26 stycznia 2015

Rozdział 5

Przez kolejne noce śnił mi się list, który dostałam od babci. Widziałam w mojej głowie milion obrazów, kiedy to Margon pisała piórem po świstku papieru. Tak na prawdę, w głębi serca czułam smutek, ale i odrobinę troski. Cieszyłam się, że na sto procent pojedziemy do dziadków. Tak bardzo za nimi tęsknię, tak bardzo chciałabym ich zobaczyć. Jednak wyjazd jest dopiero jutro. Może nie wszyscy, ale na pewno jest ktoś ciekaw, co stało się z moją stópką. Otóż jest w porządku rana się goi i chodzę już normalnie. Lea opiekowała się mną, abym się nie przemęczała. Razem z Chloe gotowała obiadki, a ja w sumie im pomagałam. Przez te pięć dni, dużo się nauczyłam. Oczywiście Nick się ze mnie śmieje, bo dalej uważa, że jestem do niczego.. Ja dobrze go rozumiem, bo mam o nim takie samo zdanie. Haha. Tak.. to nasze droczenie się. Czasem mam dość mojego wkurzającego braciszka, ale tak naprawdę to nie wyobrażam sobie, życia w domu bez niego. Dzisiejszy dzień, był zaskoczeniem dla wszystkich.
Było to gdzieś przed południem, może około jedenastej. Ubrana, uczesana zeszłam na dół, aby zjeść śniadanie. Dzisiaj pozwoliłam sobie na lenistwo, ponieważ mamy już wolne od szkoły.. mimo, że jeszcze tydzień do świąt. Cała rodzinka była po śniadaniu, jednak nikt jeszcze nie odszedł od stołu. Wszystkie papiery ojca, latały po stole. Mama przeglądała prezenty, które mogłaby zamówić. Chciała jakoś sprytnie ukryć te wszystkie strony, no ale proszę was.. czy ja i Nick, mamy po 5 lat?? W pewnym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. Z racji, że nikt nie usłyszał go poza mną, musiałam podejść do drzwi. Na początku pomyślałam, ze to Nathan, ale kiedy otworzyłam drzwi, myślałam, że padnę na zawał. Zastanawiałam się, czemu on nas nie uprzedził, że przyjeżdża.
- Lucas? Co ty tu robisz? - zapytałam zdziwiona
- Ale powitanie. Cześć siostra - powiedział po czym pocałował mnie w policzek. Wtedy rzuciłam mu się ze łzami na szyję. Przytuliłam go najmocniej jak tylko mogłam.
- Nawet nie masz pojęcia jak za tobą tęskniłam, jak wszyscy za tobą tęskniliśmy. Właź, czemu tam stoisz - powiedziałam - Chodźcie tu.- krzyknęłam
- Spokojnie, nie mam ochoty na rodzinne przytulasy - dodał, żartując. 
Gdybyście tylko widzieli miny rodziców, kiedy ujrzeli Lucas'a w  przed pokoju. Nigdy chyba za razem się tak nie cieszyli jak i byli zdziwieni. Lucas od 3 miesięcy był na tym swoim Tournee. Żaden z nas nie przepuszczał, że ten dzień kiedyś nadejdzie. Przez trzy miesiące, praktycznie mieliśmy zero kontaktu z Feist'em. Jedyne co nam powiedział, to to, iż wszystko z nim w porządku i żebyśmy za często nie dzwonili, bo ma zawalony czas. No proszę.. Kochany synuś mamusi, tak jakby złamał jej serce.  Z jednej strony mam do niego pretensje, ale z drugiej.. kocham go i wiem, że ta cała sytuacji gdzieś w głębi jego duszy, naprawdę było mu trudno. Lucas to dobry, miły a nawet jak chce, potrafi być romantyczny. "Ciekawe czy poznał tam jakąś dziewczynę" ~ pomyślałam  Przez kolejne trzy godziny, rodzice nie dawali chłopakowi spokoju. Nick, też nie dawał mu wolnej chwili nawet na parę oddechów.
- Dajcie mu spokój. Lucas dopiero co przyjechał, a wy robicie mu przesłuchanie, jakby nie było go sto lat. - powiedziałam, mając już dosyć tych przedziwnych rozmów
