10 lipca 2015

Rozdział 17

Zanim położyłyśmy się spać, obgadałyśmy cala historie Jess i Will'a, jak to się stało, że zostali para. Jakoś do tej pory nie mogę w to uwierzyć. Ale i tak życzę im jak najwięcej szczęścia. W trakcie, mama przyniosła nam naleśniki z musem bananówo-czekoladowym. Pychota. Po tak energicznym posiłku obejrzałyśmyminiówki rozrabiają”. Komedia dla dzieci, a tak zadowalająca, że kąciki ust same chcą się do góry podnieść. Ciekawe… Na zakończenie sensu wszedł Lucas, aby powiedzieć nam, dosłowniezamknijcie się, bo inni chcą spać. Dobranoc”. Wredota, !

Następnego poranka obudziliśmy się na podłodze. To znaczy ja, bo Jess zrzuciła mnie w nocy, przepuszczam. Jedyne na co miałam ochotę to ciepła i rozgrzewający kąpiel lub krem. Istnieją takie… ! Na szczęście. ☻ kiedy już cala wysmarowałam się i ubrałam, zeszliśmy z Leach do kuchni, gdzie Chloe przygotowała naleśniki. Znowu. Przeprosiłyśmy ja, że nie będziemy tego jeść, bo na sam widok robiło się niedobrze. Czułyśmy się jak na haju. Hahaha. Po siadaniu Jess otrzymała esemesa od mamy, że musi już wracać. Kurde, tak głupio, przychodzi na nockę i powinna zostać co najmniej do trzynastej, a tu dziewiąta. ! I gdzie tu sprawiedliwość?

Po wyjściu Jess, ponownie wraz z Lucasem i Nick'em wybraliśmy się do centrum handlowego. Zrobiliśmy porządne zakupy. Lucas chyba pojechał tylko po to, by wyrwać jakieś „panienki”. Masakra. Poznał nie jaka Carolinę. Wydawała się z pozoru o wiele fajniejsza od tej Melanie. Ugh. Na jej myśl przechodzą mnie ciarki. – Wiec co teraz robimy, skoro najstarszy z nas poszedł się zabawić? – zapytałam Nicka, kiedy spojrzeliśmy na siebie z jednoznaczna mina. – Może po prostu wracajmy do domu. Mam dość zakupów na teraz. Albo nie… – zawahał się – idźmy coś zjeść. Jestem w ciul głodny.
– Okej… Niech ci będzie. – powiedziałam, kiedy Nick pokazał na pobliską restaurację … - McDonald. Świetnie. :) Każde z nas zamówiło po jednym zestawie. Kanapka + frytki + cola. W międzyczasie obejrzeliśmy wiadomości. Nałogowy podpalacz. Taca. Kiedyś podpalał mosty, teraz zabiera się za samochody. Policja sądzi, że to ten sam gościu, bo podpisuje się tak samo, jak wtedy. I po co mu to? Chce pokazać jaki jest świetny? Ta… Właśnie widzimy to. Cały kraj. I reszta świata. Porażka.
Kiedy szykowaliśmy się do wyjścia, gdzieś wśród ludzi usłyszałam swoje imię. Obróciłam się i zobaczyłam go. Tak. Niestety, to był Nathan. – Możemy porozmawiać? Proszę! – nalegał. – Będę czekać przy motorze. Tylko się pospiesz Nathan. Mamy pilną sprawę do załatwienia. – To o czym chcesz rozmawiać, tak pilnie… – powiedziałam, kiedy usiedliśmy przy stoliku. – O nas. Wiem, że nie powinienem ciebie całować, ani na ciebie zbyt mocno naciskać, ale… – Ale?
– Moje uczucie do ciebie jest zbyt silne. I muszę to usłyszeć… Tak czy nie?
– Nathan, nie tutaj i nie teraz. Na razie – powiedziałam, po czym wstałam i wyszłam. Na szczęście udało mi się go spławić. Uff. Dlaczego muszę między nimi wybierać? Ja nie chce i nie zamierzam tego robić. Nie będę z żadnym z nich. Będziemy przyjaciółmi… I kogo ja do jasnej ciasnej oszukuje! Chyba tylko siebie. Muszę poważnie porozmawiać z mama.
– Jedziemy? – zapytał nick, kiedy „wróciłam” do niego,
– Jedziemy. – odpalam – a co to za ważna sprawa do załatwienia?
– Żadna. Po prostu ja wiecznie tu stać nie będę, więc kazałem mu się pospieszyć. Jak widać poskutkowało.
– Zamknij się i jedź, matole – zaśmiałam się, a nick zrobił te swoja piękna minę.
/JK

Do następnego kochani.! ♥


Z góry przepraszam za błędy ortograficzne.!
Wina urządzenia.

06 lipca 2015

ZAPRASZAMY


 "Jestem lesbijką. Kto by pomyślał, ze 19-nasto letnia Kathrina Peterson może być „tym czymś”.  Niestety, wiem tylko o tym ja. Moja rodzina nie trawi homoseksualistów. Wolą „normalne związki”. Najgorsza jest myśl, że nie mam się przed kim wygadać. Wszystkie dziewczyny maja chłopaków. A ja? jestem sama, nieszczęśliwa, oddalona od wszystkich. 
– Mówicie, że nie trawicie gejów, lesbijek. A co byście zrobili, gdybym była jedna z nich? 
– Ale chyba nie jesteś.? 
– Nie… – zająknęłam się – a nawet jeśli? 
– Nie podpuszczaj nas. Nie chciałbym wyrzucić cię z domu Kathrina – ujął to mój ojciec.  Wtedy nie mogłam nic przełknąć. Zabolało. Bardzo zabolało."

Jeśli się spodobało, to zapraszamy w poniższy link ♥

/JK
(/kubivkjuliv)

25 czerwca 2015

Rozdział 16

[Zdjęcia pod tekstem]

Rano obudziłam się z kaszlem i gorączką. Wiedziałam, że to przez ten wczorajszy spacer. Wciąż nie mogłam do siebie dojść po słowach Nathana. Minęło tyle lat. Kiedy przyjechał do Nowego Orleanu, wiedziałam, że coś jeszcze do mnie czuje, ale nie nigdy nie pomyślałabym, że to takie silne uczucie. Od tamtego momentu byłam strasznie zagubiona, pod względem uczuciowym. Z jednej strony Nathan, którego znam od dzieciństwa, byliśmy parą w Seattle, najlepszymi przyjaciółmi, a gdyby nie wyjazd do NO, teraz bylibyśmy razem. Natomiast z drugiej strony jest Noah, uroczy, ciepły, przy nim czuję się bezpiecznie, czuję, że przy nim mogę zrobić wszystko. Totalny mętlik.
Zanim weszłam do łazienki, odczytałam wiadomość od Jess.  Cieszyłam się, że urządzamy te nasze party! pidżama party! Zawsze jest kupa śmiechu, a poza tym rozmawiamy tak szczerze. Bo w końcu jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. To Jessica pomagała mi odnaleźć się w nowej szkole po przeprowadzce. Ta dziewczyna to cud.
Po śniadaniu postanowiłam pojechać z braćmi po papiery Nicka do Ośrodka, gdzie miały być przesłany faxem jego dokument zdania egzaminu na motocykl. Na szczęście długo nie czekaliśmy. Pani w rejestracji, czy jak to tam nazwać, była bardzo uprzejma. Mimo iż wypytywała nas o pobyt w Australii, ucieszyła się gdy usłyszała "babcia też panią pozdrawia". Ta.. Camile i pani Rubby były kiedyś najlepszymi przyjaciółkami. Kto by w to uwierzył.
Dzisiejszy dzień należał do najbrzydszych, jak na razie. Śnieg, deszcz, wiatr, totalna chlapa. Do tego - 3 stopnie na dworze. Zimno.!  Po drodze do domu wstąpiliśmy do centrum handlowego. Najpierw pochodziliśmy po sklepach. Każde z nas kupiło jakąś bluzkę czy spodnie. Złożyliśmy się też na ciuszki dla nowego Feista. Dziewczęce oczywiście.
- Skąd wiesz, że to będzie dziewczynka? - zapytał Lucas
- Mam taką intuicję - odparłam, na co Nick dodał
- Nasza siostrzyczka nigdy się nie myli  - zaśmiał się perfidnie
- Tak na prawdę to mama tak powiedziała. Ostatnio lekarz oznajmił jej, że będziemy mieli nową babkę w naszej rodzinie.
- No nie...! Ja chcę, żeby to był chłopak i koniec kropka. - odparł Nick
- Ale natury to nie obchodzi! Będzie dziewczynka i tyle.
- Oby była ładniejsza od ciebie - dodał
- Grabisz sobie Nick, Grabisz sobie!
Och, on chyba nigdy się nie zmieni. Ale i tak go kocham! Po zakupach udaliśmy się na burgery. To znaczy panowie, a ja wzięłam lody czekoladowe i milk shake'a. Pychota!
Później wróciliśmy do domu. Było już po czternastej. Kiedy wchodziło się do domu, można było już wyczuć, pięknie pachnącego łososia. Uwielbiam potrawy przyrządzane przez Chloe. Ta kobieta powinna założyć swego bloga przynajmniej, albo iść do programu typu MasterChef. Wszyscy usiedliśmy do stołu. Mama od razu zauważyła, że nie najlepiej się czuję.
- Dziecko, przecież ty masz gorączkę. '
- Nic mi nie jest. Wzięłam rano tabletkę przeciwgorączkową i przeciwbólową. Jest okej.
- Proszę po obiedzie idź się połóż. Zaraz wracasz do szkoły i nie chcę, żebyś zawaliła teraz nowy semestr już na początku.
- Dobrze, pójdę i się położę - odparłam wpatrując się w talerze
- O czym tak myślisz, hm? - dodał tata
- Jakby to powiedzieć, o wszystkim i o niczym
- Pokłóciłaś się z Jessicą?
- Nie..
- Z Nathanem? A właśnie co słychać u Corson'ów?
- Nie wiem i nie chcę wiedzieć - rzuciłam sztućcami, po czym wstałam od stołu i ruszyłam do kuchni.
Ugh. Jacy oni są wścibscy. Nie znoszę kiedy ktoś wieprza się w moje życie. Moje życie, moje decyzje. Po co ta rozmowa? Na pewno teraz pomyślą, że coś się stało między nami i zaczną wypytywać jeszcze bardziej.
- Coś się stało, aniołku? - zapytała Chloe
- Wiesz jakie to uczucie, kiedy ktoś z butami wchodzi w twoje życie. Wypytuje o wszystko?!
- Wiem. Kiedy byłam w twoim wieku, pokłóciłam się z chłopakiem. Powiedział, że mnie kocha, drugi powiedział to samo, a ja nie wiedziałam którego wybrać. Na którym bardziej mi zależy. Wtedy rodzice wypytywali mnie o wszystko. A przez te całą sytuację, straciłam z nimi kontakt. Nie mam bladego pojęcia czy jeszcze żyją. Dlatego j nie będę pytać ciebie co się stało. Jak będziesz chciała, to sama mi powiesz, dobrze?
- Widzę, że historia lubi się powtarzać... u mnie jest dokładnie tak samo. Dwóch chłopaków i nie wiem, na którym bardziej mi zależy.A rodzice wypytują mnie o każdą drobnostkę. Przepraszam cię, ale nie chcę już ciągnąć tego tematu. Po prostu zapomnę o tej dzisiejszej sytuacji i idę się położyć, albo porysuję. tak. To jest najlepszy pomysł.
- powodzenia aniołku- dodała Chloe, a ja pobiegłam do pracowni.
Tam zamknęłam się na klucz, by nikt mi nie przeszkadzał. W międzyczasie dzwonił do mnie Nathan. Za pewne chciał porozmawiać. Jednak ja jak na dzisiejszy dzień, miałam już dość jego osoby. Po prostu wpieniał mnie. Doskonale wiem, że nic złego nie zrobił, ale jednak.. coś mnie tu irytuje.
O 18:00 przyszła Jess. Już nie mogłam się doczekać. Zabrała ze sobą mnóstwo filmów. Między innymi "Igrzyska Śmierci. Kosogłos". Trzecia część tej świetnej trylogii. Uwielbiam ten film. Obejrzałyśmy Kosogłos, podzielony na dwie części. Jak dla mnie świetne.
- Nie uważasz, że ten aktor podobny jest do Lucasa? - zaczęła temat Jess
- Czy ja wiem. Lekkie podobieństwo jest. Ale..Ej..No w sumie. - zaśmiałam się
- Lucas, hej, mogę cię o coś zapytać - krzyknęła do przechodzącego obok Lucasa.
- Hej. jasne. pytaj o co chcesz.
- Czy ty na pewno jesteś piosenkarzem?
- Tak.. Nie rozumiem o co chodzi.
- Jest aktor, gra w Kosołgosie. Jest identycznie podobny do ciebie. Istny ty!
- Przecież to nie możliwe. Pokaż mi to - dodał i zamarł z zaskoczenia.  Za pewne myślał, że dziewczyna kłamie - No cóż dziewczyny, wychodzi na to, że mam sobowtóra. Przepraszam was, ale jestem już spóźniony, na razie.
- Na razie - odparłyśmy - ej, o tej porze wychodzisz?
- Klub, impreza, akademik, trzeba powspominać stare znajomości, na razie.
I zniknął w przeciągu 10 sekund, za tymi magicznymi drzwiami. Haha. Po produkcji filmowej, Jessica zaczęła ciągnąć mnie za język, a ja wypaplałam jej całą historię z Brisbane, i wczorajsze wydarzenie. W sumie to obie byłyśmy zaskoczone tymi wydarzeniami.
- Dobra, skończmy ten temat, bo limit już się dawno wyczerpał. teraz pomówmy o tobie. W międzyczasie zrobiłyśmy manicure, ale i  okazało się, że Jessica i Will, kumpel Nick'a spotykają się. Niezła niespodzianka. Ciekawe czy mój braciszek o tym wie.



