25 lutego 2015

Rozdział 8

SoundTrack
[Zdjęcia pod tekstem :)]

Jak zwykle, wstałam rano.. mniej więcej było koło ósmej rano. Wszystkie ranne ptaszki, czyli babcia z dziadkiem, Olivia i wujek Bradley, stali już na nogach, pomagając Camile przy śniadaniu. Dzisiaj, czyli 23-ego grudnia, akurat musiałam wstać lewą nogą. Cały ranek był na NIE. Można powiedzieć, że miałam cholernego pecha. Kiedy poszłam się umyć, poślizgnęłam się i uderzyłam głową o umywalkę. Taa. Bolało. Następnie, przy ubieraniu mojej ukochanej bluzy, okazało się, że ma małą dużą dziurkę, tzn. oczko. W trakcie śniadania, Nick wylał na mnie zupę mleczną. Oczywiście zachowałam zimną krew i nie ochrzaniłam go, ale kiedy Olivia prostowała moje włosy.. przypaliła je, wtedy już po prostu nie wytrzymałam.
-Co ty robisz? - krzyknęłam
-Przepraszam cię. Ja zawsze ustawiam tak prostownicę i nigdy nie przypaliłam ani sobie, ani nikomu włosów. Jest mi tak strasznie głupio..
-Nic się nie stało- westchnęłam - Ten dzisiejszy dzień, zawiera całe nieszczęścia. Pech, totalny Pech - dodałam
- Stało się. Zabieram cię za to, na przed świąteczne zakupy.
- Błagam cię, nie mamy już po pięć lat. Mówię ci przecież, że nic się nie stało.
- Jak chcesz.. - warknęła - A tak poza tym, to jakie plany na dzisiaj?
- Nie specjalnie coś planuję.
- To dobrze się składa, Mamy cały dzień dla siebie. - powiedziała - Babci i rodzicom w kuchni i tak nie pomożemy, bo zaraz wszyscy będą wściekli.. więc.. możemy pójść na plażę i poopalać się.. poznamy jakiś fajnych chłopaków. - jąkała się Olivia
- Znowu, chcesz mnie z kimś zapoznać. Wystarczy mi już Noah - oznajmiłam
- Nie przypadł ci do gustu? - zapytała
- Co mam ci powiedzieć? Przecież nie spędziłam z nim nawet całego dnia. - zaśmiałam się - Wczoraj się nie liczy - dodałam, patrząc na minę kuzynki
- Powiem ci szczerze, że Noah jako pierwszy odezwał się do mnie i mojego brata, kiedy przeprowadziliśmy się tutaj z Seattle.
- Nie wygląda na takiego. Powiedziałabym bardziej, że to chłopak w stylu Bad Boy'a.
- Żartujesz, prawda? - dodała Olivia
- Oczywiście, że nie. Mówię co myślę. Pogadamy o nim, jak trochę bardziej poznam Noah.
-  Pokochasz go, zobaczysz! - powiedziała,  patrząc na mnie swoimi pięknymi oczkami
I tak gawędziłyśmy, dopóki babcia nie zawołała nas z kuchni. Wysłała nas po zakupy. Nas, czyli mnie i Olivię. Kupiłyśmy wszystko co miałyśmy, więc wróciłyśmy z 5 torbami, wypchanymi po brzegi.
Każda z nas dostała po piątaku od dziadka. Do tego zostałyśmy obdarowane przez niego dowcipami typu:
 "Jak nazywa się kotlet, który leci? 
- Kotlecik".