- Dziękuję - dodał Lucas
- No dobra, koniec na dzisiaj - zaśmiał się tata - Opowiesz nam resztę w samolocie.
- Samolocie? - zapytał L.Feist
- A bo ty nic nie wiesz. Jutro lecimy na święta do dziadków. Dzwoniliśmy do ciebie, ale oczywiście nie odbierałeś. Po co ci chłopie ten telefon? - dodał Edward
 - Nie odbieram bo go zgubiłem, to znaczy popsuł się na amen. Kurde.. Nie wiedziałem jak wam o tym powiedzieć.
-Zgubiłeś? - zapytała zdenerwowana Lea
- Tak. Wiem, że powinienem od razu zadzwonić, no ale wyszło jak wyszło.
- Proszę cię Lucas, nie denerwuj nas. W salonie jest zapasowy dość dobry telefon, masz kartę SIM?
- Tak, zachowała się, zgubiłem tylko jedną.
- Człowieku - krzyknął Edward
- Przepraszam no - powiedział Lucas, patrząc się na mnie i Nick'a. Wydaje mi się, że w ten sposób prosił, błagał o pomoc. Dobrze wiem, że nasz ojciec szybko się denerwuje. To znaczy musi mieć naprawdę dobry powód, jak na przykład ten telefon. Nie dziwię się, że Lucas nie chciał dzwonić, ale i tak by się to wydało prędzej czy później. Około piętnastej, chłopak zaproponował mi wyjście na miasto. Najpierw udaliśmy się na pizze, bo oboje byliśmy głodni. Zjedliśmy dwie duże.. "Łakomczychy" ~ nazwał nas tak mój przyjaciel Josh, który pracował w tej knajpce. Następnie udaliśmy się do kina na "Love Rosi". w połowie seansu. Lucas stwierdził, że ten film jest nudny, więc poszliśmy na inny, który się mu bardziej spodobał, czyli na "Hobbit: The Battle Of Five Armies". W sumie, mnie się ten film również podobał bardziej, niż ten poprzedni. Wydaliśmy fortunę na bilety, ale jak to uznał mój brat, było warto. Na koniec dnia, udaliśmy się na zakupy świąteczne. Razem kupiliśmy prezent dla rodziców, każdy z osobna dla Nick'a, dla siebie nawzajem. Osobno, z troski i wdzięczności zakupiłam prezent dla Chloe. Co to? Dowiecie się w swoim czasie. No i oczywiście wspólny prezent od Feist'ów dla dziadków z Brisbane. Wróciliśmy do domu przed dziewiątą wieczorem. W trakcie tej zabawy, otrzymałam 50 powiadomień, w tym 3 SMS'Y, od Jess, Nathan'a i Josh'a. najbardziej przekonała mnie wiadomość od dawnej miłości
"Hej. Moglibyśmy się jutro z rana spotkać? Wiem, że wyjeżdżasz do Australii, ale błagam cię.. poświęć mi z 20 minut, 
Czekam na odpowiedź xx"
Postanowiłam odpisać chłopakowi:
"Nie ma problemu, wstanę trochę wcześniej, ale no trudno. Mam nadzieję, że warto i, że masz na prawdę mi coś ważnego do przekazania. 
Dobranoc xo"
Wtedy przypomniałam sobie, że była umówiona z Jess. Było mi strasznie głupio. Zadzwoniłam do niej i od razu wszystko wytłumaczyłam. W jej głosie słyszałam zdenerwowanie, złość, ale zauważyłam, także radość, kiedy usłyszała o przyjeździe Lucas'a. Powiedziałam jej także o wyjeździe do Brisbane. Jessica sama z rodzicami wyjeżdża na święta, tylko, że do LA. Uwielbia to miasto. Sama zawsze mi mówi, że jak będzie stara to tam zamieszka. Haha. Kocham ją. ♥ 
   Ciągle nad wszystkim się zastanawiam.. Jednak w przypadku Nathan'a było inaczej. Nie miałam pojęcia o co tu w tym wszystkim chodzi, ale jakoś zbytnio mnie to nie interesowało. Zmęczona po dniu Feist'ów, runęłam w piżamie na łóżko, gdzie od razu zasnęłam jak "zbity dzik". Haha. Uwielbiam te metafory :*


