że w ciągu całego roku jest tylko jeden taki dzień..
Olivia, ja, Noah i Nick wyszliśmy w stronę miasta. Na niebie dalej było kolorowo. Szliśmy wpatrzeni w te wszelkie światełka oraz odkrzykując "Szczęśliwego Nowego". W końcu dotarliśmy na główny rynek. Sami kupiliśmy wczoraj fajerwerki, więc wypadałoby je odpalić. Podobno Climb
b przyszykował coś specjalnego dla mnie. Byłam lekko poddenerwowana, bo chciałam się już dowiedzieć o co chodzi. Najpierw wszyscy razem puściliśmy ku górze rakiety. Trzeba przyznać, że w Australii wygląda to sto razy lepiej niż u nas. Następnie Noah zabrał mnie na spacer, gdzie reszta wróciła z powrotem na imprezę.
- Słyszałem, że pojutrze wyjeżdżacie.. no w sumie jutro. - zaczął
- Niestety. Tak bardzo chciałabym tutaj zostać. Nie masz pojęcia jak bardzo.
- Nie wiem, ale domyślam się. Dlatego.. - dodał - chciałbym abyś dobrze zapamiętała ten moment, Żebym ci się śnił po nocach, tak jak ty mi
- Co?
- Żartowałem! - zaśmiał się - Dobrze wiemy, że będziemy za sobą tęsknić..
- Idealnie ujęte- dodałam - ale jak przyjaciele?
- Nie. Jak dwoje nieszczęśliwie zakochanych w sobie ludzi!
- Noah, rozmawialiśmy już o tym.
- I co z tego. Zrozum, że zależy mi na tobie. Tak wiem co sobie teraz myślisz, ale w te 10, już 11 dni, naprawdę poczułem, jakbyśmy znali się od dawna. - powiedział, po czym przybliżył się do mnie. Byliśmy kilka centymetrów oddaleni od siebie, może zaledwie z 5.
- Chciałabym ci dać te szansę, ale.. - dodałam
- Nie ma żadnego ale. Obiecuję ci, że będę dzwonił dzień i noc, a jak uzbieram trochę kasy przy pracy to przylecę do ciebie, tylko musisz dać mi szansę.
- Noah, naprawdę liczę się z twoim zdaniem.. Muszę przyznać, że ty też nie jesteś mi obojętny - powiedziałam, a następnie przygryzłam wargę i w końcu to z siebie wyrzuciłam - W Nowym Orleanie także ktoś czeka na mnie. Abym powiedziała jemu, że zależy mi na nim i że chciałabym się z nim spotykać. Wiesz co jest najgorsze? Że los pląta tak moje życie, że muszę już na początku podejmować takie trudne decyzje. Z kim? Po co? Dlaczego ten? - rzuciłam, a Noah przybliżył się do mnie jeszcze bliżej i złożył pocałunek na mych ustach. Tym razem trwał  od znacznie dłużej. Teraz i ja się zaangażowałam. Najpierw było delikatnie, ale chłopak przechodził do coraz bardziej namiętnego pocałunku, aż w końcu zwolnił tempo. Teraz dopiero poczułam, co Noah miał na myśli, mówiąc, że mu na mnie zależy. Tak na prawdę do teraz zastanawiam się czy to wszystko w Brisbane powinno się zdarzyć, no ale trudno. Co się stało, to się nie odstanie.
Kiedy chłopak przestał mnie całować, przez chwilę popatrzeliśmy sobie prosto w oczy. Te jego cudowne oczy! Ach.! Mogłabym się w nie patrzeć godzinami. W końcu wróciliśmy wolnym spacerem do domu Noah. Impreza jeszcze trwała. Wszyscy, tzn. pozostała młodzież dobrze się bawiła. Zauważyłam, że rodzice wraz z resztą Margon'ów wrócili do domu. Zostałam tutaj sama, ale z Noah. Wpatrzeni sobie głęboko w oczy, przetańczyliśmy kilka piosenek. Zmęczona całą upojną nocą, poprosiłam chłopaka by odprowadził mnie do domu, mimo iż miałam do niego zaledwie parę kroków.
- Dziękuję za odprowadzenie. - powiedziałam podchodząc do drzwi.
- To ja dziękuję za cudowne rozpoczęcie nowego dnia, zarazem roku - powiedział, trzymając ręce w kieszeniach. Trzeba przyznać, że to do niego pasuje.
- No to co, do jutra.
- Do później! Bo jutro wyjeżdżasz - dodał
- Racja. Żałuję, że tak wcześnie musimy wracać. Niestety szkoła wzywa!
- Ja wracam dopiero za tydzień, jedziemy jeszcze do dziadków, ale pogadamy o tym wszystkim później. Leć się wyspać, nie mogę już patrzeć, jak zasypiasz na stojąco!
- Ja? No proszę cię - powiedziałam, - no dobra. To w takim razie ja lecę. Pa - podbiegłam do niego o pocałowałam w policzek, po czym weszłam do domu. Od razu poleciałam na górę i rzuciłam się na łóżko.