/JK
Głosujemy w ankietach, komentujemy
Do zobaczenia w następnym rozdziale. 

Zachęcam do wejścia w stronę "Button" oraz "ComplicatedLove"

10 czerwca 2015

Rozdział 15

[Zdjęcia pod tekstem]

" (...) Myślisz, że to coś da. Wtedy usłyszałam ten głos. Byłam przerażona. Krzyczałam najgłośniej jak tylko umiałam. On był coraz bliżej. Dotknął mojej twarzy, tymi brudnymi od krwi rękoma. Wpatrywał się we mnie. Miał mnie na celowniku. Nie mogłam się ruszyć. Wyciągnął pistolet. I wtedy..."
 - Pobudka! - krzyknął Lucas, a ja przestraszyłam się jak dziecko. 
Szczerze mówiąc spałam urywkami, przez ten ten koszmarny sen.
Cały czas myślałam o tym, że dziś wyjeżdżamy. To wszystko przez te cholerne nerwy. Szybkim ruchem zerwałam się z łóżku. Chyba za szybko, bo aż zakręciło mi się w głowie. Chwilę przytrzymałam się się komody, na szczęście mi przeszło. Wzięłam ubrania z krzesła i udałam się do łazienki. Dziś niestety nie miałam czasu nawet na szybki prysznic, więc w sumie umyłam ręce, buzię, zęby i lekko się umalowałam. Włosy spięłam w kucyk. Wszyscy stali już na nogach. Camille wraz z ciocią Alicją zrobiły nam śniadanie pożegnalne.. Mimo, iż było dopiero po trzeciej nad ranem. Nie mogłam uwierzyć, ze dopiero ta godzina. Ale co zrobić, dojazd, odprawa, i jeszcze kilkunastogodzinny lot.  Na samą myśl już robi mi się źle. Po wyjściu z łazienki, już na etapie końcowy, dopakowałam  bagaż, tę wielką walizkę, ale i spakowałam swój bagaż podręczny. Zmieściłam w nim całą trylogię Greya, telefon, słuchawki, "pożyczone" od Nicka. Małą kosmetyczkę i jeszcze batony, tak na wszelki wypadek. (...) Po śniadaniu wpakowaliśmy walizki do auta i ruszyliśmy na lotnisko. Wcześniej jeszcze pożegnaliśmy się z najbliższymi
- Uważajcie na siebie. - powiedziała Alicja
- Nawet nie wiecie jak będę za wami tęsknić - dodała Camile, a następnie mocno się wtuliła w Lea. Dawno nie widziałam ich razem. Tzn. kiedy się przytulają, czy rozmawiają ze sobą, ale tak same.
- Mamo, no co ty ,płaczesz? - zapytała Lea - przecież niedługo się zobaczymy, Obiecuję, że jak maluszek lub malutka się urodzi to sama zafunduję bilet do Nowego Orleanu. Trzy nawet nie całe miesiące, to nie koniec świata. Są telefony, możesz przecież dzwonić, my z resztą też. - dodała
- Kocham Cię córeńko. - powiedziała z płaczem i ponownie wpadła w ramiona mojej mamy,
- A ze mną ktoś się przytuli? - dodałam
- Ja jeśli można - kiedy usłyszałam te słowa, od razu się obróciłam. Zaparło mi dech w piersiach. Nic nie mogłam z siebie wykrztusić. Po prostu podbiegłam do niego i przytuliłam go najmocniej, jak tylko umiałam
- Noah. Co ty tu robisz? Przecież SMS..
- No tak, ale zdążyliśmy wrócić. Chciałem cię jeszcze zobaczyć. - dodał i pocałował, tak niewinnie, ale jednak coś. Wszyscy się w nas wpatrywali. Chyba się zaczerwieniłam.
- Martha! - usłyszałam głos taty
- Miło Cię było zobaczyć! - dodałam, gdzie cofnęłam się w stronę auta. - Szkoda, że tak krótko się widzieliśmy
- Szkoda. Uważaj na ciebie. Do zobaczenia.
 I ruszyliśmy. Godzinę czekaliśmy na lot. Jeszcze ta odprawa. Półgodziny kłóciłam się z gościem, który uważał,  że mój paszport jest nieważny. W końcu kiedy zadzwoniłam do urzędu w Nowym Orleanie, gościu zdał sobie sprawę, w jakie tarapaty wpadł. Zatrzymać kolejkę na półgodziny, to jak korek, w którym stoisz ze trzy, no może więcej. Usłyszałam co nie co i wiem, że obetną mu z pensji. Tak zaczął się ten koszmarny dzień..
Kiedy wsiedliśmy do samolotu i zajęliśmy miejsca, koło mnie usiadł mężczyzna. Wysoki, brunet, o brązowych oczach. Śmierdziało od niego na kilometr, był przesiąknięty wódą. Nie było nigdzie innego miejsca. Tak przesiedziałam 11 godziny lotu. Samolot awaryjnie musiał wylądować w Seattle. Więc kolejne 2 godziny opóźnienia.
 W międzyczasie porozmawiałam szczerze z Lucas'em. Dobrze wyczułam, że między nim a Melanie jest coś nie tak.
- Żałuję, że kiedykolwiek ją spotkałem.
- Ale dlaczego? Co się stało?
- Kiedy poszedłem się przejść, wtedy kiedy ty i babcia wróciłyśmy do domu, zobaczyłem ją z innym w pubie. Całowali się. Myślałem, że mi nerwy siądą. Na szczęście się powstrzymałem i nie wleciałem tam, a nawet nie wiesz jak bardzo tego chciałem.
- A rozmawiałeś z nią w ogóle?
- Przecież słyszałaś, że nie. Dla mnie to koniec. Pff. A ja głupi chciałem się jej oświadczyć.
- Lucas.. - wtedy zrobiło i się go żal. Przytuliłam go najmocniej jak tylko umiałam. Kocham go. Bardzo. Domyślałam się co czuje. Było mi go tak strasznie szkoda, bo chłopak na prawdę się zakochał. - Będzie dobrze, znajdziesz inną, lepszą, z mniejszymi cyckami, bo tej to aż się ze stanika wylewał - dodałam, gdzie oboje się zaśmialiśmy.
- Cieszę się, że jesteś moją siostrą. Taka osoba w rodzinie to skarb.
- Dziękuję. A ja.. cieszę się, że mam takiego brata - powiedziałam, ale patrząc na minę Nicka- to znaczy braci. Kocham Was chłopaki.
Rodzice chyba się wzruszyli. Dawno już nie widzieli nas, kiedy rozmawiamy szczerze ze sobą. A do tego nigdy nie padały takie słowa, szczere słowa. Tęskniłam za nimi. Niby mieszkamy ze sobą, ale nie mamy takiego kontaktu jak kiedyś. No właśnie.. KIEDYŚ. To jest to słowo.
Podczas lotu, znów obejrzeliśmy mnóstwo filmów, ja skończyłam książkę i zaczęłam kolejną część "Ciemniejsza strona Greya". Edward jak zwykle musiał zająć się pracą. Mama po raz kolejny wybierała meble do pokoju dziecięcego dla maluszka. Znalazła kilka ciekawych modeli, które przypadły i mnie do gustu. Jak to Lea, musiała je zamówić. Chciała zrobić niespodziankę panom.  ... Po długim locie, w końcu wylądowaliśmy.
- No na reszcie - zaśmiał się Nick
- Przestań, nie było aż tak źle - upomniałam go
Z lotniska pojechaliśmy od razu do domu. Tam czekała już na nas Chloe, z zapewne pysznym obiadem. Weszliśmy do domu. Czy to na pewno ten sam dom? ~ pomyślałam. Wszystkie ściany było odmalowane, niektóre meble zmienione. Po prostu dom nie do poznania
- Kiedy? - zadał pytanie Lucas
- Podczas świąt. Grupa ludzi, zdeklarowała się pomoc, między świętami.  Chloe też pomagała. Nikogo nie namawialiśmy. Przecież są święta. Grunt, że wszystko skończone na czas, nie chcecie zobaczyć swoich "nowych" pokoi? - dodał Edward
Pędem ruszyliśmy jak jakieś bachory na górę. Wszyscy byliśmy ciekawi jak to teraz będzie. Zaczynając od łazienki, wejścia. Eleganckie, nowoczesne. kto by pomyślał, ze w kilka dni z klasycznego domu, można zrobić taką elegancję. Idąc dalej kuchnia w bambusowym wydaniu. Moje klimaty. Łazienka się nic nie zmieniła. Dalej jest, tzn. są cudowne, bo łazienki mamy trzy. Pokój rodziców przybrał mroczne barwy. Taa. zagłębił się w czerni. Lucasowi jego pokój przypomniał Seattle. Uwielbiał go. Teraz ma pokój identyczny w Nowym Orleanie. Nick aż zamarł z wrażenia. Zawsze marzył o odnowieniu swojej nory, jak to nazywał. A ja.. Mnie to nie było potrzebne, ale  strasznie się cieszę. Te kamienie czy co to tam jest, dodaje uroku temu pomieszczeniu. Wygląda tak nowocześnie, ale akcent dziewczęcy został ujęty. Nie mam bladego pojęcia jak udało im się zmieścić wszystkie moje ubrania do takiej ilości mebli. Normalnie to bym sama kupiła z 2 komody więcej, ale już nic nie mówię. Po obejrzeniu całego parteru i naszych pokoi, został jeszcze jeden, zamknięty...
- Tutaj jest klucz. To największy pokój w tym domu, mamy nadzieję, że będziecie tam dobrze spędzać czas, ale o nauce nie zapomnicie - dodała Lea
- Mamo! - jęczał Nick
Wtedy weszliśmy tam. Kiedy drzwi się rozsunęły ujrzeliśmy jasne pomieszczenie podzielone na trzy części. Tzw. salon gier dla Nicka, studio nagrań dla Lucasa, i pomieszczenie, gdzie w spokoju mogę malować, bo ściany są wygłuszone. Byłam w siódmym niebie. Chyba jeszcze nigdy się tak nie wzruszyłam. W jednym domu, tyle szczęścia. Szczęście, które tak naprawdę było niepotrzebne. Bo tak naprawdę cóż to jest, odnowiony dom, tyle co nic. Bogaci ludzie, w sumie jak nasza rodzina, nie do końca, ale jednak.. mogą sobie pozwolić na takie ruchy. Zupełnie nie wiem, czy to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Instynkt podpowiada, że ten dzień jeszcze nadejdzie, kiedyś..
Kiedy już tak nacieszyliśmy się tymi nowymi pomieszczeniami, usiedliśmy do stołu, na którym widniało mnóstwo smakołyków. Chloe się postarała, uwierzcie, że nigdy nie widzieliście tylu przekąsek i innych dań. Moim faworytem były krewetki w sosie pomarańczowym oraz mus z awokado i truskawki. W międzyczasie rozmawialiśmy o powrocie do szkoły. Mama pouczyła nas, że mamy podciągnąć oceny, tzn. co niektórzy. Tacy jak Nick. Lucasa poprosiła o to, by częściej bywał w domu. Skończyliśmy jeść. Pomogłam gosposi umyć naczynia oraz ogarnąć ten syf po obiedzie. Następnie otworzyłam drzwi, do których ktoś niecierpliwie się dobijał. Ku mojemu zaskoczeniu, był to Nathan.
- Nathan? Cześć. Co ty tu... - nie dokończyłam, kiedy chłopak pociągnął mnie za rękę i prowadził przed siebie. - Możesz mi powiedzieć chociaż, gdzie idziemy? Widzisz. Jestem w kapciach i tak trochę nie wygodnie mi w nich iść, poza tym jest zimno! -  Nathan, do cholery czy tu mnie słyszysz?! - krzyknęłam, kiedy chłopak zatrzymał się przy wielkim dębie.
- Przepraszam. Od kilku dni nie jestem sobą. Mój tata jest znowu w szpitalu nerwy mi wysiadają, ale...
- Ale?
- Przemyślałem, jedną rzecz. Chciałem, zrobić to od razu, kiedy tylko zobaczyłem cię pierwszego dnia w Nowym Orleanie. Kiedy zobaczyłem te twoje nieziemskie oczy. Ugh. Tak ciężko to z siebie wydusić.
- Jeśli chcesz powiedzieć, że mnie nienawidzisz, bo wyjechałam z Seattle bez słowa wytłumaczenia, to jakoś to przyjmę, ale w takim razie nie rozumiem, tych zalotów do mnie i słów typu "kochanie". Masz okazję teraz to wyjaśnić.
- Własnie w tym rzecz. Muszę ci coś wyjaśnić. I nie, nienawidzę cię, bo ja cię kocham Martha. Tak Kocham Cię. Mam ci to wykrzyczeć, żebyś to zrozumiała - mówi, kiedy ja kręcę głową - Wiem, że tak jakby zerwaliśmy ze sobą, ale moje uczucie do ciebie się nigdy nie zmieni. Jesteś moją jedyną, pierwszą, prawdziwą miłością. Nie zrezygnuję z ciebie.
- Nathan, ja..
- Rozumiem.
- Nie chodzi o to, że mi na tobie nie zależy, tylko o to, że kilka dni temu, ktoś powiedział mi dokładnie to samo, że mnie kocha. - w końcu wydusiłam z siebie pełne zdanie.
- A ty co mu odpowiedziałaś?
- Że ktoś w Nowym Orleanie czeka na moją odpowiedz, czy chcę z nim być..
- Jeśli potrzebujesz czasu, to wiedz, że ja poczekam.
- Ja już będę lecieć. Śnieg i kapcie to nie jest najlepsze połączenie. - powiedziałam, odwracając się i biegnąc w stronę domu.
Od razu zbiegając do domu, udałam się do pokoju. Tam rzuciłam się na łóżko i zatopiłam głowę w poduszce. Czułam jak łzy, wraz z tuszem spływają po moich policzkach.