DOBRANOC 

/JK


[Liczymy na 10 komentarzy, waszych komentarzy 
Zapraszamy do udziały w ankietach. 
No a przede wszystkich do czytania CFTF ♥]

18 stycznia 2015

Rozdział 4


W tym pudełku znajdowało się ostatnie moje pragnienie. Rodzice, dobrze wiedzieli, że marzyłam o nowym telefonie, ale żeby od razu ten najnowszy model, do tego jeszcze ten drogi zegarek, po prostu nie wierzyłam, że to się wydarzyło. Pewnie myślicie, że marzyłam o nowym telefonie, nie.. marzyłam o wiadomości i informacji o dziadkach. Myślałam o nich dzień i noc od 2 lat. .. Podczas posiłku siedziałam przy stole z otwartą buzią. Nie do końca otworzyłam pudełko, żeby nie przechwalać się prezentem, chociaż miałam na to ogromną ochotę. Babcia wiedziała, że potrzeba mi trochę elegancji, niż dawniej. Za to ją kocham. Wtedy popatrzyłam na zdjęcie całej rodziny Feist'ów, w białej ramce, ustawionej na górnej stronie kominka. W międzyczasie próbowałam dokończyć danie główne no i ten deser, ale żołądek mówił stanowcze NIE!. Po obiedzie udałam się na górę, kiedy reszta rodziny sprzątała po posiłku. Bez wahania, przemieniłam kartę od telefonu jak i kartę pamięci z jednego do drugiego urządzenia. W ciągu godziny rozpracowałam to całe cudeńko. Tą nową informacją, wydarzeniem podzieliłam się z Jess. "Nie uwierzysz. Mam go. Nowy telefon od dziadków. Czemu ja ci się nim chwalę? Haha. Masz jutro czas? Odpisz, błagam Cię.! xx". Po czy Jess odpisała mi: "No ładnie, ładnie. Czas mam. Tak od 14:00 jestem do twojej dyspozycji, to co przy LB o 15:00, jak zawsze? xo". Wymieniłyśmy się jeszcze kilkunastoma SMS'ami, na temat dnia w szkole, o mojej nieobecności w niej i o reszcie głupot. Okazało się, że Josh, publicznie pocałował Chrissy. Na początku nie mogłam w to uwierzyć, przecież chłopak nigdy by tak nie postąpił, sam z siebie. Za dobrze go znam, niby tylko te 3 lata, ale na prawdę dobrze. Dowiedziałam się również, że ten konkurs talentów został przyspieszony. Data mianuje się na 4 stycznia. Szczerze? Zdenerwowałam się trochę i zastanawiałam się, co by tu zaśpiewać. Tę próbę przerwał dźwięk telefonu.
- halo? - zapytałam
- Cześć, tu Nathan - powiedział - Jak tam się czujesz? lepiej już?
- Tak, lepiej. Dziękuję. A co u ciebie słychać?
- Ah.. jakoś ujdzie. Bez zmian. Pomyślałem, że zadzwonię, więc..
- Rozumiem. - dodałam - Przepraszam cię jeszcze raz za dzisiaj, ale ten wypadek nie był planowany.
- Zdarza się. Poza tym, nic się nie stało. Świeże powietrze jeszcze nikomu nie zaszkodziło. - powiedział - A właśnie. Znajdziesz jutro czas na spacer? Ze mną?
- Jutro? - zająknęłam się - Jestem już umówiona z Jessicą, ale zobaczymy, co z nią wymyślimy. Na razie jesteśmy tylko umówione w "Long Break", więc.. zawsze się może coś zmienić.
- Okej. To jutro się odezwę. - dodał - Nie będę już przeszkadzał. Na razie - powiedział z lekkim sarkazmem
- Do zobaczenia. - dodałam. Nie wiem dlaczego, ale wyczułam w słowach Nathan'a, odrobinę nieszczerych słów. Pomyślałam, żeby z nim to wyjaśnić, ale wiem, że czasem w Seatlle się tak zachowywał, dlatego się tym zbytnio nie przejęłam. Siadając z powrotem na łóżko, postanowiłam wyjąć wszystko z pudełka po prezencie. Z małego kartonika, wyleciała biała koperta. Ciekawa, co znajduje się w środku, chwyciłam ostre nożyczki z biurka i rozcięłam zagięcie koperty. W środku okazał się list, list od babci:
Martho, 
Wiem, że od dawna się z wami nie kontaktowaliśmy, ale mieliśmy małe problemy zdrowotne. Nie martw się, to nic poważnego. Jednak nie chcieliśmy was martwić. 
W imieniu moim i dziadka, chcielibyśmy zaprosić was do nas, do Brisbane, na święta. Klimat jest całkiem inny, jest gorąco, a poza tym.. moglibyśmy w końcu spędzić te najbliższe święta razem. Mam nadzieję, że się zdecydujecie. Poza tym, porozmawialibyśmy o tym, co u was słychać, czy wszystko w porządku. Chciałabym dowiedzieć się, jak przygotowania Nick'a do matury, czy ten"osioł" jak to mówisz, zda ją czy też i nie. Jesteśmy również ciekawi jak toczy się kariera Lucas'a. Dawno się do nas nie odzywał, mam nadzieję, że chociaż z Wami rozmawia. Pamiętaj, że zawsze będziemy was kochać, bez względu na wszystko. 
Gdybyście się zdecydowali, zadzwońcie do nas. Bardzo czekamy na wasz telefon. 
Pozdrawiamy
Camile & Mark

Bez względu na wszystko? O co tu chodzi? Trochę się nad tym zastanawiałam. Długo mi to zajęło.. gdzieś tak z 2 godziny. Podczas przemyśleń przesłuchałam około 30 piosenek. Połowa z nich była typu House . Lubię dość ten rodzaj muzyki.. Chociaż ostatnio przekomarzam się na coś w style Rock&Roll. W międzyczasie wzięłam się też za naukę, mimo, że jest piątek i powinnam szaleć po dyskotekach z Jess. Około dziesiątej wieczorem, zeszłam na dół, aby zjeść resztki z kolacji, na którą nie zeszłam wcześniej. Zjadłam co nie co, ale jakoś nie do pełna. Może nie byłam specjalnie zmęczona, ale późnym wieczorem poczułam chęć położenia się do snu. Żeby nie było, że jestem leń i do tego śmierdzący, pochwalę się z wami, że przed zaśnięciem wzięłam szybki, ale gorący prysznic i ubrałam się w moją Mickey-Mouse piżamę. 
DOBRANOC - powiedziałam, do mojej ukochanej maskotki, w kształcie baranka.. Uwielbiam ją ♥ (Dostałam ją od babci z Brisbane...)

/JK

[Liczę na mnóstwo komentarzy ;*]

