10 lipca 2015

Rozdział 17

Zanim położyłyśmy się spać, obgadałyśmy cala historie Jess i Will'a, jak to się stało, że zostali para. Jakoś do tej pory nie mogę w to uwierzyć. Ale i tak życzę im jak najwięcej szczęścia. W trakcie, mama przyniosła nam naleśniki z musem bananówo-czekoladowym. Pychota. Po tak energicznym posiłku obejrzałyśmyminiówki rozrabiają”. Komedia dla dzieci, a tak zadowalająca, że kąciki ust same chcą się do góry podnieść. Ciekawe… Na zakończenie sensu wszedł Lucas, aby powiedzieć nam, dosłowniezamknijcie się, bo inni chcą spać. Dobranoc”. Wredota, !

Następnego poranka obudziliśmy się na podłodze. To znaczy ja, bo Jess zrzuciła mnie w nocy, przepuszczam. Jedyne na co miałam ochotę to ciepła i rozgrzewający kąpiel lub krem. Istnieją takie… ! Na szczęście. ☻ kiedy już cala wysmarowałam się i ubrałam, zeszliśmy z Leach do kuchni, gdzie Chloe przygotowała naleśniki. Znowu. Przeprosiłyśmy ja, że nie będziemy tego jeść, bo na sam widok robiło się niedobrze. Czułyśmy się jak na haju. Hahaha. Po siadaniu Jess otrzymała esemesa od mamy, że musi już wracać. Kurde, tak głupio, przychodzi na nockę i powinna zostać co najmniej do trzynastej, a tu dziewiąta. ! I gdzie tu sprawiedliwość?

Po wyjściu Jess, ponownie wraz z Lucasem i Nick'em wybraliśmy się do centrum handlowego. Zrobiliśmy porządne zakupy. Lucas chyba pojechał tylko po to, by wyrwać jakieś „panienki”. Masakra. Poznał nie jaka Carolinę. Wydawała się z pozoru o wiele fajniejsza od tej Melanie. Ugh. Na jej myśl przechodzą mnie ciarki. – Wiec co teraz robimy, skoro najstarszy z nas poszedł się zabawić? – zapytałam Nicka, kiedy spojrzeliśmy na siebie z jednoznaczna mina. – Może po prostu wracajmy do domu. Mam dość zakupów na teraz. Albo nie… – zawahał się – idźmy coś zjeść. Jestem w ciul głodny.
– Okej… Niech ci będzie. – powiedziałam, kiedy Nick pokazał na pobliską restaurację … - McDonald. Świetnie. :) Każde z nas zamówiło po jednym zestawie. Kanapka + frytki + cola. W międzyczasie obejrzeliśmy wiadomości. Nałogowy podpalacz. Taca. Kiedyś podpalał mosty, teraz zabiera się za samochody. Policja sądzi, że to ten sam gościu, bo podpisuje się tak samo, jak wtedy. I po co mu to? Chce pokazać jaki jest świetny? Ta… Właśnie widzimy to. Cały kraj. I reszta świata. Porażka.
Kiedy szykowaliśmy się do wyjścia, gdzieś wśród ludzi usłyszałam swoje imię. Obróciłam się i zobaczyłam go. Tak. Niestety, to był Nathan. – Możemy porozmawiać? Proszę! – nalegał. – Będę czekać przy motorze. Tylko się pospiesz Nathan. Mamy pilną sprawę do załatwienia. – To o czym chcesz rozmawiać, tak pilnie… – powiedziałam, kiedy usiedliśmy przy stoliku. – O nas. Wiem, że nie powinienem ciebie całować, ani na ciebie zbyt mocno naciskać, ale… – Ale?
– Moje uczucie do ciebie jest zbyt silne. I muszę to usłyszeć… Tak czy nie?
– Nathan, nie tutaj i nie teraz. Na razie – powiedziałam, po czym wstałam i wyszłam. Na szczęście udało mi się go spławić. Uff. Dlaczego muszę między nimi wybierać? Ja nie chce i nie zamierzam tego robić. Nie będę z żadnym z nich. Będziemy przyjaciółmi… I kogo ja do jasnej ciasnej oszukuje! Chyba tylko siebie. Muszę poważnie porozmawiać z mama.
– Jedziemy? – zapytał nick, kiedy „wróciłam” do niego,
– Jedziemy. – odpalam – a co to za ważna sprawa do załatwienia?
– Żadna. Po prostu ja wiecznie tu stać nie będę, więc kazałem mu się pospieszyć. Jak widać poskutkowało.
– Zamknij się i jedź, matole – zaśmiałam się, a nick zrobił te swoja piękna minę.
/JK

Do następnego kochani.! ♥


Z góry przepraszam za błędy ortograficzne.!
Wina urządzenia.

06 lipca 2015

ZAPRASZAMY


 "Jestem lesbijką. Kto by pomyślał, ze 19-nasto letnia Kathrina Peterson może być „tym czymś”.  Niestety, wiem tylko o tym ja. Moja rodzina nie trawi homoseksualistów. Wolą „normalne związki”. Najgorsza jest myśl, że nie mam się przed kim wygadać. Wszystkie dziewczyny maja chłopaków. A ja? jestem sama, nieszczęśliwa, oddalona od wszystkich. 
– Mówicie, że nie trawicie gejów, lesbijek. A co byście zrobili, gdybym była jedna z nich? 
– Ale chyba nie jesteś.? 
– Nie… – zająknęłam się – a nawet jeśli? 
– Nie podpuszczaj nas. Nie chciałbym wyrzucić cię z domu Kathrina – ujął to mój ojciec.  Wtedy nie mogłam nic przełknąć. Zabolało. Bardzo zabolało."