Wracam po krótkiej przerwie. Mam nadzieję,  że rozdział się podoba!!
Następny chapter za tydzień, jeśli dobrze pójdzie.
Przede mną, jak i wami koniec roku szkolnego
A teraz czas nadciąganie ocen i wszystkich innych dupereli.
Do zobaczenia w następnym rozdziale.
Udanego tygodnia i miłego, ciepłego weekendu ♥

/JK

23 maja 2015

Rozdział 14

[Zdjęcia pod tekstem]

Trzeba przyznać, że ta dzisiejsza noc była pełna wyzwań i wrażeń. Od dawna chyba potrzebowałam takiej dawki adrenaliny. Był to najlepszy sylwester w moim życiu. W dotychczasowym życiu! Po powrocie od Noah, przespałam 12 godzin. Na sto procent pobiłam swój rekord. Kiedy już jednak przebudziłam się na dobre, wszyscy byli na nogach. Leniwym krokiem podeszłam do szafy i wyciągnęłam kilka ciuszków, a następnie udałam się do łazienki. Tam spędziłam kolejny szmal czasu, przez zimny prysznic. Dzięki niemu, od razu poprawił mi się humor. Dość lekko jeszcze przyćmiona zeszłam na dół. Tam czekał pełen stół. Tak.. był obiad. "Widzę, że dobrze wpadłam. Ja to mam nosa" pomyślałam. Babcia jak zwykle upichciła coś dobrego. Każdy wziął talerz i poszedł w inny kątek domu. Uznałam, że nie będę sama siedzieć przy stole, dlatego nałożyłam to co chciałam i wyszłam na taras. Usiadłam na ziemi i zajadałam to co dobre. A wszystko zniknęło. W międzyczasie zadzwonił telefon, a raczej Chloe. Byłam zdezorientowana, kiedy usłyszałam jej głos.
- Witaj aniołku, wszystko w porządku? - zaczęła
- Tak, a u was? Okej? Bo masz taki dziwny głos!
- Napadli na mnie i leżę w szpitalu. Na szczęście dzisiaj wychodzę i jutro będę już do waszej dyspozycji, tym bardziej, że mój syn wyjechał.
- I zostawił cię bez opieki - Co za szczeniak, pomyślałam - Przecież to szczyt głupoty
- Wyjechał zaraz po świętach, a mnie zaatakowali 3 dni temu. Spokojnie, nie martw się. Po prostu nie chciałam go denerwować. Lepiej opowiadaj co u was? Jak sylwester?
- Szczerze mówiąc, nigdy się tak dobrze nie bawiłam. Mimo, że nie lubię dyskotek, to tutaj impreza była udana. Od razu ci powiem, że nauczyłam się surfingu. Troszeczkę poduczyłam się gotowania. Pokażę ci co moja babunia potrafi upichcić.
- Już nie mogę się kochanie doczekać. - dodała - Wiesz co aniołku, właśnie przyszedł pan doktor, będę już kończyć. Do zobaczenia jutro i uważajcie w tym samolocie na siebie
- Będziemy na pewno.
- A i jeszcze jedno. Nie mów o napaści rodzicom.
- Jak chcesz. Do jutra, pa! - powiedziałam, gdzie Chloe się rozłączyła.
Tak naprawdę przeraziłam się,kiedy gosposia powiedziała, że ktoś na nią napadł. Nawet nie chcę myśleć, co musiała czuć. Jestem tylko ciekawa motywu napastnika. Bestia jedna.
Po obiedzie, dla mnie śniadaniu, rozeszło się rozporządzenie "PAKUJEMY SIĘ". Chodziło o rzeczy, które dziś ani jutro nie będą nam potrzebne. Moja walizka nie była pusta. Schowałam do niej parę, rzeczy, ale i tak większość będę jeszcze używać.. prócz ubrań to resztę tak. Zostawiłam jutrzejszy ubiór na krześle. Wcześniej jeszcze go wyprasowałam. W między czasie wpadła Camille. Chciała abym poszła z nią na spacer. Próbowałam jej wytłumaczyć, że jestem zajęta, a poza tym nie mam ochoty na spacer, bo wiedziałam, że zacznie się rozmowa o chłopakach.. Na co ja nie miałam ochoty. Wmówiłam babci, że idę z Nick'em na kurs jazdy. Chłopak nieźle się wkurzył, kiedy powiedziałam mu o moim podejściu. W końcu uznał, że przyda mu się wsparcie podczas jazdy, więc później nie robił mi problemów. 
Kiedy już byłam gotowa do wyjścia, dostałam SMS'a.. od Noah.