12 stycznia 2015

Rozdział 3

~ dzwonił bezlitośnie mój budzik. Nie wierzyłam, że tak szybko zaczyna się kolejny dzień. Na zegarku była równo szósta. Jakoś żwawo zerwałam się z łóżka i udałam się jak co dzień w stronę łazienki. Moją kąpiel zakłócił sygnał SMS'a. Była to wiadomość od Jess, "Tylko nie spóźnij się..~:) " W połowie jeszcze zmęczona ubrałam się i umalowałam się.  Schodząc do salon'u potknęłam się o wystającą listwę, rozcinając sobie w ten sposób stopę. "Auć.. Cholera..Jak to boli"-krzyknęłam, gdzie po chwili wyszedł z pokoju Nick:
- Co jest? -zapytał widząc plamę krwi - Mamo -krzyknął
- Nic, w porządku. Tylko się  rozcięłam.. - powiedziałam, próbując wstając.
- Może chodź, pomogę ci.. co? - zaproponował. Zdziwiłam się, ale oczywiście skorzystałam z pomocy brata w zejściu na dół. W kuchni czekała na nas mama, czekająca na wiadomość "CO SIĘ STAŁO?". 
- Nic mi nie jest,  spokojnie, zaraz się ubieram i idę do szkoły. Poza tym Nathan zaraz tu przyjdzie. - dodałam
- No przecież ty kulejesz! - powiedziała Lea - nie ma mowy, zostajesz dziś w domu, chociaż dzisiaj. 
- Mamo..! - krzyknęłam
- Okej. Idź, ale nie dzwoń później ani do mnie, ani do taty, że mamy po ciebie przyjechać.
-Ugh.. No dobra. Zostaję. - Warknęłam. Nick oczywiście poszedł do szkoły, tylko ja musiałam zostać. Cały czas zastanawiałam się, dlaczego mnie to spotyka.. Mogłam przecież skłamać, że mam ważny test z biologii lub z matematyki. Już trudno. Napisałam SMS'a do Jess, żeby nie martwiła się moją nieobecnością. Jeszcze brakowało by, aby sobie coś pomyślała. Biorąc śniadanie, czyli tosty z serem ktoś pukał do drzwi. " To Nathan"~pomyślałam. Moje myślenie, wyprzedziła Chloe. W sumie, cieszyłam się, że Nathan nie wystawił mnie do wiatru, ale z drugiej strony byłam przerażona, bo nie wiedziałam jak mu powiedzieć, że nie idę do szkoły. Nathan jest taką osobą, że bardzo łatwo się denerwuje. Przynajmniej tak było 3 lata temu, Myślę, że w głębi się zmienił, ale okaże się później. Chloe zaprosiła chłopaka do środka. Sama, nie wiedząc co się wydarzyło rano, wołała mnie. 
- Tutaj jestem, Chloe. - powiedziałam
- Co ci się stało? Kulejesz! - dodała z przerażoną miną 
- Spokojnie, jest wszystko w porządku. Rozcięłam sobie tylko stopę. - mówiłam, podchodząc do drzwi - Cześć Nathan. Przepraszam Cię, ale chyba słyszałeś co się stało.. dzisiaj nie idę do szkoły. Trochę kuleję i boli mnie lekko ta noga. Dziękuję ci za fatygę, ale innym razem. W sumie mogłam zadzwonić do ciebie. Poprostu ciota ze mnie - dodałam
- Przestań. Nic się nie stało. Zadzwoń do mnie, później. Do widzenia! - odparł
- Nathan.? -zaczepiłam go - Masz ten sam numer? Co wcześniej?
-Ten sam - uśmiechnął się do mnie i odszedł w stronę szkoły. Widać, że był wkurzony, dlatego zrobiło mi się go szkoda, bo pofatygował się, a tu niespodzianka. Niestety nic na to nie poradzę. Przez niecałą godzinę, myślałam przed telewizorem co robić przez cały dzień. Myślałam o zakupach, 'ale z tą nogą to raczej nie wypali" - dodałam , o szybkim kursie uczenia przez Chloe. Pamiętam, że kiedyś mi go obiecała. Uznałam, że ten kurs to dobry pomysł, tym bardziej, że nie muszę stać, tylko mogę usiąść na krześle barowym i gotować same pyszności.. Kiedy poszłam szukać Chloe, usłyszałam krzyk. Na szczęście nie było to nic strasznego, jak mogłoby się wydawać. Oczywiście mój ukochany braciszek, musiał zrobić coś głupiego. Ustawił dzwonek na 8:30, gdzie sygnał to był krzyk, przerażonej dziewczyny, która miałaby za chwilę zginąć. 
- Cześć aniołeczku - powiedziała do mnie z uśmiechem Chloe
- Coś się stało? Masz dziś dobry humor? - zapytałam
- Moja rodzina dziś przyjeżdża, syn z dwójką dzieci, Amandą i Alex'em. Tak dawno ich nie widziałam, tak bardzo za nimi tęskniłam. 
- Rozumiem cię. Sama czasem tęsknię za swoja rodziną. Ostatnio się to zmieniło, ale dalej czuję, że rodzice poświęcają mi mało uwagi, z resztą Nick'owi i Lucas'owi również. 
- Może mam porozmawiać z Leą ? - dodała
