02 lutego 2015

Rozdział 6

-Marta obudź się! Klucho jedna! - krzyczał Nick
-Co? Która godzina? - odparłam
-Już po szóstej, rano oczywiście. - zaśmiał się
-Pogięło cię? - wrzasnęłam, rzucając w brata poduszką - czemu mnie budzisz?
-Bo spóźnisz się na spotkanie z ukochanym..? 
-Skąd o tym wiesz?
-No wiesz, jak się w środku nocy pisze do brata SMS'y, no to się nie dziw, że wiem wszystko.
-O czym ty mówisz?
-Spójrz w swój telefon. Wysłałaś mi 3 wiadomości. Na szczęście tylko do mnie.
Po słowach Nick'a wpadłam w szał. Od razu sięgnęłam po komórkę,, aby przeczytać te wszystkie wiadomości. Były w nich zawarte krótkie, ale zwięźle opisane moje myśli co do Nathan'a. Czy ja naprawdę tak mocno to wszystko przeżywam? Nie będę przed wami dłużej ukrywać, że mój były, nadal mi się podoba. Jednak wiem, że nie ma sensu abyśmy do siebie wrócili. Ta długa rozłąka całkiem odsunęła nas od siebie, a zanim byśmy zbudowali uczucie i związek na nowo, zajęło by nam to dużo czasu. Nie byłam jakoś przekonana powrotem do Nathan'a. A skoro już o nim mowa, po ubraniu się i spakowaniu walizki na samolot, pobiegłam do parku, gdzie spotkałam chłopaka po raz pierwszy w Nowym Orleanie. Oczywiście myśli mnie nie zawiodły, bo Nathan, siedział na ławce i czekał na mnie. Kiedy mnie zobaczył i uśmiechnął się. Był to naprawdę szczery i piękny uśmiech, pełen radości, szczęścia i braku smutnych wydarzeń. Nigdy jeszcze nie widziałam chłopaka w takim stanie. Czyżby to z mojego powodu? ~ pomyślałam. 
- Cześć. Jestem, tak jak się umawialiśmy - powiedziałam niepewnie.
-Fajnie, że jesteś. Może przejdziemy się? - zaproponował, na co ja się zgodziłam
Spacerowaliśmy z półgodziny. Wydawało mi się, że Nathan podczas naszej rozmowy odbiegał od tematu spotkania. Błądziłam w myślach, a na pytania chłopaka potakiwałam głową i mruczałam coś pod nosem. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam wprost
- O co chodzi Nathan? Przecież nie poprosiłeś mnie o spotkanie, aby porozmawiać o przeszłości w ciągu 2 godzin. - warknęłam - Dobrze wiesz, że za godzinę mamy samolot do Australii, więc proszę cię.. O co chodzi?
- No okej, nie będę dłużej zwlekał.. - powiedział, kiedy zadzwonił jego telefon. 
Uznał, że to ważna rozmowa, więc odebrał. Mina Nathan'a nie była zbyt ciekawa. Po rozmowie ze swoją mamą, okazało się, że ojciec chłopaka miał zawał. Zawał na święta Bożego Narodzenia..? No nieźle.. - pomyślałam. Przerażony Nathan przeprosił mnie za wyciągnięcie z domu i tak jak tylko mógł, z użyciem całej siły pobiegł do szpitala. Ja natomiast, w międzyczasie wróciłam do domu. Moja ukochana rodzinka była już gotowa do wyjazdu. Przed przyjazdem taksówki dojadłam moje śniadanie i dopakowałam co nie co do walizki. Około siódmej , tzn. pół godziny po siódmej wyjechaliśmy na lotnisko. Tam czekała na nas półtora godzinna odprawa no i jeszcze czekanie na samolot. Wylecieliśmy przed jedenastą. Na początku zapowiadał się długi, 20-godzinny lot, jednak nie było tak źle. Z Lucas'em i Nick'em obejrzeliśmy 2 filmy, w sumie o tym samym tytule, tzw. "Trzy Metry Nad Niebem". Oglądaliście? Ten film jest genialny, wtedy obejrzałam go po raz pierwszy, a do tej pory jest to mój ulubiony film. Lucas w międzyczasie opowiadał nam o jego trasie koncertowej. Podobno od marca szykuje się nowa tylko, że chłopak nie chce na nią jechać. Tak naprawdę go rozumiem, bo tak jak i ja i Nick, no i reszta rodziny oczekujemy na przyjście małego bobaska na świat. Mogę się założyć, że przez rok, będziemy jak najlepiej pomagać naszym rodzicom przy wychowywaniu maluszka. Nie mogę się już doczekać, kiedy go zobaczę ~ dodałam . Lea i Edward jak zwykle zajmowali się siedzeniem przy laptopie. Mama przeglądała nowe przepisy kulinarne i założyła bloga, a tata notował arkusze do pracy.