Niby taki suchar, a jednak wszyscy się śmiali.W pewnym momencie usłyszałam dzwonek od telefonu. Okazało się, że dzwonił Noah z zapytaniem, czy nie chcielibyśmy się z nim spotkać, pogadać. Chwilę przegadaliśmy i postanowiliśmy pójść ponownie całą paczką, ale tym razem na plażę. Każdy z nas wziął ze sobą torbę w ręcznikami, wałówką i innymi błahostkami. Około czternastej, byliśmy już w pobliżu portu w Brisbane. Margon'owie znaleźli legalne miejsce, gdzie można prywatnie poopalać się bez żadnej grupy nachalnych ludzi. Na początku wszyscy nie śmiało podchodzili do kąpieli w Oceanie, ale kiedy Lucas wrzucił Olivię do wody, nikt nie miał już skrupułów. Lucas ogólnie miał dzisiaj bardzo dobry humor. Jako mój brat, domyślałam się, że wrzuci mnie do wody, jednak zrobił to w inny sposób. Wziął mnie na ręce i zakręcił się jak kiedyś, kiedy to mieliśmy po 6 lat. Może to i niewiarygodne, ale kocham tego dzikusa.. a żeby nie było, Nick'a oczywiście też. Czasem nie wyobrażam sobie życia codziennego bez tych dwóch gagatków.
W końcu zrobiło mi się zimno. Postanowiłam wyjść z wody i usiąść obok siedzącego na kocu Noah. Chłopak szczerze przyglądał się mojej osobie.
- Co cię takiego interesuje, że tak się na mnie patrzysz? - zapytałam wycierając włosy ręcznikiem
- A czy muszę mieć powód, żeby się na ciebie popatrzeć?
- Nie, po prostu tylko zapytałam. Czysta ciekawość. - dodałam
- Pamiętaj, że ciekawość, to pierwszy stopień do piekła. - odrzekł
- Będę pamiętać. A tak ogółem to jestem Martha - powiedziałam podając rękę chłopakowi
- Noah, miło mi. - uśmiechnął się
- Nie mogę. Proszę cię,nie patrz tak na mnie, bo aż mam gęsią skórkę
- To dobry znak. Wiesz, ja nie wierzę w te zabobony, ale moja babcia mówiła, że jak się popatrzy na dziewczynę i ona dostanie tzw. "gęsiej skórki" to znaczy, że jest to odpowiednia dla mnie. - uśmiechnął się
- I ty w to wierzysz? Że jestem odpowiednia dla ciebie? - zaśmiałam się
-Okaże się - dodał
- No to skoro mamy być razem, musisz mi coś o sobie powiedzieć. Zacznijmy od tego. hm.. O mam. Jakie jest twoje marzenie?
- Uwielbiam śpiewać. Wiem, że jak na chłopaka jest to dziwne, ale lubię to. Jednak jest to nierealne.
- Nierealne?
- Nie stać nas na to, tzn. moich rodziców.. Mniejsza o to. A twoje marzenie..?
- Na razie moim marzeniem jest, aby moja siostrzyczka była silniejsza ode mnie.
- Masz siostrę jeszcze?
- Za 4 miesiące przyjdzie na świat. Nie mogę się już doczekać. - uśmiechnęłam się
- Przekaż gratulacje swoim rodzicom. A poza tym marzeniem, co chciałabyś w życiu robić.
- Nigdy o tym tak poważnie nie myślałam. A jeśli już, to mam zamiary z fotografią, malarstwem, a ostatnio nawet pociąga mnie dziennikarstwo.
***
Rozmawialiśmy do późnego wieczora. Cała reszta po 3 godzinach miała nas dość i wróciła do domu. Ja jednak nie miałam takiej ochoty, z resztą Noah się nie sprzeciwił. Razem obejrzeliśmy zachód słońca, zobaczyliśmy pierwszą gwiazdę na niebie. "Już dawno się tak dobrze nie bawiłam" ~ pomyślałam; Climb był na tyle miły, że odprowadził mnie pod same drzwi domu Margon'ów. 
- Dzięki za super dzień - powiedziałam
- Ja też ci bardzo dziękuję. Już dawno się tak dobrze nie bawiłem.
- Wyjąłeś mi te słowa z ust. - zaśmiałam się i popatrzyłam na chłopaka
- Co? - dodał
- Znowu to robisz! - powiedziałam
- A.. co dokładniej?
- Okładasz mnie tym swoim wzorkiem. - zaśmialiśmy się - Przepraszam cię, ale muszę już lecieć. Jeszcze raz dziękuję za super dzień. 
- Wzajemnie - powiedział, po czym obdarował mnie czułym pocałunkiem w policzek. - A tak poza tym Wesołych Świąt, bo w końcu są święta.
- No tak.. Wesołych Świąt Noah - pomachałam do chłopaka;
Z uśmiechem na twarzy wbiegłam do domu. Wszyscy już spali, poza wyjątkami, czyli ekipą młodych ludzi. Bałam się, że zaraz zaczną się pytania "I jak było, sam na sam", ale na szczęście mi tego oszczędzili. Zmęczona, udałam się na górę, aby wziąć gorącą kąpiel i ułożyć się do snu. 