- Nie, nie trzeba. Tylko sobie zaszkodzisz. 
- Jak chcesz.. To jakie plany na dzisiaj Martha? 
- Nauczysz mnie gotować? - zapytałam, patrząc na jej zdziwioną twarz
- Gotować? Mogę nauczyć cię wykonywać parę przepisów. Może przekąska, dani główne i deser. Coś łatwego na początek - zaśmiała się
- Jak w tych programach kulinarnych. - dodałam
- Jak wyjdzie dobre - spojrzała na mnie - to podamy to do stołu.
- Niech będzie. - powiedziałam i zabrałyśmy się do działania. Dobrze wiedziałam, że dla Chloe nie będzie problemu, aby nauczyć mnie przyrządzać co nie co. Na początek zdecydowałyśmy się na Tajskie Przekąski z ostrym nadzieniem. Podczas robienia farszu, jak zawsze musiałam podjeść troszeczkę i do tej pory żałuję. Farsz był tak ostry, że paliło w język. Gosposia uspokoiła mnie i powiedziała, że później doda się soku z cytryny, który zmniejszy ostrość dania. Następnie wzięłyśmy się za danie główne, a dokładniej za stek z łososia bałtyckiego z sosem szczawiowym i plackami ziemniaczanymi. Ah.. Nazwa dania tak długa, jak czas jego gotowania. Łącznie z ciastem czekoladowym, który był na deser, nasza praca zakończyła się przed 15:00. Kto by pomyślał, że tyle czasu nam to wszystko zajmie. Jednak cieszę, się, że te dania się udały i wyszły smakowicie. "Już się bałam, że coś spalę" ~ pomyślałam. Nie zostało nam wiele czasu do zlotu całej rodziny, więc szybko z Chloe sprzątnęłyśmy kuchnię i nakryłyśmy do stołu. Schodząca z sypialni mama, od razu wyczuła zapach nowo użytych przypraw i nowych składników. Sama przecież kiedyś uczyła się gotować. W tamtym momencie zastanawiałam się nad jednym. dlaczego ona już nie gotuje? Mniejsza oto. Kiedy cała rodzinka zaczęła wracać do domu, z pracy czy ze szkoły, wszystko było gotowe. Razem usiedliśmy do stołu, Feist'owie zachwycali się nowymi daniami, nowymi smakami. Wypytywali Chloe co tutaj dodała, co za przyprawy. Gosposia jednak odpowiadała, że jest to jej rodzinny sekret. W tamtym momencie zrobiło mi się na prawdę ciepło na sercu. Poczułam jak cząstka zaufania i szczęście wchodzi do mojego serca, ale przez gardło, bo w pewnym momencie się zakrztusiłam. 
- Przepraszam - powiedziałam popijając wodą.
- Powiedz mi, jak twoja noga? - pytała mama
- W porządku już mnie nie boli, ale dalej lekko kuleję - odpowiedziałam
- Co się stało? Upadłaś? - pytał zaniepokojony tata
- Nic. Spokojnie. Skaleczyłam się delikatnie, ale jest już w porządku. A jak u ciebie.. jak w pracy? 
- Nie najlepiej. Jest grudzień a obroty są małe. Podobno szef przed świętami szykuje zwolnienia. Mam nadzieję, że nie trafi na mnie. - dodał zasmucony
- Co ty mówisz? Przecież pracujesz ciężko, więc dlaczego miałby cię wywalić. Będzie dobrze. - próbowała pocieszyć Edwarda mama. 
- A właśnie. Jeśli mówimy o pocieszeniu, mam Martha dla ciebie obiecany prezent. - powiedział, wychodząc do salonu. Byłam zaskoczona, bo wrócił z innym pudełkiem, jeszcze mniejszym, niż wyciągał wczoraj z samochodu. 
- To powiecie mi, o co chodzi z ta niespodzianką, przecież niedługo są święta. Prezenty, mogą zaczekać. - dopytywałam się
- To nie jest prezent od nas. To jest prezent od dziadków z Australii. Przesyłają prezenty dla każdego z was, ale dla ciebie jest ten wyjątkowy. 
- Dla mnie i Lucas'a, też coś jest - mówił zdziwiony Nick - fajnie, że dziadkowie o nas również pamiętają
- Racja, miło że przesyłają wam pieniądze. Nieprawdaż? - dodał - Fajnie byłoby, gdybyśmy się odwdzięczyli dziadkom. Przesłali, większą pulę pieniędzy na konto, albo.. 
- Albo ich odwiedzili, na przykład. Pojedźmy do nich na święta - powiedziałam, lekko uśmiechając się.
- Dobry pomysł. Zadzwonię do taty i porozmawiam z nim - powiedziała mama
- A dowiem się, co dostałam? Bo ciekawość mnie już od środka zrzera. 
- No tak, proszę cię bardzo - podał mi pudełko Edward, siadają z powrotem do stołu. Kiedy otworzyłam pudełko, nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. Byłam na prawdę w szoku. 
/JK

