09 marca 2015

Rozdział 9

SoundTrack
[Dla ciekawski zdjęcia pod tekstem :) ]

Dzisiejszy dzień był dużym stresem dla wszystkich, ponieważ są święta Bożego Narodzenia.. no i wiecie, te wszystkie przygotowania, dekoracje tutaj w Brisbane muszą być dopięte na ostatni guzik. Jednak dziś 24 grudnia, nie jest najważniejszym dniem tych Świąt..
  Od rana trwało kończenie sałatek, pieczenie ciast i wynoszenie wszystkiego do piwnicy. Wiedziałam, że mimo wszystko trzeba pomóc dziatkom i rodzicom, więc wstałam około siódmej rano. Reszta paczki jeszcze słodko spała, jednak po godzinie wstał Lucas, który rzucił się od razu do pomocy.Po przeliczeniu wyszło, że cała nasza rodzinka zrobiła kawał dobrej roboty. Nie pomyślałabym, że w ciągu dwóch dni, można zrobić tyle jedzenia.
Kiedy uznałam, ze nie będę już potrzebna, postanowiłam zadzwonić do Chloe, aby zapytać co u niej słychać i złożyć jej najszczersze życzenia.
- Chloe, cześć tutaj Martha. Jak się trzymasz? - powiedziałam, kiedy telefon odebrała gosposia
- Mój aniołek - rzekła - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że dzwonisz.
- Chciałam zapytać, jak przygotowania do dzisiejszej kolacji?
- Można powiedzieć, że już mniej więcej wszystko gotowe. A u was? - zapytała z zaciekawieniem
- U nas, wyszła góra jedzenia. Nie wiem kiedy my to zjemy. Zapewniam ci, że przywieziemy 1/3 tego, do domu. Spróbujesz babcinych pyszności - zaśmiałam się - A powiedz mi, jak tam twój syn.. dogadujecie się jakoś?
- Powiem ci w sekrecie, że się pogodziliśmy, Już dawno nie byłam taka szczęśliwa
- To gratuluję. Cieszę się twoim szczęściem - dopowiedziałam, po czym Chloe musiała się rozłączyć.
Byłam zadowolona, że moja ukochana gosposia, choć trochę poukładała sobie w życiu. ... Zaraz po tej krótkiej rozmowie, przyszedł do mnie Lucas. Z początku nie wiedziałam po co, ale po chwili domyśliłam się, że chodzi o Melanie. Chłopak ze łzami w oczach popatrzył się na moją twarz i wtedy pomyślałam o najgorszym.
- Zerwała z tobą tak? - zapytałam
- Co? - zapytał zdziwiony
- Przecież widzę, że coś cię gryzie. O co chodzi?
- Ona zdecydowała się tutaj przyjechać, a ja nie wiem co mam robić. - powiedział, a ja w głębi, pękłam ze śmiechu.
 - Żartujesz, prawda? - rzekłam - to ja myślę tu o najgorszym, a ty mi tu mówisz taką błahostkę. Przecież to dobrze, w końcu pozna naszych rodziców, no i ja ją poznam. To kiedy przyjeżdża?
- Problem w tym, że ona pomału już tu jedzie, a ja nic dla niej nie mam.
- Braciszku, powiem ci tak.. każdy chciał mieć takie problemy jak ty. - dodałam - a skoro nic nie masz dla Melanie, to leć do sklepu=. Chyba sklepy są jeszcze otwarte.
- Ale ja się na tym nie znam - wykręcał się chłopak - pomożesz mi?
- Jasne, przecież czego się nie robi dla własnego brata - uśmiechnęłam i przytuliłam go. - Daj mi 5 minut i możemy ruszać na miasto.
Zanim wyszliśmy, musiałam przebrać się z tych brudnych rzeczy. Wszystko było białe od mąki i brudne od lepkiego ciasta. Na górę założyłam ciepły bordowy sweter, a na moje szczupłe nogi, czarne spodnie. Do tego oczywiście stare zimowe botki i zimową, czarną kurtkę.. No i gotowi do drogi. Kiedy podeszłam do drzwi, mój brat wybuchł śmiechem.
- Wiesz, że tu jest 25 stopni? Naprawdę zamierzasz iść w tych zimowych ciuchach?
Dzięki tym słowom zrozumiałam, że to nie ten klimat co w Nowym Orleanie. Niestety, mój brat musiał na mnie poczekać, bo znów poszłam się przebrać. Jeszcze nie mogę się przyzwyczaić.
