26 kwietnia 2015

Rozdział 10

[Pod tekstem ~ zdjęcia]

Australia jest nietypowym kontynentem, ponieważ święta Bożego Narodzenia trochę się różnią od tych w Ameryce. Obchodzone są 25-ego grudnia. Tutaj kolacja odbywa się na plaży, wśród rodziny przy grillu. Tego samego dnia rozdawane są prezenty, a cała grupa zebranych ludzi spędza ze sobą czas grając w krykieta czy gry plażowe. Trochę się te święta różnią, ale wiadomo, że intencja jest tylko jedna.
 Kolacja rodziny Feist'ów i Margon'ów, była podzielona na dwie tradycje. Ustaliliśmy, że 24 grudnia zjemy wspólnie kolacje, a dzień później przy grillu, rozdamy sobie prezenty i wspólnie spędzimy czas, tak też się stało.
W trakcie szykowania stołu, zadzwonił telefon Lucas'a. Okazało się, że Melanie dotarła na miejsce. Dziewczyna była ubrana w czarną sukienkę, nawet nie wiem jak to ująć. Po prostu była to przepiękna kreacja. Sama bym taką chciała. Rodzice jak i dziadkowie byli zdziwieni, że Lucas ma kogokolwiek. Myśleli, że ta trasa koncertowa go nie zmieniła, że dalej myśli tylko o sobie.. A tu niespodzianka.
- Dzień Dobry - przywitała się z nami Melanie
Patrząc na miny rodziców, jak zwykle to ja postanowiłam zrobić ten pierwszy krok i podejść do niej.
- Cześć, jestem Martha, miło cię poznać - powiedziałam
- Wzajemnie. - odparła dziewczyna. Widać, że spodziewała się trochę innej reakcji.
- To może usiądźmy już do stołu - powiedziała babcia, o niczym nie wiedząc - Oh. A co to za ładna panienka? Lucas, to twoja? - dodała, a Nick wpadł w śmiech.
- Tak, babciu - zaśmiał się, po czym poprowadził Melanie do stołu.
Około godziny piątej wieczorem usiedliśmy do stołu. Na nim widniał duży indyk, przeróżne sałatki, owoce morza, szynka na zimno. Wydaje się nie wiele, ale możecie mi uwierzyć, że te 12 osób nie zjadło wszystkiego. Panowie zjedli sami całego indyka, a my kobiety musiałyśmy dorwać owoce morza.
- Jak długo się znacie? - zaczął intrygującą rozmowę Edward
- Od roku - powiedział Lucas
- Jak na ciebie, to długo. A gdzie się poznaliście? - dodał
- Na trasie, kiedy Lucas był w Bostonie. Ja wtedy uczęszczałam na kastingi.
- A w czym się specjalizujesz?
- Jestem Modelką. Można powiedzieć, że dzięki mojemu wujowi dostałam się do programu w południowej części Ameryki Północnej. Jednocześnie wygrałam go i zaczęłam robić karierę na światowym poziomie.
- Jestem w sumie pewien, że w tej branż, wyjeżdżasz na miesiące z domu..
- Nie zawsze. Agencja, do której należę, ustala ze mną wszystko, co do szczegółu, więc to nie jest tak, jak się panu wydaje - powiedziała, następnie popatrzyła się na ukochanego - Kochanie, podasz mi tą sałatkę?
- Tato! - powiedział Lucas, tym samym powstrzymał kolejne pytanie swojego ojca.
- Może zmieńmy temat - dodała Lea
- Lucas powiedział mi, że państwo spodziewacie się dziecka. Który to miesiąc jeśli można zapytać?
- To już końcówka szóstego miesiąca. Nie mam bladego pojęcia kiedy to zleciało.
- Córeńko, powinnaś coś zjeść, jesteś  strasznie blada. Może ja ci herbatki zrobię. - powiedziała Camile, udając się pędem do kuchni.
- Mamo, skoro już rozmawiamy o dziecku, myśleliście jak nadacie mu, tzn. jej na imię? - zapytałam
- Mamy dwa typy. Po jednym dla każdej płci. Dla dziewczynki Emily, a dla chłopca Marcus.
- Marcus, to chyba po moim ojcu - zaśmiał się Mark
I takie dość nudne rozmowy, towarzyszyły nam do późnego wieczora. W międzyczasie razem z Olivią i Micheal'em wyszliśmy na główny rynek. Tam ujrzeliśmy miliony kolorowych światełek, wiele ustrojonych budynków, domów. Wyglądało to cudownie.. Jak dla mnie najlepsze było gigantyczne drzewo, oblepione różnymi lampkami, łańcuchami i karteczkami z życzeniami. Z nadzieją, na spełnienie się marzenia, również przyczepiłam swoją karteczkę. Oczywiście zrobiłam kilka fotek na pamiątkę.
Na rynku, spotkaliśmy sporo znajomych Olivii i Micheal'a ze szkoły i nie tylko. Na pierwszy rzut, wydawali się nie zbyt fajni, ale z każdą chwilą polubiłam ich coraz bardziej. Zanim wróciliśmy do domu udaliśmy się do ratusza, tam był festiwal muzyki świątecznej, ale i normalnej.. coś w stylu Justin Bieber.

Tak wiem. Najmniej ważne rzeczy, ale są. NIe wiem jak wy, ale ja kocham te święta. W tym roku są one trochę dziwne. Wcześniej nie miałam o tym pojęcia, ale teraz wolałabym cofnąć się w czasie i spędzić te święta w domu, u nas w Nowym Orleanie. Tam przynajmniej nie byłoby kłótni i tych intrygujących rozmów. ale z drugiej strony, mama nie pogodziła by się ze swoimi rodzicami. Trochę teraz namąciłam. Powiem wam jedno. Jutro się działo..!



( Tak wiem, nie popisałam się tym rozdziałem, zresztą jak zwykle. Wracam do was po długiej przerwie, postanowiłam dalej pisać tego bloga. Moje myśli dostały nowej motywacji. a nic nie robienie dodawało mi idiotycznego szału.. nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wiec.. oto i jestem, zwarta i gotowa do działania 
/Pozdrawiam JK )