Wypadło mi coś bardzo ważnego. Przepraszam, ale nie będę mógł was dzisiaj, ciebie* odwiedzić. Tak samo jak jutro odwieźć na lotnisko. Bardzo cie przepraszam. Mam nadzieję, że szybko się zobaczymy.
                                                               / Noah :3

Ciekawe czy coś się stało? Może powinnam zadzwonić? Zapytać o co chodzi? Uznałam, że jak by chciał, to sam by mi powiedział. Mimo wszystko, znowu czułam pewien niepokój. Chciałam go jeszcze zobaczyć przed wyjazdem. Te jego piękne oczy, które wczoraj przez cały wieczór wpatrywały się we mnie. Mam nadzieję, że szybko porozmawiamy przez skype.
(...)
Jesteśmy już przed ośrodkiem nauki jazdy. Nick jak co dzień podchodzi do okienka i deklaruje się, że przyszedł, tym razem już na ostatnią jazdę. Jego instruktorem jest całkiem przystojny Josh Hethman. Kto by pomyślał, że chłopak w wieku Noah, może uczyć jazdy takiego głupka jak Nick. Bez urazy* 
Godzina mu nie starczyła, więc czekałam jeszcze kolejną. Oparta o słupek patrzyłam jak Nick sobie radzi, Na prośbę mamy nawet go nagrałam. Chłopak zaliczył 2 wpadki. Oczywiście musiał wjechać i wywrócić się na trawie. Na szczęście na trawie. 
Nick z Josh'em rozmawiali ze sobą, jak gdyby znali się od lat. Okazało się, że kiedyś poznali się na zagranicznym obozie. Chyba w Kanadzie. Mniejsza o to. Po kursie Josh zaprosił nas do pobliskiej kawiarni. Zamówiliśmy po kawałku ciasta i cappuccino. Porozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. W międzyczasie pogoniła nas mama SMS'em "Wracajcie do domu. Bo jutro wcześnie wstajemy". Kocham ją za tę jej nadopiekuńczość. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby jej już z nami nie było. Josh dał nam swój numer telefonu. 
- Gdybyście byli jeszcze kiedyś w Brisbane to zadzwońcie. Albo.. - dodał Josh
- Albo jak ty będziesz w Nowym Orleanie to zadzwoń, będziesz u nas zawsze mile widziany - odparłam, po czym pojechaliśmy wraz Nickiem do domu. Faktycznie zanim dojechaliśmy było już późno. Tak jak przeczuwałam dostaliśmy ochrzan od mamy w stylu "dlaczego tak późno". Przeprosiliśmy ja i od razu podeszliśmy do salonu. Obejrzeliśmy wszyscy razem film "Burleska". W skrócie film jest o dziewczynie z małego miasteczka, obdarzonej wspaniałym głosem, która decyduje się na ucieczkę od codziennych trudów i niepewnej przyszłości. Podąża za swoimi marzeniami do Los Angeles. Lekko przysnęłam przy końcówce, na któr tak długo czekałam. Pech też w tym, że nikt nie chciał mi powiedzieć jak się cała historia skończyła. Po filmie zjadłam co nie co na kolację. Z pełnym talerzem i koktajlem z awokado i jabłka. Dziwne połączenie, a takie dobre. Usiadłam przed komputerem. Przeglądnęłam najnowsze wiadomości z Nowego Orleanu. Popisałam z Jess:
- Tak, tak. Jutro już wracamy. W sumie to szkoda, chciałabym tutaj jeszcze zostać. Poznałam tu wiele fajnych ludzi.
- W tym Noah! - zaśmiała się Jessica
- Zabawne. Nie mówię o nim, tylko ogólnie. Jednak popojutrze szkoła, więc nie ma wyjścia.
- Też mieliśmy wrócić jutro, ale wróciliśmy o wiele wcześniej. A tak poza tym to widziałaś się już dzisiaj z Noah?
- Jess!
- No co! pytam tylko!
- Nie nie widziałam się z nim. Jutro też nie. Pisał że coś ważnego mu wypadło, ale błagam cię nie rozmawiajmy o Noah, ani o Nathanie, okej?
- Jak tam sobie chcesz. Pamiętaj, że o tak wszystko z ciebie wyciągnę jak wrócisz! Ja lecę, bo Bradley chce wziąć kompa.  Jeden komputer na rodzeństwo, kumasz to?
- Młoda! Ja lecę do jutra. Jest już późno, a jutro o 6:00 mamy lot!. Pa! :D
Odłożyłam laptopa. Wzięłam kąpiel. Dopakowałam walizkę. Przeczytałam jeszcze parę stron "50 Twrazy Grey'a" i zatopiłam się we śnie. Długim koszmarnym śnie.


/JK

Oto rozdział 14!
Mam nadzieję, że się podobał.
Do zobaczenia za tydzień!
5 komentarzy = Rozdział 15

16 maja 2015

Rozdział 13

[Zdjęcia pod tekstem]


Przez ostatnie 5 dni, trochę się działo. Może zacznę od tego, ze pogodziłam się Noah. Porozmawialiśmy szczerze, a przechodząc od słowa do słowa, okazało się, że całkiem fajny z niego chłopak. Jednak ustaliliśmy, że zapomnimy o całej tej sytuacji. Dużo nerwów nas to kosztowało. Nie był to jedyny problem z chłopakami. Dwa dni temu, swoją zazdrość okazał mi Nathan. Uznał, że ja nie widzę dla nas nici szansy i że od razu łapię się za kolejnego "fagasa", jak to nazwał Noah. Próbowałam mu wyjaśnić, wszystko, ale Nathan jest uparty jak osioł. W tym calu nic się nie zmienił. Lucas wraz z Noah i Nick'em próbowali nauczyć mnie i Olivię surfingu. Ćwiczyłyśmy do bólu, aż w końcu się nauczyłyśmy. Była przy tym niezła frajda. Mówiąc o Nicku, jak wiecie zaczął kurs nauki jazdy na motorze. Pierwsza lekcja okazała się pudłem. tak pudłem. Nick wjechał w pudła. To nawet ja potrafię nie wjechać na motorze, no dobra skuterku w kartony.! Melanie wróciła do domu. Micheal obraził się na cały świat, nie wiadomo o co mu chodzi. Ciotka zabrała go na wizytę do psychologa, ale żadnych rezultatów to nie dało. Rozmawiałam też z Jessicą. Wysłała mi parę snap'ów. Z pytaniem "Kto to jest Noah?". Jest moją najlepszą przyjaciółką, dlatego powiedziałam jej przez skype o moim pocałunku z "tym kimś". Na nieszczęście był tam jej brat, który kumpluje się z Nathan'em. Obiecał, że nic mu nie powie, ale już parę razy przejechałam się na jego dotrzymywaniu słowa.  

Dziś 31 grudnia. Sylwester. Do wczoraj nie miałyśmy planów na tę szczególną noc, jednak dostaliśmy wszyscy zaproszenie od Noah, który organizuje imprezę, tzn. jego rodzice. Dostałyśmy już zgodę na odrobinę alkoholu. Rodzice nawet się nie stawiali. Chyba zrozumieli, że za rok mam 18-tkę a poza tym, wiedzą, że jestem osobą odpowiedzialną. Można mi zaufać. Do południa rozmawiałam z Jessicą, która ciągle nie dawała mi spokoju. Wypytywała mnie jak na przesłuchaniu. Jak? Gdzie? I z kim? Później trochę poleniuchowałam. Zaczęłam czytać trylogię "50 twarzy Greya". Kurde. Sama chciałabym mieć takiego męża. Nie chodzi mi o bycie uległą, ale chodzi mi tutaj o wygląd tego faceta, ten opis. W międzyczasie wyprasowałam sukienkę. Posrebrzana góra z czarnym dołem. Następnie przyszykowałam cienie i inne bzdety potrzebne do makijażu i biżuterię. Z Olivią
poszłyśmy też na spacer. tzn. wyszłyśmy na dwór, na ławeczkę. Opalałyśmy nasze piękne buźki. Porobiłyśmy sobie wzajemnie zdjęcia. Muszę przyznać, że niektóre wyszły zadziwiająco. Zadziwiająco dobrze. Jedno z nich ustawiłam jako zdjęcie profilowe na Facebooku. Umówiłyśmy się już na "profesjonalną" sesję zdjęciową, przy naszym następnym spotkaniu.

(...)

