09 lutego 2015

Rozdział 7

Na początku wszyscy o wszystkim rozmawiali. W pewnym momencie znudzeni opowieściami rodziców, postanowiliśmy całą grupką udać się na miasto. Sama chciałam zaproponować to Olivii, abyśmy gdzieś wyszli, nie miałam ochoty wysłuchiwać uwag na swój temat. Zanim jeszcze wyszliśmy, podeszłam do Lucas'a. Przykuło mnie jego zachowanie, a raczej jego brak. Normalnie w ciągu godziny powinien coś z Nick'em nabroić, a tu cicho i spokojnie. Chłopak ciągle spoglądał w komórkę. Ciekawa, po prostu zapytałam:
-Lucas?
-Tak? - odpowiedział, jakby nieprzytomny
-Czy ty masz dziewczynę?
-O czym ty mówisz? - zapytał zaskoczony
-Przecież dobrze wiesz o czym mówię.. - dodałam - To jak? Masz czy nie?
-Mam, ale błagam cię, nikomu ani słówka.
-Okej, okej. A idziesz z nami na miasto? - zapytałam
-Jasne, tylko dajcie mi minutkę.
-A mogę wiedzieć jak ma na imię?
-Jaka ty jesteś nieznośna! - warknął - na imię jej Melanie. Jest taka urocza.
-Dobra, dalej nie pytam, bo widzę , że się już denerwujesz. Pogadamy później. Pa - powiedziałam- Gratuluję - szepnęłam mu jeszcze do ucha i pocałowałam go w policzek. Dlaczego? Bo wiem, że tego teraz potrzebuje i chciałby otrzymać od kogoś bliskiego wsparcie.
Po tej krótkiej, ale jak ważnej rozmowie w końcu poszliśmy na miasto, oczywiście razem z Noah, Nick'em, Lucas'em no i Olivią i Micheal'em. Całą paczką najpierw weszliśmy do sklepu po energetyki (Nie red bull'e, bo okazało się, że wcale nie dodają skrzydeł) i lody z wiśnią w środku. Na początku miałam zawahania co wybrać, ale mój ukochany braciszek przypomniał mi, że wiśnia jest dla mnie zabójcza, bo przecież mam na nią alergię. Wszystko mnie potem swędzi i ustać w jednym miejscu nie mogę, dlatego wzięłam lody czekoladowe. Następnie udaliśmy się do parku, który poprowadził nas nad rzekę. Przechodząc natrafiliśmy na przystań w której wykupiliśmy rejs statkiem, takim malutkim, ale statkiem. Godzinny rejs, pozwolił nam na opowiedzenie swoich najlepszych i najgłupszy chwil z życia wzięte. Najsmutniejszą historię miał Noah. Zamurowało mnie, kiedy powiedział, że stracił dziadka i to na własnych oczach. To on jako ostatni trzymał go w swoich ramionach. Staruszek umarł na raka jelita grubego.Cholerny nowotwór, kto je w ogóle wymyślił ~ pomyślałam. W pewnej chwili zrobiło mi się szkoda Noah, ale wiedziałam, że taka musiała być kolej rzeczy. Po tych naszych obszernych rozmowach, okazało się, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Każdy z nas lubi Baseball, pływanie, jedzenie.. haha. Żarłoki! Jak to nazwała nas Olivia. W ciągu dnia udaliśmy się do liceum dziewczyny. Pokazała nam wszystkie zakamarki szkoły, w której to Micheal, Olivia i Noah się uczą. Około dziewiętnastej wróciliśmy do domu. Na stole czekała na nas wykwintna kolacja. Na początku pomyślałam, że to przyspieszona wigilia, ale nie.. to była normalna kolacja u Margon'ów. Wiem, że to dziwne, ale czułam się wtedy jakbym zjadła konia z kopytami. Wszystko było przepyszne, ale ten indyk, normalnie jak w siódmym niebie. Można powiedzieć, że byłam cały czas w siódmym niebie.. dlaczego? Czułam się tak przez Noah. Chłopak wpatrywał swoje przepiękne oczy w moje. Przez chwilę przeszły mnie dreszcze i straszne ciarki, bo jego wzrok skupiał się tylko na mnie. Miałam ochotę porozmawiać z nim w cztery oczy, ale uznałam, że to byłby zły pomysł. Po kolacji razem z Olivią pomogłyśmy babci sprzątnąć cały stół. Reszta rodziny udała się do salonu lub co niektórzy do swoich pokoi. Camile włożyła suche naczynia do szafek i sama pozmywała te brudne. Wtedy miałyśmy chwilę czasu aby porozmawiać sam na sam, o wszystkim i o niczym. Najpierw zaczęłyśmy o życiu codziennym, później o szkole, aż rozmowa zakończyła się na temacie Nathan'a.
- Poczekaj wnusiu. To Nathan ci się w końcu podoba czy nie?
- Już sama nie wiem. Kiedyś kochałam go i to bardzo, ale zauważyłam, że Nowym Orlean totalnie mnie zmienił. Czasem się zastanawiam i sama mam dylemat "Czego chcę, czego ja od życia potrzebuję". Wielokrotnie zbierałam się na rozmowę z chłopakiem, ale zawsze coś wypadało. Babciu, co ja mam robić?
- Najpierw zadaj sobie jedno najważniejsze pytanie.. Czy ty go kochasz?
- To pomoże? -zapytałam, widząc w myślach romantyczną scenę oświadczyn;
- Jeśli kochasz go w stu procentach to reszta pójdzie jak po maśle. Wiem, że teraz jest ci trudno, ale przynajmniej wiesz, że w życiu nie jest za wesoło. Wierzę w ciebie, będę się modlić codziennie, rano i wieczorem, abyś postąpiła tak jak być powinno
- Jesteś kochana babciu. Zawsze mogłam na ciebie liczyć, nawet mimo tej dużej odległości pomiędzy miastami.
- Pamiętaj, że wszystkie moje wnuki i dzieci mogą liczyć na mnie i dziadka, o każdej porze dnia i nocy. A teraz chodź tutaj - powiedziała ciepło przytulając mnie jak najmocniej umiała.
Camile, jak już się dowiedzieliście, jest najukochańszą babcią na świecie. Możecie sobie tylko pomarzyć o takiej kobiecie panowie!
Po tej trwałej w uczuciach rozmowie, postanowiłam wziąć gorący i długi prysznic. Chciałam sobie to wszystko na spokojnie przemyśleć. Nie marnowałam ani chwili dłużej, tylko od razu ruszyłam w stronę łazienki. Niestety musiałam poczekać przez pewien czas, bo Olivia postanowiła zrobić sobie domowe SPA. "No wiecie dziewczyny jak to jest... " ~ pomyślałam;
Dopiero o dziesiątej wieczorem wzięłam prysznic i mogłam położyć się spać. Byłam zmęczona, ale niepadnięta. Wieczorem przyszedł do mnie Nick, aby pochwalić się nowym PS4. Podobno były wyprzedaże i dostał na święta. Tzn. Na razie go nie używa, ale jest zachwycony, bo zostały 3 dni do świąt i będzie mógł sobie pograć w Fifę czy co to tam jeszcze istnieje.


/JK
7 Komentarzy = Rozdział 8

7 komentarzy:

  1. Suuper pisz dalej

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawie się zapowiada ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisz dalej nie mogę się doczekać :o

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne opowiadanie [ :

    OdpowiedzUsuń
  5. Dalej dalej ciekawe co się stanie

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to motywacja, a dla Ciebie to chwila taki napisać!
Podziel się ze mną swoją opinią!