[Liczę na mnóstwo komentarzy] :D
Zapraszam do udzialłu w ankiecie :-)

09 stycznia 2015

Rozdział 2


Wracając po drodze do domu, spotkałam swoją dawną miłość, Nathan'a. Jeny.. jak on się zmienił. Skąd on się tu w ogóle wziął, przecież mieszka z rodzicami w Seattle.. To jakieś 38 godzin samochodem stąd.. Zaciekawiona jego pobytem w Nowym Orleanie podeszłam do niego i ciepło się z nim przywitałam.
- Nathan? Cześć. 
- Cześć. Co ty tu robisz? - zapytał zaskoczony
- Widzę, że też jesteś zaskoczony. Przeprowadziliście się tutaj? Na stałe? Czy tylko na parę dni tu jesteś?
- Na razie na stałe. Okaże się w praniu. Mój ojciec dostał kontrakt na niezłą sumę i pracuje gdzieś w korporacji, gdzieś niedaleko mojej szkoły.. 
- To tak jak mój.. A gdzie będziesz chodzić? Do której klasy?
- Do "Charter Science And Mathematics High School", klasa chyba 3f. Nie pamiętam dokładnie. Jakoś tak.
- Fajnie się składa, bo na to wychodzi, że będziemy razem w klasie. - zaśmiałam się, a Nathan spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Nic się nie zmieniłaś. Dalej wyglądasz świetnie. 
- Dziękuję. Ty za to się zmieniłaś. Gdzie podziały się te twoje długie włosy..?
- Ach. Szkoda, gadać. Jak wyjechaliście z Seattle, poszedłem do fryzjera, ostrzygł mnie jak jakąś ofiarę losu, a do tego rok po tym, miałem wypadek tzn. zostałem potrącony, ledwo wyszedłem z życiem, ale jest już okej. Wtedy obcięli mi włosy, żeby wyciąć coś z mózgu. Ugh. A co u ciebie?
- Przez te 3 lata, sumie nic ciekawego się nie wydarzyło, chyba poza tym, że moja mama jest w 5 miesiącu ciąży. A poza tym to nic specjalnego.
- No to gratulacje. - powiedział 
-To raczej nie mi powinieneś pogratulować. - zaśmiałam się - Może wpadniesz do nas na kolacje? Hm?
- Chętnie. O której? I gdzie?
- Na Danneel St .Numer 35a. Może na 19:00. Pasuje Ci?
- Pewnie. Przepraszam Cię, ale muszę już lecieć. Do potem - powiedział, po czym pocałował mnie delikatnie w policzek. Nie wiem dlaczego, ale zrobiło mi się od razu jakoś milej. Poprawił mi się humor, po tej idiotycznej aferze z Dunphord. "Uparty gnojek" - stwierdziłam. Powolnym krokiem, po jakiejś niecałej godzinie dotarłam do domu. Takiego ruchu to jeszcze tu nigdy nie było. Rodziców jeszcze w budynku nie było, ale oczywiście zastałam naszą ukochaną gosposię Chloe. Uwielbiam ją od samego początku. Zawsze była, jest i będzie mi bliska. O każdej porze dnia można na nią liczyć. Na lepszą gosposię trafić nie mogliśmy :). 
- Chloe, mam do ciebie prośbę. Mogłabyś przygotować kolację trochę później. Tak na 19:00. Pogadam z rodzicami, a sama dopłacę ci za te godzinę. Tylko proszę, zgódź się - błagałam 
- No widzisz. Twój tata, poprosił mnie godzinę temu o to samo. Co z Wami dzisiaj.? Ale spokojnie, powiedział, że zapłaci mi za to dodatkowo, więc nie martw się mój aniołku. Dobrze?
- Uff. Kamień spadł mi z serca. Kochana jesteś ,wiesz! Ach.. Ja lecę się uczyć, a no i na tą 19:00 do szykuj jeszcze dodatkowe miejsca, zaprosiłam kogoś ważnego. 
- Nie ma sprawy. Dla ciebie wszystko. - powiedziała Chloe i udała się w stronę salonu. Byłam znów lekko poddenerwowana, bo zastanawiałam się, cóż znowu wymyślił mój ojciec. Może jest to powiązane z poranną sprawą. Około 17:00 zakończyłam naukę. W tym samym czasie do domu wrócił spocony Nick. Jego smród można było wyczuć na kilometr. Poważnie. Z zatyczką na nosie, wparowałam do pokoju brata i poinformowałam go, o przyjeździe Nathana oraz o wieczornej kolacji. Chłopak jakoś nie był tą wiadomością specjalnie przejęty, ale cieszył się, że ta kolacja będzie wyglądać inaczej. Nie będzie tak nudna, jak zwykle. Po powrocie do mojego pokoju, postanowiłam zrobić trochę porządku. Sprzątnęłam wszystko co się dało. "Teraz panuje ład i porządek" - zaśmiałam się. Do 19:00 zostały w sumie 4 minuty. W tej samej chwili wrócił mój ukochany tata, a mama wraz Chloe czekały na wszystkich na dole. Edward z samochodu wyciągnął średnie pudełko, w którym równie dobrze mogłoby być wszystko. Wtedy już nic nie przychodziło mi do głowy. Co to jest?? ..  Po zejściu na dół, usłyszałam dzwonek do drzwi
- Ja otworzę - krzyknęłam podbiegając w stronę holu. 
- Cześć. Jestem, tak jak się umówiliśmy. - powiedział Nathan
- Cześć. Wejdź. Za chwilę zaczynamy. - dodałam
- Tylko, że nie jestem sam. Moi rodzice się przypałętali. Mam nadzieję, że nie będą przeszkadzać
- No co ty - uśmiechnęłam się sztucznie i zaprosiłam wszystkich do środka
- Mark, Emma - krzyknął radośnie mój ojciec - Na reszcie jesteście. Jak przeprowadzka?
- Tato? Ty o wszystkim wiedziałeś? Czy to jest ta niespodzianka? - zapytałam
- W połowie. Resztę dostaniesz jutro, bo nastąpiła mała zmiana planów, więc.. Ale nie cieszysz się, że Corson'owie się tu przeprowadzili?
- Cieszę się, ale nie myślałam, że taką rzecz ukryjesz przede mną. Szkoda.. - powiedziałam ze łzami w oczach. Edward przecież dobrze wiedział, kim jest dla mnie Nathan. Nie rozumiem, dlaczego to zrobił - Chodźcie, siadajcie do stołu - dodałam. Byłam tak zła na ojca, że do końca dnia się do niego nie odezwałam. Sam próbował nawiązać ze mną kontakt, ale szło mu to na marne. 
Po dwugodzinnej kolacji i nudnych rozmowach biznesowych, zrobiło mi się na prawdę słabo i byłam już strasznie zmęczona. Udając się do wyjścia, Nathan zaczepił mnie na boku i powiedział coś, co wywołało we mnie emocje
- Do zobaczeni jutro. Przyjdę po ciebie o 7:15. Bądź gotowa - powiedział - kochanie - szepnął dodając. Kochanie?? Chesas! Od 3 lat nie jesteśmy razem. Czy on chciał mnie tym zdenerwować, czy jak? Nie kumam. Oboje z Nathan'em wiemy, że nie jesteśmy sobie obojętni.. no ale.. jest pewna granica. Ja tak przynajmniej uważam. Może to przez te nudne rozmowy, wszystko wyprowadziło mnie z równowagi. Wlekąc się, w końcu dotarłam do mojego pokoju. Byłam tak padnięta, że nawet nie miałam ochoty się umyć, a co dopiero przebrać w piżamę i zdjąć buty. Tak jak byłam ubrana, tak się położyłam, czyli brudna, zaspana, no i strasznie leniwa.
 - DOBRANOC xx - Dostałam SMS'A głosowego od Jess. Fajnie, że chociaż ona potrafi powiedzieć coś miłego..