- Martha gotowa? - darła się z pokoju obok Olivia. 
- Daj mi 5 minut! - krzyknęłam
- Przestańcie drzeć te japy - wtrącił się Nick
- Nie?! - dodałam
W końcu udało mi się wyjść z pokoju. Spakowałam do złotej kopertówki na wszelki wypadek, błyszczyk, tusz do rzęs, telefon. Byłam gotowa do wyjścia. Przed drzwiami zobaczyłam Olivię w krótkiej, czerwonej sukience i pofalowanych jak ja włosach. Wyglądała przepięknie. Zaraz za piękną stał Lucas. Ubrany w czarne rurki i białą elegancką koszulę. A do tego te włosy na żel. "Brałbym go, gdybym był dziewczyną" usłyszałam głos Nick'a po czym wpadłam w śmiech. Wyglądało to dosyć głupio, bo nikt nie wiedział o co chodzi.
- W porządku? - zapytał Lucas
- Jak najbardziej. To co idziemy? - dodałam, gdzie wcześniej zrobiliśmy grupowe #selfie. Następnie  udaliśmy się całą paczką na dół. Tam czekali już "dorośli". No bo jak ich inaczej nazwać. No dobra.. rodzice. Wszyscy byli ubrani elegancko. Utrzymywali się w kolorystyce czerni, czerwieni i błękitu. Szaleni !
 Kiedy wchodziliśmy do Climb'ów dom był już wypchany po brzegi. Trzy czwarte domu zajmowała młodzież ze szkoły Noah. Gospodarze przywitali nas ponczem i różnymi przystawkami. W końcu mają kelnerów i swoich własnych kucharzy. "Bogate sztuki" pomyślałam. Na początku przechodziłam z miejsca na miejsce. Rozglądałam się po całym domu. Po obejrzeniu parteru udałam się na górę i łaziłam jak złodziej po pokojach, od jednego do drugiego. Aż w końcu natknęłam się na pokój Noah i jego własną osobę.
- Hej - powiedziałam jąkając się - Przeszkadzam?
- Nie wejdź. Właśnie miałem schodzić na dół. Pięknie wyglądasz - dodał i pocałował mnie w policzek
- Noah..
- Tak wiem. Nie powinienem. A tak w ogóle, to co robisz na górze?
- Patrzę jak mieszkasz - uśmiecham się
- Nie ma tu nic do oglądania. Brud, syf, kiła i mogiła - zaśmiał się, wyganiając mnie z pokoju. Razem zeszliśmy na dół. Pierwsze półgodziny siedzieliśmy przy basenie i rozmawialiśmy całą paczką. Około 21:00 przyszedł dopiero DJ. Wtedy wszyscy zawzięli się do tańca. Szczerze?! Wyszalałam się jak nigdy. Tak naprawdę to nie cierpię chodzenia na dyskoteki, ale takiej przegapić nie można było! Zaczęło się od tradycyjnego POP'u, przez DISCO POLO, aż w końcu przyszedł czas na tzn. wolne tańce. Mama z tatą jako pierwsi wyszli na parkiet, kiedy cała młodzież siedziała na swoich kufrach. I tak było w kółko. Wszystko zaczęło się już w 2015!
- Trzy..Dwa..Jeden.. Szczęśliwego Nowego Roku - krzyczeliśmy aż do bólu. Razem z szampanem i górą innego alkoholu przywitaliśmy nowy rok. Większość już nie mogła ustać na nogach. Na tym ciemnym tle, rozbłysły się w jednej chwili tysiące fajerwerek. Pomyśleć, że w ciągu całego roku jest tylko jeden taki dzień..
Olivia, ja, Noah i Nick wyszliśmy w stronę miasta. Na niebie dalej było kolorowo. Szliśmy wpatrzeni w te wszelkie światełka oraz odkrzykując "Szczęśliwego Nowego". W końcu dotarliśmy na główny rynek. Sami kupiliśmy wczoraj fajerwerki, więc wypadałoby je odpalić. Podobno Climb
b przyszykował coś specjalnego dla mnie. Byłam lekko poddenerwowana, bo chciałam się już dowiedzieć o co chodzi. Najpierw wszyscy razem puściliśmy ku górze rakiety. Trzeba przyznać, że w Australii wygląda to sto razy lepiej niż u nas. Następnie Noah zabrał mnie na spacer, gdzie reszta wróciła z powrotem na imprezę.
- Słyszałem, że pojutrze wyjeżdżacie.. no w sumie jutro. - zaczął
- Niestety. Tak bardzo chciałabym tutaj zostać. Nie masz pojęcia jak bardzo.
- Nie wiem, ale domyślam się. Dlatego.. - dodał - chciałbym abyś dobrze zapamiętała ten moment, Żebym ci się śnił po nocach, tak jak ty mi
- Co?
- Żartowałem! - zaśmiał się - Dobrze wiemy, że będziemy za sobą tęsknić..
- Idealnie ujęte- dodałam - ale jak przyjaciele?
- Nie. Jak dwoje nieszczęśliwie zakochanych w sobie ludzi!
- Noah, rozmawialiśmy już o tym.
- I co z tego. Zrozum, że zależy mi na tobie. Tak wiem co sobie teraz myślisz, ale w te 10, już 11 dni, naprawdę poczułem, jakbyśmy znali się od dawna. - powiedział, po czym przybliżył się do mnie. Byliśmy kilka centymetrów oddaleni od siebie, może zaledwie z 5.
- Chciałabym ci dać te szansę, ale.. - dodałam
- Nie ma żadnego ale. Obiecuję ci, że będę dzwonił dzień i noc, a jak uzbieram trochę kasy przy pracy to przylecę do ciebie, tylko musisz dać mi szansę.
- Noah, naprawdę liczę się z twoim zdaniem.. Muszę przyznać, że ty też nie jesteś mi obojętny - powiedziałam, a następnie przygryzłam wargę i w końcu to z siebie wyrzuciłam - W Nowym Orleanie także ktoś czeka na mnie. Abym powiedziała jemu, że zależy mi na nim i że chciałabym się z nim spotykać. Wiesz co jest najgorsze? Że los pląta tak moje życie, że muszę już na początku podejmować takie trudne decyzje. Z kim? Po co? Dlaczego ten? - rzuciłam, a Noah przybliżył się do mnie jeszcze bliżej i złożył pocałunek na mych ustach. Tym razem trwał  od znacznie dłużej. Teraz i ja się zaangażowałam. Najpierw było delikatnie, ale chłopak przechodził do coraz bardziej namiętnego pocałunku, aż w końcu zwolnił tempo. Teraz dopiero poczułam, co Noah miał na myśli, mówiąc, że mu na mnie zależy. Tak na prawdę do teraz zastanawiam się czy to wszystko w Brisbane powinno się zdarzyć, no ale trudno. Co się stało, to się nie odstanie.
Kiedy chłopak przestał mnie całować, przez chwilę popatrzeliśmy sobie prosto w oczy. Te jego cudowne oczy! Ach.! Mogłabym się w nie patrzeć godzinami. W końcu wróciliśmy wolnym spacerem do domu Noah. Impreza jeszcze trwała. Wszyscy, tzn. pozostała młodzież dobrze się bawiła. Zauważyłam, że rodzice wraz z resztą Margon'ów wrócili do domu. Zostałam tutaj sama, ale z Noah. Wpatrzeni sobie głęboko w oczy, przetańczyliśmy kilka piosenek. Zmęczona całą upojną nocą, poprosiłam chłopaka by odprowadził mnie do domu, mimo iż miałam do niego zaledwie parę kroków.
- Dziękuję za odprowadzenie. - powiedziałam podchodząc do drzwi.
- To ja dziękuję za cudowne rozpoczęcie nowego dnia, zarazem roku - powiedział, trzymając ręce w kieszeniach. Trzeba przyznać, że to do niego pasuje.
- No to co, do jutra.
- Do później! Bo jutro wyjeżdżasz - dodał
- Racja. Żałuję, że tak wcześnie musimy wracać. Niestety szkoła wzywa!
- Ja wracam dopiero za tydzień, jedziemy jeszcze do dziadków, ale pogadamy o tym wszystkim później. Leć się wyspać, nie mogę już patrzeć, jak zasypiasz na stojąco!
- Ja? No proszę cię - powiedziałam, - no dobra. To w takim razie ja lecę. Pa - podbiegłam do niego o pocałowałam w policzek, po czym weszłam do domu. Od razu poleciałam na górę i rzuciłam się na łóżko.




/JK

Zachęcam do komentowania i głosowania w ankietach!!!

08 maja 2015

Rozdział 12

SoundTruck
[Zdjęcia pod tekstem]


- O matko! - powiedziałam, po czym wtuliłam się mocno w babcie. Moja mina mówiła sama za siebie. Ten pokoik, a raczej pracownia była cudowna. Trafiona w gust kolorystyczny. Zawsze marzłam w Seattle o takim miejscu, gdzie mogłabym się wyciszyć. Kiedyś bardzo tego potrzebowałam.. Nie mogłam powstrzymać łez, które leciały jedna za drugą. 
- Nie myślałam, że aż tak ci się spodoba.  - dodała Camille
- Przecież on jest piękny. On musiał mi się spodobać.
- Jak już wspomniałam cała rodzina pracowała tutaj. 
- I Noah - dodałam
- Lubisz go?
- Babciu! - odparłam - To nie chwila na taką rozmowę - powiedziałam i pocałowałam ją lekko w policzek.
- Mam jeszcze jedną niespodziankę, ale teraz dla was wszystkich. Chcę, żebyś zobaczyła to jaka pierwsza z was.
O matko! Kolejna niespodzianka. Na początku pomyślałam, że może wyrzeźbiła jakiś posąg, albo rzeźbę.. babcia byłaby do tego zdolna. Jednak, pomyliłam się. 
Przeszłyśmy do pokoju obok, Camille otwierała kolejne drzwi, a ja nie mogłam doczekać się, co zaraz zobaczę. Moim szaroniebieskim oczom ukazał się malutki pokoik z napisem "Czekaliśmy na ciebie aniołku". 
- Czy to..? - zapytałam
- Tak, to pokój dla maluszka, który za 3 miesiące przyjdzie na świat. 
- Kiedy wy to zrobiliście? 
- Problemy zdrowotne, kochanie. - powiedziała, gdzie obie wpadłyśmy w śmiech. Już dawno z nikim, tak dobrze mi się nie rozmawiało. Już nie patrząc na wścibską ciekawość babci, bardzo ją kocham i nie macie pojęcia jak bardzo za nią tęskniłam. Tak dawno się nie widziałyśmy, przez kłótnię rodziców. Ciekawe o co poszło..
- To co idziemy po rodziców? - zapytałam
- Pokażemy im, jak wrócimy do domu, wszyscy razem.. A teraz - dodała - weźmy coś do jedzenia i koc, żeby nic nie podejrzewali.
Tym razem szłyśmy wolniej na plażę. Kiedy dotarłyśmy do celu, ujrzałam Noah, który siedział na moim miejscu przy stole. Chłopak uśmiechnął się do mnie, gdy mnie tylko zobaczył. Nawet chyba się zawieruszył, bo nie mógł ode mnie oderwać wzroku.
- Uważaj, bo ci patrzałki wylecą - powiedział Nick
- Nick! - krzyknęła mama, a Lucas zachichotał.
- Czy moja osoba, tak bardzo ciebie bawi?- dodałam
- Ty? Nigdy! - odparł
Po tej idiotycznej sytuacji, Noah po prosił mnie abyśmy poszli na spacer, na co ja się zgodziłam. Przeszliśmy przez pobliski lasek, po Tingalpa Creek Reserve, aż w końcu doszliśmy do starego opuszczonego domu.  Po drodze zrobiliśmy sobie parę #selfie na pamiątkę. No a co! Nie miałam bladego pojęcia, po co tutaj przyszliśmy. Czekałam, aż chłopak sam mi powie, po co! Na początku rozmawialiśmy o świętach. W jakiej atmosferze to wszystko mija, ale dobrze wiedzieliśmy, że to nie po to tu siedzimy.
- Noah - powiedziałam - Możesz przejść do konkretów?
- To znaczy?
- Do konkretów.. po co tu mnie przyprowadziłeś?
- Chciałem ci pokazać część dzieciństwa, twojego dzieciństwa.
- Mojego? Poczekaj, o co tu chodzi?
- Nie pamiętasz tego miejsca?
- A dlaczego miałabym to koszmarne miejsce pamiętać.
- Z tego co mówiła twoja babcia, tutaj po raz pierwszy pocałowałaś się z chłopakiem, kiedy miałaś 10 lat. 
- Rozmawiasz z Camille o moim życiu prywatnym? Dlaczego?
- Kiedy zobaczyłem cię na lotnisku, nie wiem jak, ale poczułem coś do ciebie. Myślałem, że to szybko minie.. jednak tak się nie stało. Chciałem się dowiedzieć  o tobie jak najwięcej. Poza tym, kiedy odświeżaliśmy pokój dla ciebie, Camille sama mi o tobie mówiła.
- Poczekaj, czy ty chcesz mi powiedzieć, że się we mnie zakochałeś? Jeśli tak, to muszę cię rozczarować. Nic z tego nie będzie,
- Chyba sama nie wierzysz w to co mówisz - powiedział - jesteś pewna, że nic do mnie nie czujesz?
Wtedy nieświadomie dałam się podejść. Chłopak przybliżył się do mnie i ułożył swoje usta na moich. Był to delikatny pocałunek. Poczułam pewien dreszczyk. Teraz myślę, że mógł być to wiecznie trwający moment. Wiedziałam, że to nie powinno się wydarzyć, dlatego rzuciłam "przepraszam" i zaczęłam biec stronę domu. Zanim dobiegłam, zatrzymałam się w kilku miejscach. Nie patrząc na nic, wtulałam głową w kolana i wypłakiwałam się za wszelkie czasy. Na moje nieszczęście wszyscy wrócili już do domu.  Nikt chyba mnie nie zauważył, więc oszczędziłam sobie kolejnych niepotrzebnych pytań. Od razu udałam się do pokoju w którym spałam. Próbowałam zasnąć, jednak nic z tego. W międzyczasie sprawdziłam facebook'a, snapchat'a. Zdjęcie które znalazłam na swojej stronie zszokowało mnie. Było wiele głupich komentarzy typu: "Martha Widać, że Australia dobrze ci służy. Czyżbyśmy mieli nową parę?". Oprócz tego dostałam wiadomość od Noah.
"Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło. Po prostu chciałem być fair wobec ciebie. Nie myślałem, ze moje zachowanie ciebie w jakikolwiek sposób urazi."
Wtedy kompletnie nie wiedziałam co myśleć. Jedyne o czym marzyłam to piękny, odraczający od rzeczywistości sen. 