/JK

Zachęcam do komentowania i głosowania w ankietach!!!

08 maja 2015

Rozdział 12

SoundTruck
[Zdjęcia pod tekstem]


- O matko! - powiedziałam, po czym wtuliłam się mocno w babcie. Moja mina mówiła sama za siebie. Ten pokoik, a raczej pracownia była cudowna. Trafiona w gust kolorystyczny. Zawsze marzłam w Seattle o takim miejscu, gdzie mogłabym się wyciszyć. Kiedyś bardzo tego potrzebowałam.. Nie mogłam powstrzymać łez, które leciały jedna za drugą. 
- Nie myślałam, że aż tak ci się spodoba.  - dodała Camille
- Przecież on jest piękny. On musiał mi się spodobać.
- Jak już wspomniałam cała rodzina pracowała tutaj. 
- I Noah - dodałam
- Lubisz go?
- Babciu! - odparłam - To nie chwila na taką rozmowę - powiedziałam i pocałowałam ją lekko w policzek.
- Mam jeszcze jedną niespodziankę, ale teraz dla was wszystkich. Chcę, żebyś zobaczyła to jaka pierwsza z was.
O matko! Kolejna niespodzianka. Na początku pomyślałam, że może wyrzeźbiła jakiś posąg, albo rzeźbę.. babcia byłaby do tego zdolna. Jednak, pomyliłam się. 
Przeszłyśmy do pokoju obok, Camille otwierała kolejne drzwi, a ja nie mogłam doczekać się, co zaraz zobaczę. Moim szaroniebieskim oczom ukazał się malutki pokoik z napisem "Czekaliśmy na ciebie aniołku". 
- Czy to..? - zapytałam
- Tak, to pokój dla maluszka, który za 3 miesiące przyjdzie na świat. 
- Kiedy wy to zrobiliście? 
- Problemy zdrowotne, kochanie. - powiedziała, gdzie obie wpadłyśmy w śmiech. Już dawno z nikim, tak dobrze mi się nie rozmawiało. Już nie patrząc na wścibską ciekawość babci, bardzo ją kocham i nie macie pojęcia jak bardzo za nią tęskniłam. Tak dawno się nie widziałyśmy, przez kłótnię rodziców. Ciekawe o co poszło..
- To co idziemy po rodziców? - zapytałam
- Pokażemy im, jak wrócimy do domu, wszyscy razem.. A teraz - dodała - weźmy coś do jedzenia i koc, żeby nic nie podejrzewali.
Tym razem szłyśmy wolniej na plażę. Kiedy dotarłyśmy do celu, ujrzałam Noah, który siedział na moim miejscu przy stole. Chłopak uśmiechnął się do mnie, gdy mnie tylko zobaczył. Nawet chyba się zawieruszył, bo nie mógł ode mnie oderwać wzroku.
- Uważaj, bo ci patrzałki wylecą - powiedział Nick
- Nick! - krzyknęła mama, a Lucas zachichotał.
- Czy moja osoba, tak bardzo ciebie bawi?- dodałam
- Ty? Nigdy! - odparł
Po tej idiotycznej sytuacji, Noah po prosił mnie abyśmy poszli na spacer, na co ja się zgodziłam. Przeszliśmy przez pobliski lasek, po Tingalpa Creek Reserve, aż w końcu doszliśmy do starego opuszczonego domu.  Po drodze zrobiliśmy sobie parę #selfie na pamiątkę. No a co! Nie miałam bladego pojęcia, po co tutaj przyszliśmy. Czekałam, aż chłopak sam mi powie, po co! Na początku rozmawialiśmy o świętach. W jakiej atmosferze to wszystko mija, ale dobrze wiedzieliśmy, że to nie po to tu siedzimy.
- Noah - powiedziałam - Możesz przejść do konkretów?
- To znaczy?
- Do konkretów.. po co tu mnie przyprowadziłeś?
- Chciałem ci pokazać część dzieciństwa, twojego dzieciństwa.
- Mojego? Poczekaj, o co tu chodzi?
- Nie pamiętasz tego miejsca?
- A dlaczego miałabym to koszmarne miejsce pamiętać.
- Z tego co mówiła twoja babcia, tutaj po raz pierwszy pocałowałaś się z chłopakiem, kiedy miałaś 10 lat. 
- Rozmawiasz z Camille o moim życiu prywatnym? Dlaczego?
- Kiedy zobaczyłem cię na lotnisku, nie wiem jak, ale poczułem coś do ciebie. Myślałem, że to szybko minie.. jednak tak się nie stało. Chciałem się dowiedzieć  o tobie jak najwięcej. Poza tym, kiedy odświeżaliśmy pokój dla ciebie, Camille sama mi o tobie mówiła.
- Poczekaj, czy ty chcesz mi powiedzieć, że się we mnie zakochałeś? Jeśli tak, to muszę cię rozczarować. Nic z tego nie będzie,
- Chyba sama nie wierzysz w to co mówisz - powiedział - jesteś pewna, że nic do mnie nie czujesz?
Wtedy nieświadomie dałam się podejść. Chłopak przybliżył się do mnie i ułożył swoje usta na moich. Był to delikatny pocałunek. Poczułam pewien dreszczyk. Teraz myślę, że mógł być to wiecznie trwający moment. Wiedziałam, że to nie powinno się wydarzyć, dlatego rzuciłam "przepraszam" i zaczęłam biec stronę domu. Zanim dobiegłam, zatrzymałam się w kilku miejscach. Nie patrząc na nic, wtulałam głową w kolana i wypłakiwałam się za wszelkie czasy. Na moje nieszczęście wszyscy wrócili już do domu.  Nikt chyba mnie nie zauważył, więc oszczędziłam sobie kolejnych niepotrzebnych pytań. Od razu udałam się do pokoju w którym spałam. Próbowałam zasnąć, jednak nic z tego. W międzyczasie sprawdziłam facebook'a, snapchat'a. Zdjęcie które znalazłam na swojej stronie zszokowało mnie. Było wiele głupich komentarzy typu: "Martha Widać, że Australia dobrze ci służy. Czyżbyśmy mieli nową parę?". Oprócz tego dostałam wiadomość od Noah.
"Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło. Po prostu chciałem być fair wobec ciebie. Nie myślałem, ze moje zachowanie ciebie w jakikolwiek sposób urazi."
Wtedy kompletnie nie wiedziałam co myśleć. Jedyne o czym marzyłam to piękny, odraczający od rzeczywistości sen. 