/JK

[Rozdział.. jak dla mnie krótki, ale myślę, że zawiera dreszczyk emocji. 

Dla niektórych będzie to słabe, a dla innych znakomite.
Zachęcam do komentowania.
Wszystkie opinie mile widziane.
Zachęcam także do głosowania w ankietach i czytania dalszej historii.
Przed Nami Święta Bożego Narodzenia w Brisbane.
Ja na waszym miejscu byłabym ciekawa, jak są one właśnie obchodzone w Australii.
***
Poza tym, pisałam już wielokrotnie, ale szukam osoby chętnej do wspólnego prowadzenia bloga.
Bardzo mi na tym zależy. 
Chętni niech piszą w komentarzu lub na mój e-mail julekgulek20@gmail.com
Pozdrawiam xx]

09 lutego 2015

Rozdział 7

Na początku wszyscy o wszystkim rozmawiali. W pewnym momencie znudzeni opowieściami rodziców, postanowiliśmy całą grupką udać się na miasto. Sama chciałam zaproponować to Olivii, abyśmy gdzieś wyszli, nie miałam ochoty wysłuchiwać uwag na swój temat. Zanim jeszcze wyszliśmy, podeszłam do Lucas'a. Przykuło mnie jego zachowanie, a raczej jego brak. Normalnie w ciągu godziny powinien coś z Nick'em nabroić, a tu cicho i spokojnie. Chłopak ciągle spoglądał w komórkę. Ciekawa, po prostu zapytałam:
-Lucas?
-Tak? - odpowiedział, jakby nieprzytomny
-Czy ty masz dziewczynę?
-O czym ty mówisz? - zapytał zaskoczony
-Przecież dobrze wiesz o czym mówię.. - dodałam - To jak? Masz czy nie?
-Mam, ale błagam cię, nikomu ani słówka.
-Okej, okej. A idziesz z nami na miasto? - zapytałam
-Jasne, tylko dajcie mi minutkę.
-A mogę wiedzieć jak ma na imię?
-Jaka ty jesteś nieznośna! - warknął - na imię jej Melanie. Jest taka urocza.
-Dobra, dalej nie pytam, bo widzę , że się już denerwujesz. Pogadamy później. Pa - powiedziałam- Gratuluję - szepnęłam mu jeszcze do ucha i pocałowałam go w policzek. Dlaczego? Bo wiem, że tego teraz potrzebuje i chciałby otrzymać od kogoś bliskiego wsparcie.
Po tej krótkiej, ale jak ważnej rozmowie w końcu poszliśmy na miasto, oczywiście razem z Noah, Nick'em, Lucas'em no i Olivią i Micheal'em. Całą paczką najpierw weszliśmy do sklepu po energetyki (Nie red bull'e, bo okazało się, że wcale nie dodają skrzydeł) i lody z wiśnią w środku. Na początku miałam zawahania co wybrać, ale mój ukochany braciszek przypomniał mi, że wiśnia jest dla mnie zabójcza, bo przecież mam na nią alergię. Wszystko mnie potem swędzi i ustać w jednym miejscu nie mogę, dlatego wzięłam lody czekoladowe. Następnie udaliśmy się do parku, który poprowadził nas nad rzekę. Przechodząc natrafiliśmy na przystań w której wykupiliśmy rejs statkiem, takim malutkim, ale statkiem. Godzinny rejs, pozwolił nam na opowiedzenie swoich najlepszych i najgłupszy chwil z życia wzięte. Najsmutniejszą historię miał Noah. Zamurowało mnie, kiedy powiedział, że stracił dziadka i to na własnych oczach. To on jako ostatni trzymał go w swoich ramionach. Staruszek umarł na raka jelita grubego.Cholerny nowotwór, kto je w ogóle wymyślił ~ pomyślałam. W pewnej chwili zrobiło mi się szkoda Noah, ale wiedziałam, że taka musiała być kolej rzeczy. Po tych naszych obszernych rozmowach, okazało się, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Każdy z nas lubi Baseball, pływanie, jedzenie.. haha. Żarłoki! Jak