/JK

5 komentarzy = Rozdział 13
Dobijamy do 5000 wyświetleń kochani! ♥
Liczę na Was.


01 maja 2015

Rozdział 11

SoundTruck
[Zdjęcia pod tekstem]

Dzień jak co dzień. 25 grudnia rozpoczął się jak zwykle leniwą pobudką, śniadaniem zrobionym teraz przez babcię. Dziś wyjątkowo byłam mało zmęczona, bo normalnie chodzę jak jakiś ponurak po domu. Większość jeszcze spała, więc skorzystałam z sytuacji, wzięłam swoje rzeczy i pędem ruszyłam do łazienki, która akurat była pusta. Śmierdziała męską wodą kolońską
- Lucas.. - szepnęłam 
Musicie wiedzieć, że mam węch jak pies, wszystko wyniucham. Mimo odurzającego zapachu, wzięłam szybki, ale za to jaki gorący prysznic. Następnie umalowałam się i  założyłam czarną przewiewną tunikę, a do tego krótkie spodenki oraz białe conversy. Jakimś cudem udało mi się włożyć spodnie na mój zacny tyłek. Przed łazienką czekał już zdenerwowany Nick.
- Nie.. spokojnie. Siedź jeszcze.. a ja tu poczekam jak ten kołek 
- A tak dla jasności, po co tu stoisz?! - dodałam - wszyscy jeszcze śpią?
- Oprócz mamy to wszyscy. Mówiła, ze trochę się źle czuje. 
- Dobrze, że mówisz, zaraz ogarnę sytuację. 
Najpierw odłożyłam swoje ubrania i kosmetyki, a następnie ruszyłam do pokoju rodziców. Faktycznie, mama nie wyglądała za wesoło. Usiadłam obok niej. Chwilę porozmawiałyśmy. W sumie uznała, że nic jej nie jest, bo w ciąży to normalne, że ma się te "gorsze" dni.
- Kiedyś sama będziesz w ciąży to zrozumiesz. Z resztą ja już przechodziłam to trzy razy.
I ciągle ta sama gadka. Po kilku minutach do pokoju wyszła babcia z herbatką miętową dla siebie i melisą dla mamy. Babcia zajęła moje miejsce i kazała wyjść, pokazując swój popularny gest, do tego zarzucając oczami. 
 Tak naprawdę z tego wszystkiego zapomniałam o wysłaniu życzeń świątecznych. Głównie do Jess, znajomych ze szkoły no i Nathana. 
" Jessico.. haha. nie, nie, nie! nie stałam się poważna przez te parę dni ani trochę (...).
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego. Wesołych Świąt! ♥
PS. Odpisz jak będziesz miała czas w tym LA"
Jess oczywiście odpisała od razu. Byłam zszokowana wiadomością, że nie są już w LA. Na razie nie wypytywałam o więcej, wolałam poczekać z tym do mojego powrotu. Nathan w porównaniu do przyjaciółki nie odpisał mi. Być może znów coś stało się z jego tatą. Wolę o tym nie myśleć. Mam tylko nadzieję, że nic poważnego się u niego nie dzieje.
 Kiedy już cała "dzieciarnia" się zbudziła z pięknych snów, czy erotycznych jak to powiedział Nick, wyszliśmy do ogrodu, gdzie rozłożyliśmy leżaki i zaczęliśmy domowy plażing. Oczywiście chłopacy wariowali jak zawsze. Chociaż Lucas zachowywał się ciut inaczej pod wpływem Melanie. Tak, dziewczyna też tutaj była. Od słowa do słowa okazało się, że całkiem niezła z niej babka. Mam nadzieję, że będzie z moim bratem szczęśliwa. Mniejsza o to.
Razem z kremem 50 do opalania, siedzieliśmy na dworze około godzinki. Dlaczego? Ponieważ zostaliśmy pogonieni do przygotowania i zawiezienia jedzenia i innych pierdółek na plażę. Na szczęście, a moje i Olivii nieszczęście musiałyśmy drałować na piechotę 2 km, gdzie chłopaki pojechali dość starym wozem dziadka. 
(...)
O 15:00 wszyscy zasiedliśmy do plażowego stołu. Tak plażowego, nie inaczej. Pech chciał, że siedziałam obok dziadka, który co chwilę chrząkał, mlaskał.. a do tego wszystkiego pociągał nosem.Starałam się jak najszybciej zjeść to co nałożone było na talerzu i zacząć rozmowę, obojętnie jaką, byle by przerwać tę ciszę. Moje myśli wyprzedził tata, który powiedział o niespodziance, która czeka jutro na  Nick'a. Tak naprawdę wszyscy oprócz niego wiedzieliśmy o co chodzi, no ale trzeba było zrobić "tę" minę zaskoczenia.
- Pamiętasz jak chciałeś na swoje urodziny motor? - zaczął Edward - Kiedy miałeś kaprys nie jeżdżenia linią autobusową do szkoły, czy na pieszo?
- Dobra... Gdzie jest ten motor - z niedowierzaniem powiedział Nick
- W  Nowym Orleanie - dodała Lea. - ale kochanie nie martw się, tutaj załatwiliśmy ci szybki kurs nauki jeżdżenia na tym cudeńku, zaczynasz od jutra - wstała i przytuliła swojego chłopca
Wtedy wszystko się zaczęło.. rozdanie prezentów. Przeszło od Nicka, po Lucasa i Melanie. Następnie dziadkowie, rodzice, no i Margon'owie.  Zostałam ja. Wszyscy patrzyli na mnie, ale nie dałam po sobie nic poznać. No w końcu od dziadków dostałam telefon, więc nie oczekiwałam nic od nich. Po półgodzinnej części świętowania, Lucas wraz z dziewczyną postanowili pójść po surfować. Natomiast całą resztą przenieśliśmy się w najcichsze dotąd miejsce w Brisbane. Chodzi o plażę, na której ostatnio razem z Noah spędziłam trochę czasu. Tam wzięłyśmy z Olivią długą "kąpiel" w oceanie. Pomyśleć, że ta część jest tak czyściutka. W między czasie babcia postanowiła udać się na chwilę do domu. Nikt nie wiedział po co, ale to ja musiałam z nią iść. Na początku żałowałam, bo babcia cały czas nawijała o Nathanie. Jak to ona bardzo by chciała, żebyśmy byli razem. Camille dobrze znała Nathana. Spotkali się parę razy, jeszcze kiedy mieszkaliśmy w Seattle.
W końcu dotarłyśmy do celu. Babcia powiedziała, że starała się razem z moimi rodzicami, a nawet z Noah, aby ten pokój był jak najczęstszym powodem przyjazdem do ukochanych dziadków. A ja nie miałam pojęcia o co tu chodzi.
- Wszyscy wiemy, że lubiłaś ten pokój gdy byłaś malutka. Postanowiliśmy go trochę odnowić. Wszyscy też wiemy, że twoim hobby było lub jest malowanie i fotografia, więc ten pokój powinien ci się spodobać - dodała babcia do swej pięknej przemowy, po czym otworzyły się drzwi .

5 komentarzy = Rozdział 12 ;*
Zachęcam i zapraszam do czytania.  (komentowania !!!! )
/JK


26 kwietnia 2015

Rozdział 10

[Pod tekstem ~ zdjęcia]