/JK

5 komentarzy = Rozdział 13
Dobijamy do 5000 wyświetleń kochani! ♥
Liczę na Was.


01 maja 2015

Rozdział 11

SoundTruck
[Zdjęcia pod tekstem]

Dzień jak co dzień. 25 grudnia rozpoczął się jak zwykle leniwą pobudką, śniadaniem zrobionym teraz przez babcię. Dziś wyjątkowo byłam mało zmęczona, bo normalnie chodzę jak jakiś ponurak po domu. Większość jeszcze spała, więc skorzystałam z sytuacji, wzięłam swoje rzeczy i pędem ruszyłam do łazienki, która akurat była pusta. Śmierdziała męską wodą kolońską
- Lucas.. - szepnęłam 
Musicie wiedzieć, że mam węch jak pies, wszystko wyniucham. Mimo odurzającego zapachu, wzięłam szybki, ale za to jaki gorący prysznic. Następnie umalowałam się i  założyłam czarną przewiewną tunikę, a do tego krótkie spodenki oraz białe conversy. Jakimś cudem udało mi się włożyć spodnie na mój zacny tyłek. Przed łazienką czekał już zdenerwowany Nick.
- Nie.. spokojnie. Siedź jeszcze.. a ja tu poczekam jak ten kołek 
- A tak dla jasności, po co tu stoisz?! - dodałam - wszyscy jeszcze śpią?
- Oprócz mamy to wszyscy. Mówiła, ze trochę się źle czuje. 
- Dobrze, że mówisz, zaraz ogarnę sytuację. 
Najpierw odłożyłam swoje ubrania i kosmetyki, a następnie ruszyłam do pokoju rodziców. Faktycznie, mama nie wyglądała za wesoło. Usiadłam obok niej. Chwilę porozmawiałyśmy. W sumie uznała, że nic jej nie jest, bo w ciąży to normalne, że ma się te "gorsze" dni.
- Kiedyś sama będziesz w ciąży to zrozumiesz. Z resztą ja już przechodziłam to trzy razy.
I ciągle ta sama gadka. Po kilku minutach do pokoju wyszła babcia z herbatką miętową dla siebie i melisą dla mamy. Babcia zajęła moje miejsce i kazała wyjść, pokazując swój popularny gest, do tego zarzucając oczami. 
 Tak naprawdę z tego wszystkiego zapomniałam o wysłaniu życzeń świątecznych. Głównie do Jess, znajomych ze szkoły no i Nathana. 
" Jessico.. haha. nie, nie, nie! nie stałam się poważna przez te parę dni ani trochę (...).
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego. Wesołych Świąt! ♥
PS. Odpisz jak będziesz miała czas w tym LA"
Jess oczywiście odpisała od razu. Byłam zszokowana wiadomością, że nie są już w LA. Na razie nie wypytywałam o więcej, wolałam poczekać z tym do mojego powrotu. Nathan w porównaniu do przyjaciółki nie odpisał mi. Być może znów coś stało się z jego tatą. Wolę o tym nie myśleć. Mam tylko nadzieję, że nic poważnego się u niego nie dzieje.
 Kiedy już cała "dzieciarnia" się zbudziła z pięknych snów, czy erotycznych jak to powiedział Nick, wyszliśmy do ogrodu, gdzie rozłożyliśmy leżaki i zaczęliśmy domowy plażing. Oczywiście chłopacy wariowali jak zawsze. Chociaż Lucas zachowywał się ciut inaczej pod wpływem Melanie. Tak, dziewczyna też tutaj była. Od słowa do słowa okazało się, że całkiem niezła z niej babka. Mam nadzieję, że będzie z moim bratem szczęśliwa. Mniejsza o to.