Tym razem ubrałam cienki sweter i spódniczkę. Na początku oboje myśleliśmy, że w centrum będą korki, tłumy.. ale jak widać pomyliliśmy się.  W centrum handlowym było dużo ludzi, ale nie tyle co w Nowym Orleanie, kiedy wyjeżdżaliśmy. Tam w kolejce, nawet po głupie pytanie, trzeba było stać ponad godzinę. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że na trzy kasy, tylko jedna jest otwarta, I gdzie tu jest sens?
W sklepie jubilerskim, nie było ani jednej klientki, więc sprzedawca poświęcił całą uwagę nam.
- W czym mogę pomóc? - zapytał sprzedawca
- Szukamy prezentu dla dziewczyny mojego brata - odpowiedziałam
- Okej, rozumiem. Szukamy kolczyków, pierścionka, wisiorka?
- Nie mam pojęcia, a co pan poleca? - powiedział Lucas
- Dostaliśmy wczoraj nowy zestaw, już go państwu pokazuję - dodał, po czym udał się w kierunku schowka. Lucas popatrzył na mnie czułym wzrokiem. Chciałam mu coś powiedzieć, ale właśnie wrócił sprzedawca - Oto on. Myślę, że się panu spodoba.
- Też tak myślę. Martha, a ty co o tym sądzisz? - powiedział oglądając biżuterię
- Extra. A mógłbyś pokazać mi zdjęcie twojej Melanie?
- Nie wiem po co, ale okej. - powiedział i pokazał mi tą piękną dziewczynę - To jest zdjęcie sprzed 6 minut. Chyba już do nas jedzie - zaśmiał się i przejechał ręką po buzi..
- Masz cudowną kobietę bracie. - dodałam
- W sprzedaży jest jeszcze jeden zestaw. - odparł sprzedawca i wyjął pudełko spod lady - Tak to wygląda.
- Lucas, myślę, że ten będzie idealny - powiedziałam pokazując na wybraną przeze mnie biżuterię.
- Okej. W takim razie bierzemy ten. - dodał Lucas - Albo wie pan co, niech pan spakuje mi oba.
- Oba? Po co ci tyle ?
- Nie czepiaj się siostra. - zażartował, gdzie następnie zapłacił kartą.
W drodze powrotnej do domu, brat zaprosił mnie do kawiarni, na deser i małą czarną. "Jak to brzmi" - pomyślałam. Czekolada? Miałam jej dość, bo w samochodzie pachniało nią niesamowicie. Postanowiłam, że więcej tam nie wsiądę, a jak już to z odświeżaczem.
  W międzyczasie, kiedy rozmawialiśmy jak to rodzeństwo, o wszystkim i o niczym.. dostałam zdjęcie.. zdjęcie od Noah, które zrobiliśmy wczoraj na plaży. Kiedy odczytałam podpis pod zdjęciem "Liczę na kolejne spotkanie, oczywiście nie dzisiaj, ale liczę..", od razu zrobiło się ciepło na serduszku. Ja chyba naprawdę go lubię. Mam nadzieję, że się nie zakocham, ani nic, bo przecież jest Nathan.. A ja coś do niego czuję.. chyba. Z resztą już sama nie wiem, czego chcę, czego oczekuję od siebie w życiu uczuciowym.Ostatni prysznic, nie przyniósł dużych rezultatów, więc chyba pozostanie nam bycie przyjaciółmi, ale jeszcze się nad tym zastanowię. A jeśli chodzi o komentarz do zdjęcia Noah, odpisałam mu "Spotkanie gwarantowane. Odezwę się jutro. Do usłyszenia". 
***
Około czternastej wróciliśmy do domu. Cała rodzinka siedziała w kuchni i dokańczała sprzątanie zakątków. Nie wiem jak u was wygląda cała akcja z prezentami, ale w całej Ameryce, prezenty otwiera się dopiero 25-ego grudnia, czyli dzień po Wigilii. Tak szczerze mówiąc, dla naszej rodzinki prezenty nie są najważniejsze. W tamtym roku, prawie zapomnieliśmy o tych upominkach. Dopiero kiedy to ciocia Laura z Lisą i Arturem wychodzili w stronę wyjścia, Nick musiał krzyknąć " A gdzie prezenty?". Najedliśmy się wtedy dużo śmiechu, grunt, że było fajnie. 

/JK


KOMENTUJCIE..!
ZGŁASZAJCIE SWOJE POMYSŁY CO DO DALSZEJ HISTORII ♥
CZEKAM NA WASZE ZDANIE..!