to nazwała nas Olivia. W ciągu dnia udaliśmy się do liceum dziewczyny. Pokazała nam wszystkie zakamarki szkoły, w której to Micheal, Olivia i Noah się uczą. Około dziewiętnastej wróciliśmy do domu. Na stole czekała na nas wykwintna kolacja. Na początku pomyślałam, że to przyspieszona wigilia, ale nie.. to była normalna kolacja u Margon'ów. Wiem, że to dziwne, ale czułam się wtedy jakbym zjadła konia z kopytami. Wszystko było przepyszne, ale ten indyk, normalnie jak w siódmym niebie. Można powiedzieć, że byłam cały czas w siódmym niebie.. dlaczego? Czułam się tak przez Noah. Chłopak wpatrywał swoje przepiękne oczy w moje. Przez chwilę przeszły mnie dreszcze i straszne ciarki, bo jego wzrok skupiał się tylko na mnie. Miałam ochotę porozmawiać z nim w cztery oczy, ale uznałam, że to byłby zły pomysł. Po kolacji razem z Olivią pomogłyśmy babci sprzątnąć cały stół. Reszta rodziny udała się do salonu lub co niektórzy do swoich pokoi. Camile włożyła suche naczynia do szafek i sama pozmywała te brudne. Wtedy miałyśmy chwilę czasu aby porozmawiać sam na sam, o wszystkim i o niczym. Najpierw zaczęłyśmy o życiu codziennym, później o szkole, aż rozmowa zakończyła się na temacie Nathan'a.
- Poczekaj wnusiu. To Nathan ci się w końcu podoba czy nie?
- Już sama nie wiem. Kiedyś kochałam go i to bardzo, ale zauważyłam, że Nowym Orlean totalnie mnie zmienił. Czasem się zastanawiam i sama mam dylemat "Czego chcę, czego ja od życia potrzebuję". Wielokrotnie zbierałam się na rozmowę z chłopakiem, ale zawsze coś wypadało. Babciu, co ja mam robić?
- Najpierw zadaj sobie jedno najważniejsze pytanie.. Czy ty go kochasz?
- To pomoże? -zapytałam, widząc w myślach romantyczną scenę oświadczyn;
- Jeśli kochasz go w stu procentach to reszta pójdzie jak po maśle. Wiem, że teraz jest ci trudno, ale przynajmniej wiesz, że w życiu nie jest za wesoło. Wierzę w ciebie, będę się modlić codziennie, rano i wieczorem, abyś postąpiła tak jak być powinno
- Jesteś kochana babciu. Zawsze mogłam na ciebie liczyć, nawet mimo tej dużej odległości pomiędzy miastami.
- Pamiętaj, że wszystkie moje wnuki i dzieci mogą liczyć na mnie i dziadka, o każdej porze dnia i nocy. A teraz chodź tutaj - powiedziała ciepło przytulając mnie jak najmocniej umiała.
Camile, jak już się dowiedzieliście, jest najukochańszą babcią na świecie. Możecie sobie tylko pomarzyć o takiej kobiecie panowie!
Po tej trwałej w uczuciach rozmowie, postanowiłam wziąć gorący i długi prysznic. Chciałam sobie to wszystko na spokojnie przemyśleć. Nie marnowałam ani chwili dłużej, tylko od razu ruszyłam w stronę łazienki. Niestety musiałam poczekać przez pewien czas, bo Olivia postanowiła zrobić sobie domowe SPA. "No wiecie dziewczyny jak to jest... " ~ pomyślałam;
Dopiero o dziesiątej wieczorem wzięłam prysznic i mogłam położyć się spać. Byłam zmęczona, ale niepadnięta. Wieczorem przyszedł do mnie Nick, aby pochwalić się nowym PS4. Podobno były wyprzedaże i dostał na święta. Tzn. Na razie go nie używa, ale jest zachwycony, bo zostały 3 dni do świąt i będzie mógł sobie pograć w Fifę czy co to tam jeszcze istnieje.