-Czy nie masz tato kiedy tego robić? - zapytałam
-A czemu nie teraz? Mamy jeszcze 16 godzin lotu, trzeba je jakoś wykorzystać. - spojrzał na mnie złowrogim wzrokiem
- A ty co robisz kochanie? - zapytała mama
- Przeglądam zdjęcia, które wysłała mi Jess ze szkoły. Dziś w sumie jest ostatni dzień, ale nasza "ukochana" wychowawczyni powiedziała, że nie trzeba przychodzić, jęlsi ktoś wyjeżdża tak jak my - uśmiechnęłam się w jej stronę
- No ładnie. - kiwnęła głową Lea
- No widzisz mamo - zaśmiał się Nick - Wychodzi na to, że to ja jestem ten najporządniejszy.
- Haha. Żartujesz prawda? W domu, może i tak, ale w szkole.. Z trzema baniami na czysto z języka francuskiego? - dodałam
- O czym wy mówicie? Nick? Czy to prawda? - zapytała mama
- No tak.. No ale przecież mówiłem wam..
- Kiedy?
- Gdzieś miesiąc temu - dodał - A jeśli chcesz Martha wiedzieć, to już je poprawiłem na 3 :)
- No niech ci będzie. - zachichotałam
- Nie przejmuj się Nick, wiem jak teraz się czujesz. Sam kiedyś na mnie tak gadałeś, więc teraz ci się odbiło - poklepał brata po ramieniu Lucas
Można powiedzieć, że przez kolejne minuty, godziny i co to tam jeszcze, droczyliśmy się jak pies i kot. Lucas i Nick pożarli się, ale przy przylocie pogodzili się. No a jak to chłopacy musieli lekko się po obijać.Na lotnisku czekała już cała rodzina Margon'ów. Wszyscy wpadliśmy sobie w jeden wielki uścisk. Olivia, Michael, Alicja, Bradley no i oczywiście Camile i Mark. Nasi ukochani dziadkowie przywitali nas ciepło i z pełnią szczęści i radości. Dawno ich nie widziałam, dlatego byłam w siódmym niebie, gdy ich ujrzałam. Oczywiście padło rutynowe pytanie "Jak Lot?". Cała nasza samolotowa rodzinka wpadła w śmiech. Uznaliśmy, że nigdy więcej. Poza Margon'ami był też przyjaciel mojego kuzynostwa, czyli Noah Climb. Wysoki chłopak o zielonych, pięknych oczach. Byłam zdziwiona jego byciem ze wszystkimi na lotnisku, bo Olivia i Michael zawsze trzymali się w jednej paczce, a tutaj ktoś nowy. No nieźle.. Całą grupką po trzydziestu minutach dotarliśmy do domu. Pamiętam, że mam w nim swoje ulubione pomieszczenie, gdzie za dziecka nocowałam w nim. Uwielbiałam tam przebywać. Jak dla mnie to miejsce ma w sobie coś magicznego, coś co pozwala się zrelaksować i pomyśleć o wszystkim i o niczym. Pamiętam, jak uczęszczałam do przedszkola w Brisbane przez rok. Zawsze odrabiałam lekcje z babcią prze stoliku w jadalni i dostawałam 5,6.. no ale wiecie, co takie oceny w tym wieku oznaczają, no zupełnie nic. Jednego razu postanowiłam spróbować sama zrobić zadania domowe, ale takie "naprawdę trudne". Następnego dnia kiedy zaniosłam je do szkoły, i pokazałam je pani, a do tego pochwaliłam się, że sama je robiłam, ta pocałowała mnie w czółko i powiedziała "OBY TAK DALEJ". Jako dziecko była zawiedziona, bo kobieta nie postawiła mi 6. Mała Martha Feist liczyła na coś więcej.. Babcia z dziadkiem zrobili mi miliony zdjęć, a kiedy nam je przesyłają, wszyscy ryczymy ze śmiechu.

/JK

5 KOMENTARZY = ROZDZIAŁ 7

Pamiętajcie o Ankietach..! ♥

5 komentarzy:

  1. Bardzo podoba mi się Twój blog. :) Czekam na następny rozdział i życzę weny!

    PS. Zapraszam! http://you-are-my-obsession-baby.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. nominuję cię do LBA, szczegóły u mnie- http://to-nieprawda-nie-jestem-herosem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to motywacja, a dla Ciebie to chwila taki napisać!
Podziel się ze mną swoją opinią!