/JK

06 stycznia 2015

Rozdział 1



Otworzyłam leniwie moje oczy i od razu spojrzałam na komórkę. Jak zwykle było tam około 20 powiadomień. 'Co oni robią w nocy, Chesas...!' -pomyślałam. Oczywiście przejrzałam wszystkie notki, newsy z początku dnia. Dowiedziałam się, że Jess dostała swoje upatrzone buty, czarne AirForce. Od miesiąca jęczała, jak bardzo chciałaby je mieć. Uff. Josh w końcu umówił się z Chrissy. 'Ładna z nich para'- dodałam.  Jeszcze lekko przyspana udałam się do łazienki. Oślepiały mnie promienie słońca, więc zasłoniłam okno roletą. Wzięłam gorący prysznic i na nowo się umalowałam. Przez kolejne 20 minut jak zwykle miałam dylemat "W co się ubrać". Czytam o tym samym tytule magazyn. Jest tam multum ciekawostek wziętych prosto z życia.
-Martha, Nick śniadanie...! - wołała nas mama - Pośpieszcie się, bo spóźnicie się do szkoły.
-Minuta. Zaraz zejdę - odkrzyknęłam, kończąc się ubierać. Zanim zeszłam na dół, dopakowałam gadżety do torby. Na stole jak co dzień były płatki kukurydziane, kanapki z nutelą i oczywiście tosty. Zawsze biorę z Nick'em tosty. Są takie świeże i chrupiący, po prostu je uwielbiam. Wychodząc z domu, zaczepił mnie tata. Pytał o której wracam ze szkoły na co odpowiedziałam mu jak zwykle:
- Na prawdę? Ale chyba nie przyjedziesz po mnie, tak jak ostatnio po Nick'a? 
-Ej.! - chrząknął mój braciszek
- No co.. - zaśmiałam się - A coś się stało, że pytasz?
- Mam dla ciebie niespodziankę. 
- Coś więcej?
- Okej. Jedna podpowiedź, ale nie pytaj o więcej. Jest to coś, o czym marzyłaś od dawna. Ta rzecz zmotywuje cię do działania - powiedział tata, udając się do kuchni. Byłam strasznie ciekawa, o co chodzi, "czyżbym znów nie wyniosła śmieci?" - pomyślałam. Po tej zaskakującej rozmowie, z Nick'em udaliśmy się do liceum. W sumie mieliśmy ok. 2 km do szkoły i swobodnie mogliśmy iść na piechotę, ale no nie.. mój brat musiał pochwalić się nowym samochodem "ile to jeszcze potrwa" - stwierdziłam. Może i był to samochód nowej klasy, ale ja bym tak nie robiła.. no bez przesady.
- o której kończysz - zaśmiałam się
- o 15:30. A o 16:00 jestem umówiony z Will'em. - odparł
- To ten nowy w twojej klasie? 
- Ta. Na początku uważaliśmy go za nudziarza, ale chłopak jest naprawdę w porządku. No i lubi grać w baseball'a. Kumpel na sto lat.
- Na razie - powiedziałam wchodząc do szkoły. Jak zwykle o tej godzinie było już full ludzi. Trzeba było się przeciskać jak jakieś ciele. Nawet głupie 'przepraszam' nic nie dawało. Pod szafką nr 195 czekała już na mnie Jess w swoich nowych butach. Trzeba jej przyznać, pasowały jej te cacuszka. W sumie gdybym odłożyła, mogłabym sobie takie kupić.. no ale po co?? 
- Na reszcie jesteś - powiedziała Jessica - Myślałam, że porwało cię jakieś ufo. Za minutę lekcje, a was jeszcze nie ma. tzn. ciebie i braciszka. - dodała
- Co ty? U mnie na zegarku było w pół do, jak wyjeżdżaliśmy, a to przecież tylko 2 km. Dziwne.. - nie dokończyłam, bo właśnie zadzwonił cholerny dzwonek na lekcje. Byłam lekko pod denerwowana, bo na tej lekcji miał być test z muzyki, tzn. "pokaz talentów" taki klasowy. Nigdy nie lubiłam takich imprez, trzymałam się daleko.. chociaż nie śpiewam najgorzej. Miałam lekką nadzieję podczas tej lekcji, że coś się wydarzy, jednak los nie przewidział niespodzianek, Szczerze? Byłam cała "mokra" i tak zdenerwowałam, że nie mogłam z siebie słowa wyłudzić. Kiedy przyszła moja kolej, to wstałam i miałam już iść, ale pan Dunphord uznał, że nie muszę śpiewać, więc usiadłam na miejsce. Nie tylko ja, ale i wszyscy byli zdziwieni. Co mu się stało? Wiem, że nigdy za mną nie przepadał, ale o co tu chodzi. Pod koniec lekcji podeszłam do niego i zapytałam:
- Proszę pana, dlaczego kazał mi pan usiąść i nawet nie dał mi pan szansy się zaprezentować. 
- Bo wiem, że umiesz śpiewać słyszałem cię już, jak ćwiczysz swoją piosenkę w ogrodzie. Przecież mieszkam dom obok. Właśnie z tego powodu nie musiałaś śpiewać.
- Wie pan, jak dla mnie to trochę nieuczciwe. Szkoda, że nie dał mi pan zdecydować, bo ja akurat chciałam się zaprezentować przed klasą - skłamałam
- Dobrze. Będziesz miała szansę się wykazać, za miesiąc.
- Za miesiąc? - zapytałam zdziwiona
- Będzie wtedy konkurs talentów, wewnątrzszkolny.  
Wtedy już nic nie powiedziałam, tylko po prostu odeszłam. "co ja narobiłam? po co mi to było" - pomyślałam. Byłam na siebie na prawdę zła. Po co ja się wtedy odzywałam.. no ale już trudno, stało się. Trzeba będzie coś wymyślić. Może coś z repertuaru Pink, a może Shakira. hahah. O czym ja myślałam. Po 7 godzinach w szkole miałam już wszystkiego dosyć. Cały czas myślałam o tej niespodziance ojca. Czy ja naprawdę coś nawywijałam? No proszę Was.. 