Australia jest nietypowym kontynentem, ponieważ święta Bożego Narodzenia trochę się różnią od tych w Ameryce. Obchodzone są 25-ego grudnia. Tutaj kolacja odbywa się na plaży, wśród rodziny przy grillu. Tego samego dnia rozdawane są prezenty, a cała grupa zebranych ludzi spędza ze sobą czas grając w krykieta czy gry plażowe. Trochę się te święta różnią, ale wiadomo, że intencja jest tylko jedna.
 Kolacja rodziny Feist'ów i Margon'ów, była podzielona na dwie tradycje. Ustaliliśmy, że 24 grudnia zjemy wspólnie kolacje, a dzień później przy grillu, rozdamy sobie prezenty i wspólnie spędzimy czas, tak też się stało.
W trakcie szykowania stołu, zadzwonił telefon Lucas'a. Okazało się, że Melanie dotarła na miejsce. Dziewczyna była ubrana w czarną sukienkę, nawet nie wiem jak to ująć. Po prostu była to przepiękna kreacja. Sama bym taką chciała. Rodzice jak i dziadkowie byli zdziwieni, że Lucas ma kogokolwiek. Myśleli, że ta trasa koncertowa go nie zmieniła, że dalej myśli tylko o sobie.. A tu niespodzianka.
- Dzień Dobry - przywitała się z nami Melanie
Patrząc na miny rodziców, jak zwykle to ja postanowiłam zrobić ten pierwszy krok i podejść do niej.
- Cześć, jestem Martha, miło cię poznać - powiedziałam
- Wzajemnie. - odparła dziewczyna. Widać, że spodziewała się trochę innej reakcji.
- To może usiądźmy już do stołu - powiedziała babcia, o niczym nie wiedząc - Oh. A co to za ładna panienka? Lucas, to twoja? - dodała, a Nick wpadł w śmiech.
- Tak, babciu - zaśmiał się, po czym poprowadził Melanie do stołu.
Około godziny piątej wieczorem usiedliśmy do stołu. Na nim widniał duży indyk, przeróżne sałatki, owoce morza, szynka na zimno. Wydaje się nie wiele, ale możecie mi uwierzyć, że te 12 osób nie zjadło wszystkiego. Panowie zjedli sami całego indyka, a my kobiety musiałyśmy dorwać owoce morza.
- Jak długo się znacie? - zaczął intrygującą rozmowę Edward
- Od roku - powiedział Lucas
- Jak na ciebie, to długo. A gdzie się poznaliście? - dodał
- Na trasie, kiedy Lucas był w Bostonie. Ja wtedy uczęszczałam na kastingi.
- A w czym się specjalizujesz?
- Jestem Modelką. Można powiedzieć, że dzięki mojemu wujowi dostałam się do programu w południowej części Ameryki Północnej. Jednocześnie wygrałam go i zaczęłam robić karierę na światowym poziomie.
- Jestem w sumie pewien, że w tej branż, wyjeżdżasz na miesiące z domu..
- Nie zawsze. Agencja, do której należę, ustala ze mną wszystko, co do szczegółu, więc to nie jest tak, jak się panu wydaje - powiedziała, następnie popatrzyła się na ukochanego - Kochanie, podasz mi tą sałatkę?
- Tato! - powiedział Lucas, tym samym powstrzymał kolejne pytanie swojego ojca.
- Może zmieńmy temat - dodała Lea
- Lucas powiedział mi, że państwo spodziewacie się dziecka. Który to miesiąc jeśli można zapytać?
- To już końcówka szóstego miesiąca. Nie mam bladego pojęcia kiedy to zleciało.
- Córeńko, powinnaś coś zjeść, jesteś  strasznie blada. Może ja ci herbatki zrobię. - powiedziała Camile, udając się pędem do kuchni.
- Mamo, skoro już rozmawiamy o dziecku, myśleliście jak nadacie mu, tzn. jej na imię? - zapytałam
- Mamy dwa typy. Po jednym dla każdej płci. Dla dziewczynki Emily, a dla chłopca Marcus.
- Marcus, to chyba po moim ojcu - zaśmiał się Mark
I takie dość nudne rozmowy, towarzyszyły nam do późnego wieczora. W międzyczasie razem z Olivią i Micheal'em wyszliśmy na główny rynek. Tam ujrzeliśmy miliony kolorowych światełek, wiele ustrojonych budynków, domów. Wyglądało to cudownie.. Jak dla mnie najlepsze było gigantyczne drzewo, oblepione różnymi lampkami, łańcuchami i karteczkami z życzeniami. Z nadzieją, na spełnienie się marzenia, również przyczepiłam swoją karteczkę. Oczywiście zrobiłam kilka fotek na pamiątkę.
Na rynku, spotkaliśmy sporo znajomych Olivii i Micheal'a ze szkoły i nie tylko. Na pierwszy rzut, wydawali się nie zbyt fajni, ale z każdą chwilą polubiłam ich coraz bardziej. Zanim wróciliśmy do domu udaliśmy się do ratusza, tam był festiwal muzyki świątecznej, ale i normalnej.. coś w stylu Justin Bieber.

Tak wiem. Najmniej ważne rzeczy, ale są. NIe wiem jak wy, ale ja kocham te święta. W tym roku są one trochę dziwne. Wcześniej nie miałam o tym pojęcia, ale teraz wolałabym cofnąć się w czasie i spędzić te święta w domu, u nas w Nowym Orleanie. Tam przynajmniej nie byłoby kłótni i tych intrygujących rozmów. ale z drugiej strony, mama nie pogodziła by się ze swoimi rodzicami. Trochę teraz namąciłam. Powiem wam jedno. Jutro się działo..!



( Tak wiem, nie popisałam się tym rozdziałem, zresztą jak zwykle. Wracam do was po długiej przerwie, postanowiłam dalej pisać tego bloga. Moje myśli dostały nowej motywacji. a nic nie robienie dodawało mi idiotycznego szału.. nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wiec.. oto i jestem, zwarta i gotowa do działania 
/Pozdrawiam JK )

09 marca 2015

Rozdział 9

SoundTrack
[Dla ciekawski zdjęcia pod tekstem :) ]

Dzisiejszy dzień był dużym stresem dla wszystkich, ponieważ są święta Bożego Narodzenia.. no i wiecie, te wszystkie przygotowania, dekoracje tutaj w Brisbane muszą być dopięte na ostatni guzik. Jednak dziś 24 grudnia, nie jest najważniejszym dniem tych Świąt..
  Od rana trwało kończenie sałatek, pieczenie ciast i wynoszenie wszystkiego do piwnicy. Wiedziałam, że mimo wszystko trzeba pomóc dziatkom i rodzicom, więc wstałam około siódmej rano. Reszta paczki jeszcze słodko spała, jednak po godzinie wstał Lucas, który rzucił się od razu do pomocy.Po przeliczeniu wyszło, że cała nasza rodzinka zrobiła kawał dobrej roboty. Nie pomyślałabym, że w ciągu dwóch dni, można zrobić tyle jedzenia.
Kiedy uznałam, ze nie będę już potrzebna, postanowiłam zadzwonić do Chloe, aby zapytać co u niej słychać i złożyć jej najszczersze życzenia.
- Chloe, cześć tutaj Martha. Jak się trzymasz? - powiedziałam, kiedy telefon odebrała gosposia
- Mój aniołek - rzekła - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że dzwonisz.
- Chciałam zapytać, jak przygotowania do dzisiejszej kolacji?
- Można powiedzieć, że już mniej więcej wszystko gotowe. A u was? - zapytała z zaciekawieniem
- U nas, wyszła góra jedzenia. Nie wiem kiedy my to zjemy. Zapewniam ci, że przywieziemy 1/3 tego, do domu. Spróbujesz babcinych pyszności - zaśmiałam się - A powiedz mi, jak tam twój syn.. dogadujecie się jakoś?
- Powiem ci w sekrecie, że się pogodziliśmy, Już dawno nie byłam taka szczęśliwa
- To gratuluję. Cieszę się twoim szczęściem - dopowiedziałam, po czym Chloe musiała się rozłączyć.
Byłam zadowolona, że moja ukochana gosposia, choć trochę poukładała sobie w życiu. ... Zaraz po tej krótkiej rozmowie, przyszedł do mnie Lucas. Z początku nie wiedziałam po co, ale po chwili domyśliłam się, że chodzi o Melanie. Chłopak ze łzami w oczach popatrzył się na moją twarz i wtedy pomyślałam o najgorszym.
- Zerwała z tobą tak? - zapytałam
- Co? - zapytał zdziwiony
- Przecież widzę, że coś cię gryzie. O co chodzi?
- Ona zdecydowała się tutaj przyjechać, a ja nie wiem co mam robić. - powiedział, a ja w głębi, pękłam ze śmiechu.
 - Żartujesz, prawda? - rzekłam - to ja myślę tu o najgorszym, a ty mi tu mówisz taką błahostkę. Przecież to dobrze, w końcu pozna naszych rodziców, no i ja ją poznam. To kiedy przyjeżdża?
- Problem w tym, że ona pomału już tu jedzie, a ja nic dla niej nie mam.
- Braciszku, powiem ci tak.. każdy chciał mieć takie problemy jak ty. - dodałam - a skoro nic nie masz dla Melanie, to leć do sklepu=. Chyba sklepy są jeszcze otwarte.
- Ale ja się na tym nie znam - wykręcał się chłopak - pomożesz mi?
- Jasne, przecież czego się nie robi dla własnego brata - uśmiechnęłam i przytuliłam go. - Daj mi 5 minut i możemy ruszać na miasto.
Zanim wyszliśmy, musiałam przebrać się z tych brudnych rzeczy. Wszystko było białe od mąki i brudne od lepkiego ciasta. Na górę założyłam ciepły bordowy sweter, a na moje szczupłe nogi, czarne spodnie. Do tego oczywiście stare zimowe botki i zimową, czarną kurtkę.. No i gotowi do drogi. Kiedy podeszłam do drzwi, mój brat wybuchł śmiechem.
- Wiesz, że tu jest 25 stopni? Naprawdę zamierzasz iść w tych zimowych ciuchach?
Dzięki tym słowom zrozumiałam, że to nie ten klimat co w Nowym Orleanie. Niestety, mój brat musiał na mnie poczekać, bo znów poszłam się przebrać. Jeszcze nie mogę się przyzwyczaić.
Tym razem ubrałam cienki sweter i spódniczkę. Na początku oboje myśleliśmy, że w centrum będą korki, tłumy.. ale jak widać pomyliliśmy się.  W centrum handlowym było dużo ludzi, ale nie tyle co w Nowym Orleanie, kiedy wyjeżdżaliśmy. Tam w kolejce, nawet po głupie pytanie, trzeba było stać ponad godzinę. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że na trzy kasy, tylko jedna jest otwarta, I gdzie tu jest sens?
W sklepie jubilerskim, nie było ani jednej klientki, więc sprzedawca poświęcił całą uwagę nam.
- W czym mogę pomóc? - zapytał sprzedawca
- Szukamy prezentu dla dziewczyny mojego brata - odpowiedziałam
- Okej, rozumiem. Szukamy kolczyków, pierścionka, wisiorka?
- Nie mam pojęcia, a co pan poleca? - powiedział Lucas
- Dostaliśmy wczoraj nowy zestaw, już go państwu pokazuję - dodał, po czym udał się w kierunku schowka. Lucas popatrzył na mnie czułym wzrokiem. Chciałam mu coś powiedzieć, ale właśnie wrócił sprzedawca - Oto on. Myślę, że się panu spodoba.
- Też tak myślę. Martha, a ty co o tym sądzisz? - powiedział oglądając biżuterię
- Extra. A mógłbyś pokazać mi zdjęcie twojej Melanie?
- Nie wiem po co, ale okej. - powiedział i pokazał mi tą piękną dziewczynę - To jest zdjęcie sprzed 6 minut. Chyba już do nas jedzie - zaśmiał się i przejechał ręką po buzi..
- Masz cudowną kobietę bracie. - dodałam
- W sprzedaży jest jeszcze jeden zestaw. - odparł sprzedawca i wyjął pudełko spod lady - Tak to wygląda.
- Lucas, myślę, że ten będzie idealny - powiedziałam pokazując na wybraną przeze mnie biżuterię.
- Okej. W takim razie bierzemy ten. - dodał Lucas - Albo wie pan co, niech pan spakuje mi oba.
- Oba? Po co ci tyle ?
- Nie czepiaj się siostra. - zażartował, gdzie następnie zapłacił kartą.
W drodze powrotnej do domu, brat zaprosił mnie do kawiarni, na deser i małą czarną. "Jak to brzmi" - pomyślałam. Czekolada? Miałam jej dość, bo w samochodzie pachniało nią niesamowicie. Postanowiłam, że więcej tam nie wsiądę, a jak już to z odświeżaczem.
  W międzyczasie, kiedy rozmawialiśmy jak to rodzeństwo, o wszystkim i o niczym.. dostałam zdjęcie.. zdjęcie od Noah, które zrobiliśmy wczoraj na plaży. Kiedy odczytałam podpis pod zdjęciem "Liczę na kolejne spotkanie, oczywiście nie dzisiaj, ale liczę..", od razu zrobiło się ciepło na serduszku. Ja chyba naprawdę go lubię. Mam nadzieję, że się nie zakocham, ani nic, bo przecież jest Nathan.. A ja coś do niego czuję.. chyba. Z resztą już sama nie wiem, czego chcę, czego oczekuję od siebie w życiu uczuciowym.Ostatni prysznic, nie przyniósł dużych rezultatów, więc chyba pozostanie nam bycie przyjaciółmi, ale jeszcze się nad tym zastanowię. A jeśli chodzi o komentarz do zdjęcia Noah, odpisałam mu "Spotkanie gwarantowane. Odezwę się jutro. Do usłyszenia". 
***
Około czternastej wróciliśmy do domu. Cała rodzinka siedziała w kuchni i dokańczała sprzątanie zakątków. Nie wiem jak u was wygląda cała akcja z prezentami, ale w całej Ameryce, prezenty otwiera się dopiero 25-ego grudnia, czyli dzień po Wigilii. Tak szczerze mówiąc, dla naszej rodzinki prezenty nie są najważniejsze. W tamtym roku, prawie zapomnieliśmy o tych upominkach. Dopiero kiedy to ciocia Laura z Lisą i Arturem wychodzili w stronę wyjścia, Nick musiał krzyknąć " A gdzie prezenty?". Najedliśmy się wtedy dużo śmiechu, grunt, że było fajnie. 