Razem z kremem 50 do opalania, siedzieliśmy na dworze około godzinki. Dlaczego? Ponieważ zostaliśmy pogonieni do przygotowania i zawiezienia jedzenia i innych pierdółek na plażę. Na szczęście, a moje i Olivii nieszczęście musiałyśmy drałować na piechotę 2 km, gdzie chłopaki pojechali dość starym wozem dziadka. 
(...)
O 15:00 wszyscy zasiedliśmy do plażowego stołu. Tak plażowego, nie inaczej. Pech chciał, że siedziałam obok dziadka, który co chwilę chrząkał, mlaskał.. a do tego wszystkiego pociągał nosem.Starałam się jak najszybciej zjeść to co nałożone było na talerzu i zacząć rozmowę, obojętnie jaką, byle by przerwać tę ciszę. Moje myśli wyprzedził tata, który powiedział o niespodziance, która czeka jutro na  Nick'a. Tak naprawdę wszyscy oprócz niego wiedzieliśmy o co chodzi, no ale trzeba było zrobić "tę" minę zaskoczenia.
- Pamiętasz jak chciałeś na swoje urodziny motor? - zaczął Edward - Kiedy miałeś kaprys nie jeżdżenia linią autobusową do szkoły, czy na pieszo?
- Dobra... Gdzie jest ten motor - z niedowierzaniem powiedział Nick
- W  Nowym Orleanie - dodała Lea. - ale kochanie nie martw się, tutaj załatwiliśmy ci szybki kurs nauki jeżdżenia na tym cudeńku, zaczynasz od jutra - wstała i przytuliła swojego chłopca
Wtedy wszystko się zaczęło.. rozdanie prezentów. Przeszło od Nicka, po Lucasa i Melanie. Następnie dziadkowie, rodzice, no i Margon'owie.  Zostałam ja. Wszyscy patrzyli na mnie, ale nie dałam po sobie nic poznać. No w końcu od dziadków dostałam telefon, więc nie oczekiwałam nic od nich. Po półgodzinnej części świętowania, Lucas wraz z dziewczyną postanowili pójść po surfować. Natomiast całą resztą przenieśliśmy się w najcichsze dotąd miejsce w Brisbane. Chodzi o plażę, na której ostatnio razem z Noah spędziłam trochę czasu. Tam wzięłyśmy z Olivią długą "kąpiel" w oceanie. Pomyśleć, że ta część jest tak czyściutka. W między czasie babcia postanowiła udać się na chwilę do domu. Nikt nie wiedział po co, ale to ja musiałam z nią iść. Na początku żałowałam, bo babcia cały czas nawijała o Nathanie. Jak to ona bardzo by chciała, żebyśmy byli razem. Camille dobrze znała Nathana. Spotkali się parę razy, jeszcze kiedy mieszkaliśmy w Seattle.
W końcu dotarłyśmy do celu. Babcia powiedziała, że starała się razem z moimi rodzicami, a nawet z Noah, aby ten pokój był jak najczęstszym powodem przyjazdem do ukochanych dziadków. A ja nie miałam pojęcia o co tu chodzi.
- Wszyscy wiemy, że lubiłaś ten pokój gdy byłaś malutka. Postanowiliśmy go trochę odnowić. Wszyscy też wiemy, że twoim hobby było lub jest malowanie i fotografia, więc ten pokój powinien ci się spodobać - dodała babcia do swej pięknej przemowy, po czym otworzyły się drzwi .

5 komentarzy = Rozdział 12 ;*
Zachęcam i zapraszam do czytania.  (komentowania !!!! )
/JK