/JK

[Liczę na parę komenatrzy.. :) ]

05 stycznia 2015

Zwiastun

Miłego Oglądania :*

 

04 stycznia 2015

Bohaterowie


Danielle Campbell jako Martha Feist


Liam Hemsworth jako Lucas Feist


Bertie Gilbert jako Nick Feist


Jamie Campbell Bower jako Nathan Corson


Harry Styles jako Noah Climb


Emma Roberts jako Jessica Leach


Evan Peters jako Will Henderson


Niall Horan jako Josh Hethman


03 stycznia 2015

Prolog

   14 letnia Martha, wraz z Nick'em, Lucas'em i ich rodzicami przeprowadzają się do Nowego Orleanu. "Zmiana nie była by konieczna, gdyby ojciec nie dostał tego cholernego kontraktu". W ciągu trzech lat rodzinie Feist powodzi się doskonale. Jak normalna rodzina, miewają gorsze i lepsze chwile, ale na dobytek nie mogli narzekać. Dzieci dorastały w szczęśliwej atmosferze. Najstarszy syn, Lucas dostawszy się do programu "X Factor", który wygrał, wyjechał na trasę koncertował po Ameryce Północnej. Zdobył naprawdę wiele fanów i dużo uszanowania ze strony starszej jak i młodszej młodzieży. Nick został kapitanem drużyny baseball'owej. W ciągu miesiąca w nowej szkole zdobył chyba wszystkich możliwych przyjaciół. Natomiast Martha przeszła największą zmianę. Z małej, szarej i cichej myszki, stała się zadziorną, normalną nastolatką. Obecnie 17-latka jest bardziej odważna, stała się naprawdę sympatyczną, nawet miłą osobą. Edward i Lea Feist na początku żałowali przyjazdu i oderwania ich dzieci od poprzedniej rzeczywistości, ale po roku cieszą się, że tak postąpili.Dzieci wraz z rodzicami oczekują na przyjście małej niewinnej istoty. Wszyscy starają się jak najlepiej pomagać rodzicom, także nie utrudniać im wychowania całej rodziny. Każdy każdemu daje trochę ciepła, miłości no i przede wszystkim dumy.
Na początku kolejnego roku szkolnego, do Orleanu przeprowadza się dawny znajomy Marthy. Nathan, jej dawny chłopak, do którego skrycie dalej coś czuje.  Jak potoczą się dalsze losy tej rodziny? Przeczytaj, krok po kroku każdy rozdział, a dowiesz się, co? gdzie? i jak się dzieje, w Nowym Orleanie.
/J.K

Welcome.. ^^

Cześć Wszystkim.
   Jestem Julia, mam paręnaście lat. Mieszkam w #Polska. Co mam o sobie powiedzieć..? W sumie, dowiecie się o mnie sporo, czytając tego bloga. Pewnie myślicie, skąd moje zainspirowanie do pisania.. Otóż, jestem jedynaczką. Czasem przemieszają mi się po głowie przeróżne dziwne historie, nie tylko z mojego życia, ale i z filmu. Pomieszane, dają ciekawy efekt. Czy tak będzie też i tym razem.. okaże się "w praniu".
  Życzę wam, miłego, ciepłego czytania rozdziałów.  A z racji tego, iż mamy 3-ego stycznia, życzę wam Wszystkiego Najlepszego w nowym roku, dużo sukcesów na koncie..
      Do zobaczenia w pierwszym rozdziale. :*

/JK




(Szukam współtwórcy tego bloga, autora, który będzie pisał ze mną wszelkie rozdziały. Chętnych proszę o kontakt, na e-mail: julekgulek20@gmail.com lub przez Twitter'a {nick podany u dołu strony})