/JK


KOMENTUJCIE..!
ZGŁASZAJCIE SWOJE POMYSŁY CO DO DALSZEJ HISTORII ♥
CZEKAM NA WASZE ZDANIE..!



25 lutego 2015

Rozdział 8

SoundTrack
[Zdjęcia pod tekstem :)]

Jak zwykle, wstałam rano.. mniej więcej było koło ósmej rano. Wszystkie ranne ptaszki, czyli babcia z dziadkiem, Olivia i wujek Bradley, stali już na nogach, pomagając Camile przy śniadaniu. Dzisiaj, czyli 23-ego grudnia, akurat musiałam wstać lewą nogą. Cały ranek był na NIE. Można powiedzieć, że miałam cholernego pecha. Kiedy poszłam się umyć, poślizgnęłam się i uderzyłam głową o umywalkę. Taa. Bolało. Następnie, przy ubieraniu mojej ukochanej bluzy, okazało się, że ma małą dużą dziurkę, tzn. oczko. W trakcie śniadania, Nick wylał na mnie zupę mleczną. Oczywiście zachowałam zimną krew i nie ochrzaniłam go, ale kiedy Olivia prostowała moje włosy.. przypaliła je, wtedy już po prostu nie wytrzymałam.
-Co ty robisz? - krzyknęłam
-Przepraszam cię. Ja zawsze ustawiam tak prostownicę i nigdy nie przypaliłam ani sobie, ani nikomu włosów. Jest mi tak strasznie głupio..
-Nic się nie stało- westchnęłam - Ten dzisiejszy dzień, zawiera całe nieszczęścia. Pech, totalny Pech - dodałam
- Stało się. Zabieram cię za to, na przed świąteczne zakupy.
- Błagam cię, nie mamy już po pięć lat. Mówię ci przecież, że nic się nie stało.
- Jak chcesz.. - warknęła - A tak poza tym, to jakie plany na dzisiaj?
- Nie specjalnie coś planuję.
- To dobrze się składa, Mamy cały dzień dla siebie. - powiedziała - Babci i rodzicom w kuchni i tak nie pomożemy, bo zaraz wszyscy będą wściekli.. więc.. możemy pójść na plażę i poopalać się.. poznamy jakiś fajnych chłopaków. - jąkała się Olivia
- Znowu, chcesz mnie z kimś zapoznać. Wystarczy mi już Noah - oznajmiłam
- Nie przypadł ci do gustu? - zapytała
- Co mam ci powiedzieć? Przecież nie spędziłam z nim nawet całego dnia. - zaśmiałam się - Wczoraj się nie liczy - dodałam, patrząc na minę kuzynki
- Powiem ci szczerze, że Noah jako pierwszy odezwał się do mnie i mojego brata, kiedy przeprowadziliśmy się tutaj z Seattle.
- Nie wygląda na takiego. Powiedziałabym bardziej, że to chłopak w stylu Bad Boy'a.
- Żartujesz, prawda? - dodała Olivia
- Oczywiście, że nie. Mówię co myślę. Pogadamy o nim, jak trochę bardziej poznam Noah.
-  Pokochasz go, zobaczysz! - powiedziała,  patrząc na mnie swoimi pięknymi oczkami
I tak gawędziłyśmy, dopóki babcia nie zawołała nas z kuchni. Wysłała nas po zakupy. Nas, czyli mnie i Olivię. Kupiłyśmy wszystko co miałyśmy, więc wróciłyśmy z 5 torbami, wypchanymi po brzegi.
Każda z nas dostała po piątaku od dziadka. Do tego zostałyśmy obdarowane przez niego dowcipami typu:
 "Jak nazywa się kotlet, który leci? 
- Kotlecik".

Niby taki suchar, a jednak wszyscy się śmiali.W pewnym momencie usłyszałam dzwonek od telefonu. Okazało się, że dzwonił Noah z zapytaniem, czy nie chcielibyśmy się z nim spotkać, pogadać. Chwilę przegadaliśmy i postanowiliśmy pójść ponownie całą paczką, ale tym razem na plażę. Każdy z nas wziął ze sobą torbę w ręcznikami, wałówką i innymi błahostkami. Około czternastej, byliśmy już w pobliżu portu w Brisbane. Margon'owie znaleźli legalne miejsce, gdzie można prywatnie poopalać się bez żadnej grupy nachalnych ludzi. Na początku wszyscy nie śmiało podchodzili do kąpieli w Oceanie, ale kiedy Lucas wrzucił Olivię do wody, nikt nie miał już skrupułów. Lucas ogólnie miał dzisiaj bardzo dobry humor. Jako mój brat, domyślałam się, że wrzuci mnie do wody, jednak zrobił to w inny sposób. Wziął mnie na ręce i zakręcił się jak kiedyś, kiedy to mieliśmy po 6 lat. Może to i niewiarygodne, ale kocham tego dzikusa.. a żeby nie było, Nick'a oczywiście też. Czasem nie wyobrażam sobie życia codziennego bez tych dwóch gagatków.
W końcu zrobiło mi się zimno. Postanowiłam wyjść z wody i usiąść obok siedzącego na kocu Noah. Chłopak szczerze przyglądał się mojej osobie.
- Co cię takiego interesuje, że tak się na mnie patrzysz? - zapytałam wycierając włosy ręcznikiem
- A czy muszę mieć powód, żeby się na ciebie popatrzeć?
- Nie, po prostu tylko zapytałam. Czysta ciekawość. - dodałam
- Pamiętaj, że ciekawość, to pierwszy stopień do piekła. - odrzekł
- Będę pamiętać. A tak ogółem to jestem Martha - powiedziałam podając rękę chłopakowi
- Noah, miło mi. - uśmiechnął się
- Nie mogę. Proszę cię,nie patrz tak na mnie, bo aż mam gęsią skórkę
- To dobry znak. Wiesz, ja nie wierzę w te zabobony, ale moja babcia mówiła, że jak się popatrzy na dziewczynę i ona dostanie tzw. "gęsiej skórki" to znaczy, że jest to odpowiednia dla mnie. - uśmiechnął się
- I ty w to wierzysz? Że jestem odpowiednia dla ciebie? - zaśmiałam się
-Okaże się - dodał
- No to skoro mamy być razem, musisz mi coś o sobie powiedzieć. Zacznijmy od tego. hm.. O mam. Jakie jest twoje marzenie?
- Uwielbiam śpiewać. Wiem, że jak na chłopaka jest to dziwne, ale lubię to. Jednak jest to nierealne.
- Nierealne?
- Nie stać nas na to, tzn. moich rodziców.. Mniejsza o to. A twoje marzenie..?
- Na razie moim marzeniem jest, aby moja siostrzyczka była silniejsza ode mnie.
- Masz siostrę jeszcze?
- Za 4 miesiące przyjdzie na świat. Nie mogę się już doczekać. - uśmiechnęłam się
- Przekaż gratulacje swoim rodzicom. A poza tym marzeniem, co chciałabyś w życiu robić.
- Nigdy o tym tak poważnie nie myślałam. A jeśli już, to mam zamiary z fotografią, malarstwem, a ostatnio nawet pociąga mnie dziennikarstwo.
***
Rozmawialiśmy do późnego wieczora. Cała reszta po 3 godzinach miała nas dość i wróciła do domu. Ja jednak nie miałam takiej ochoty, z resztą Noah się nie sprzeciwił. Razem obejrzeliśmy zachód słońca, zobaczyliśmy pierwszą gwiazdę na niebie. "Już dawno się tak dobrze nie bawiłam" ~ pomyślałam; Climb był na tyle miły, że odprowadził mnie pod same drzwi domu Margon'ów. 
- Dzięki za super dzień - powiedziałam
- Ja też ci bardzo dziękuję. Już dawno się tak dobrze nie bawiłem.
- Wyjąłeś mi te słowa z ust. - zaśmiałam się i popatrzyłam na chłopaka
- Co? - dodał
- Znowu to robisz! - powiedziałam
- A.. co dokładniej?
- Okładasz mnie tym swoim wzorkiem. - zaśmialiśmy się - Przepraszam cię, ale muszę już lecieć. Jeszcze raz dziękuję za super dzień. 
- Wzajemnie - powiedział, po czym obdarował mnie czułym pocałunkiem w policzek. - A tak poza tym Wesołych Świąt, bo w końcu są święta.
- No tak.. Wesołych Świąt Noah - pomachałam do chłopaka;
Z uśmiechem na twarzy wbiegłam do domu. Wszyscy już spali, poza wyjątkami, czyli ekipą młodych ludzi. Bałam się, że zaraz zaczną się pytania "I jak było, sam na sam", ale na szczęście mi tego oszczędzili. Zmęczona, udałam się na górę, aby wziąć gorącą kąpiel i ułożyć się do snu. 



/JK

[Rozdział.. jak dla mnie krótki, ale myślę, że zawiera dreszczyk emocji. 

Dla niektórych będzie to słabe, a dla innych znakomite.
Zachęcam do komentowania.
Wszystkie opinie mile widziane.
Zachęcam także do głosowania w ankietach i czytania dalszej historii.
Przed Nami Święta Bożego Narodzenia w Brisbane.
Ja na waszym miejscu byłabym ciekawa, jak są one właśnie obchodzone w Australii.
***
Poza tym, pisałam już wielokrotnie, ale szukam osoby chętnej do wspólnego prowadzenia bloga.
Bardzo mi na tym zależy. 
Chętni niech piszą w komentarzu lub na mój e-mail julekgulek20@gmail.com
Pozdrawiam xx]