/JK
7 Komentarzy = Rozdział 8

02 lutego 2015

Rozdział 6

-Marta obudź się! Klucho jedna! - krzyczał Nick
-Co? Która godzina? - odparłam
-Już po szóstej, rano oczywiście. - zaśmiał się
-Pogięło cię? - wrzasnęłam, rzucając w brata poduszką - czemu mnie budzisz?
-Bo spóźnisz się na spotkanie z ukochanym..? 
-Skąd o tym wiesz?
-No wiesz, jak się w środku nocy pisze do brata SMS'y, no to się nie dziw, że wiem wszystko.
-O czym ty mówisz?
-Spójrz w swój telefon. Wysłałaś mi 3 wiadomości. Na szczęście tylko do mnie.
Po słowach Nick'a wpadłam w szał. Od razu sięgnęłam po komórkę,, aby przeczytać te wszystkie wiadomości. Były w nich zawarte krótkie, ale zwięźle opisane moje myśli co do Nathan'a. Czy ja naprawdę tak mocno to wszystko przeżywam? Nie będę przed wami dłużej ukrywać, że mój były, nadal mi się podoba. Jednak wiem, że nie ma sensu abyśmy do siebie wrócili. Ta długa rozłąka całkiem odsunęła nas od siebie, a zanim byśmy zbudowali uczucie i związek na nowo, zajęło by nam to dużo czasu. Nie byłam jakoś przekonana powrotem do Nathan'a. A skoro już o nim mowa, po ubraniu się i spakowaniu walizki na samolot, pobiegłam do parku, gdzie spotkałam chłopaka po raz pierwszy w Nowym Orleanie. Oczywiście myśli mnie nie zawiodły, bo Nathan, siedział na ławce i czekał na mnie. Kiedy mnie zobaczył i uśmiechnął się. Był to naprawdę szczery i piękny uśmiech, pełen radości, szczęścia i braku smutnych wydarzeń. Nigdy jeszcze nie widziałam chłopaka w takim stanie. Czyżby to z mojego powodu? ~ pomyślałam. 
- Cześć. Jestem, tak jak się umawialiśmy - powiedziałam niepewnie.
-Fajnie, że jesteś. Może przejdziemy się? - zaproponował, na co ja się zgodziłam
Spacerowaliśmy z półgodziny. Wydawało mi się, że Nathan podczas naszej rozmowy odbiegał od tematu spotkania. Błądziłam w myślach, a na pytania chłopaka potakiwałam głową i mruczałam coś pod nosem. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam wprost
- O co chodzi Nathan? Przecież nie poprosiłeś mnie o spotkanie, aby porozmawiać o przeszłości w ciągu 2 godzin. - warknęłam - Dobrze wiesz, że za godzinę mamy samolot do Australii, więc proszę cię.. O co chodzi?
- No okej, nie będę dłużej zwlekał.. - powiedział, kiedy zadzwonił jego telefon. 
Uznał, że to ważna rozmowa, więc odebrał. Mina Nathan'a nie była zbyt ciekawa. Po rozmowie ze swoją mamą, okazało się, że ojciec chłopaka miał zawał. Zawał na święta Bożego Narodzenia..? No nieźle.. - pomyślałam. Przerażony Nathan przeprosił mnie za wyciągnięcie z domu i tak jak tylko mógł, z użyciem całej siły pobiegł do szpitala. Ja natomiast, w międzyczasie wróciłam do domu. Moja ukochana rodzinka była już gotowa do wyjazdu. Przed przyjazdem taksówki dojadłam moje śniadanie i dopakowałam co nie co do walizki. Około siódmej , tzn. pół godziny po siódmej wyjechaliśmy na lotnisko. Tam czekała na nas półtora godzinna odprawa no i jeszcze czekanie na samolot. Wylecieliśmy przed jedenastą. Na początku zapowiadał się długi, 20-godzinny lot, jednak nie było tak źle. Z Lucas'em i Nick'em obejrzeliśmy 2 filmy, w sumie o tym samym tytule, tzw. "Trzy Metry Nad Niebem". Oglądaliście? Ten film jest genialny, wtedy obejrzałam go po raz pierwszy, a do tej pory jest to mój ulubiony film. Lucas w międzyczasie opowiadał nam o jego trasie koncertowej. Podobno od marca szykuje się nowa tylko, że chłopak nie chce na nią jechać. Tak naprawdę go rozumiem, bo tak jak i ja i Nick, no i reszta rodziny oczekujemy na przyjście małego bobaska na świat. Mogę się założyć, że przez rok, będziemy jak najlepiej pomagać naszym rodzicom przy wychowywaniu maluszka. Nie mogę się już doczekać, kiedy go zobaczę ~ dodałam . Lea i Edward jak zwykle zajmowali się siedzeniem przy laptopie. Mama przeglądała nowe przepisy kulinarne i założyła bloga, a tata notował arkusze do pracy.
-Czy nie masz tato kiedy tego robić? - zapytałam
-A czemu nie teraz? Mamy jeszcze 16 godzin lotu, trzeba je jakoś wykorzystać. - spojrzał na mnie złowrogim wzrokiem
- A ty co robisz kochanie? - zapytała mama
- Przeglądam zdjęcia, które wysłała mi Jess ze szkoły. Dziś w sumie jest ostatni dzień, ale nasza "ukochana" wychowawczyni powiedziała, że nie trzeba przychodzić, jęlsi ktoś wyjeżdża tak jak my - uśmiechnęłam się w jej stronę
- No ładnie. - kiwnęła głową Lea
- No widzisz mamo - zaśmiał się Nick - Wychodzi na to, że to ja jestem ten najporządniejszy.
- Haha. Żartujesz prawda? W domu, może i tak, ale w szkole.. Z trzema baniami na czysto z języka francuskiego? - dodałam
- O czym wy mówicie? Nick? Czy to prawda? - zapytała mama
- No tak.. No ale przecież mówiłem wam..
- Kiedy?
- Gdzieś miesiąc temu - dodał - A jeśli chcesz Martha wiedzieć, to już je poprawiłem na 3 :)
- No niech ci będzie. - zachichotałam
- Nie przejmuj się Nick, wiem jak teraz się czujesz. Sam kiedyś na mnie tak gadałeś, więc teraz ci się odbiło - poklepał brata po ramieniu Lucas
Można powiedzieć, że przez kolejne minuty, godziny i co to tam jeszcze, droczyliśmy się jak pies i kot. Lucas i Nick pożarli się, ale przy przylocie pogodzili się. No a jak to chłopacy musieli lekko się po obijać.Na lotnisku czekała już cała rodzina Margon'ów. Wszyscy wpadliśmy sobie w jeden wielki uścisk. Olivia, Michael, Alicja, Bradley no i oczywiście Camile i Mark. Nasi ukochani dziadkowie przywitali nas ciepło i z pełnią szczęści i radości. Dawno ich nie widziałam, dlatego byłam w siódmym niebie, gdy ich ujrzałam. Oczywiście padło rutynowe pytanie "Jak Lot?". Cała nasza samolotowa rodzinka wpadła w śmiech. Uznaliśmy, że nigdy więcej. Poza Margon'ami był też przyjaciel mojego kuzynostwa, czyli Noah Climb. Wysoki chłopak o zielonych, pięknych oczach. Byłam zdziwiona jego byciem ze wszystkimi na lotnisku, bo Olivia i Michael zawsze trzymali się w jednej paczce, a tutaj ktoś nowy. No nieźle.. Całą grupką po trzydziestu minutach dotarliśmy do domu. Pamiętam, że mam w nim swoje ulubione pomieszczenie, gdzie za dziecka nocowałam w nim. Uwielbiałam tam przebywać. Jak dla mnie to miejsce ma w sobie coś magicznego, coś co pozwala się zrelaksować i pomyśleć o wszystkim i o niczym. Pamiętam, jak uczęszczałam do przedszkola w Brisbane przez rok. Zawsze odrabiałam lekcje z babcią prze stoliku w jadalni i dostawałam 5,6.. no ale wiecie, co takie oceny w tym wieku oznaczają, no zupełnie nic. Jednego razu postanowiłam spróbować sama zrobić zadania domowe, ale takie "naprawdę trudne". Następnego dnia kiedy zaniosłam je do szkoły, i pokazałam je pani, a do tego pochwaliłam się, że sama je robiłam, ta pocałowała mnie w czółko i powiedziała "OBY TAK DALEJ". Jako dziecko była zawiedziona, bo kobieta nie postawiła mi 6. Mała Martha Feist liczyła na coś więcej.. Babcia z dziadkiem zrobili mi miliony zdjęć, a kiedy nam je przesyłają, wszyscy ryczymy ze śmiechu.

/JK

5 KOMENTARZY = ROZDZIAŁ 7

Pamiętajcie o Ankietach..! ♥