Jeśli się spodobało, to zapraszamy w poniższy link ♥

/JK
(/kubivkjuliv)

25 czerwca 2015

Rozdział 16

[Zdjęcia pod tekstem]

Rano obudziłam się z kaszlem i gorączką. Wiedziałam, że to przez ten wczorajszy spacer. Wciąż nie mogłam do siebie dojść po słowach Nathana. Minęło tyle lat. Kiedy przyjechał do Nowego Orleanu, wiedziałam, że coś jeszcze do mnie czuje, ale nie nigdy nie pomyślałabym, że to takie silne uczucie. Od tamtego momentu byłam strasznie zagubiona, pod względem uczuciowym. Z jednej strony Nathan, którego znam od dzieciństwa, byliśmy parą w Seattle, najlepszymi przyjaciółmi, a gdyby nie wyjazd do NO, teraz bylibyśmy razem. Natomiast z drugiej strony jest Noah, uroczy, ciepły, przy nim czuję się bezpiecznie, czuję, że przy nim mogę zrobić wszystko. Totalny mętlik.
Zanim weszłam do łazienki, odczytałam wiadomość od Jess.  Cieszyłam się, że urządzamy te nasze party! pidżama party! Zawsze jest kupa śmiechu, a poza tym rozmawiamy tak szczerze. Bo w końcu jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. To Jessica pomagała mi odnaleźć się w nowej szkole po przeprowadzce. Ta dziewczyna to cud.
Po śniadaniu postanowiłam pojechać z braćmi po papiery Nicka do Ośrodka, gdzie miały być przesłany faxem jego dokument zdania egzaminu na motocykl. Na szczęście długo nie czekaliśmy. Pani w rejestracji, czy jak to tam nazwać, była bardzo uprzejma. Mimo iż wypytywała nas o pobyt w Australii, ucieszyła się gdy usłyszała "babcia też panią pozdrawia". Ta.. Camile i pani Rubby były kiedyś najlepszymi przyjaciółkami. Kto by w to uwierzył.
Dzisiejszy dzień należał do najbrzydszych, jak na razie. Śnieg, deszcz, wiatr, totalna chlapa. Do tego - 3 stopnie na dworze. Zimno.!  Po drodze do domu wstąpiliśmy do centrum handlowego. Najpierw pochodziliśmy po sklepach. Każde z nas kupiło jakąś bluzkę czy spodnie. Złożyliśmy się też na ciuszki dla nowego Feista. Dziewczęce oczywiście.
- Skąd wiesz, że to będzie dziewczynka? - zapytał Lucas
- Mam taką intuicję - odparłam, na co Nick dodał
- Nasza siostrzyczka nigdy się nie myli  - zaśmiał się perfidnie
- Tak na prawdę to mama tak powiedziała. Ostatnio lekarz oznajmił jej, że będziemy mieli nową babkę w naszej rodzinie.
- No nie...! Ja chcę, żeby to był chłopak i koniec kropka. - odparł Nick
- Ale natury to nie obchodzi! Będzie dziewczynka i tyle.
- Oby była ładniejsza od ciebie - dodał
- Grabisz sobie Nick, Grabisz sobie!
Och, on chyba nigdy się nie zmieni. Ale i tak go kocham! Po zakupach udaliśmy się na burgery. To znaczy panowie, a ja wzięłam lody czekoladowe i milk shake'a. Pychota!
Później wróciliśmy do domu. Było już po czternastej. Kiedy wchodziło się do domu, można było już wyczuć, pięknie pachnącego łososia. Uwielbiam potrawy przyrządzane przez Chloe. Ta kobieta powinna założyć swego bloga przynajmniej, albo iść do programu typu MasterChef. Wszyscy usiedliśmy do stołu. Mama od razu zauważyła, że nie najlepiej się czuję.
- Dziecko, przecież ty masz gorączkę. '
- Nic mi nie jest. Wzięłam rano tabletkę przeciwgorączkową i przeciwbólową. Jest okej.
- Proszę po obiedzie idź się połóż. Zaraz wracasz do szkoły i nie chcę, żebyś zawaliła teraz nowy semestr już na początku.
- Dobrze, pójdę i się położę - odparłam wpatrując się w talerze
- O czym tak myślisz, hm? - dodał tata
- Jakby to powiedzieć, o wszystkim i o niczym
- Pokłóciłaś się z Jessicą?
- Nie..
- Z Nathanem? A właśnie co słychać u Corson'ów?
- Nie wiem i nie chcę wiedzieć - rzuciłam sztućcami, po czym wstałam od stołu i ruszyłam do kuchni.
Ugh. Jacy oni są wścibscy. Nie znoszę kiedy ktoś wieprza się w moje życie. Moje życie, moje decyzje. Po co ta rozmowa? Na pewno teraz pomyślą, że coś się stało między nami i zaczną wypytywać jeszcze bardziej.
- Coś się stało, aniołku? - zapytała Chloe
- Wiesz jakie to uczucie, kiedy ktoś z butami wchodzi w twoje życie. Wypytuje o wszystko?!
- Wiem. Kiedy byłam w twoim wieku, pokłóciłam się z chłopakiem. Powiedział, że mnie kocha, drugi powiedział to samo, a ja nie wiedziałam którego wybrać. Na którym bardziej mi zależy. Wtedy rodzice wypytywali mnie o wszystko. A przez te całą sytuację, straciłam z nimi kontakt. Nie mam bladego pojęcia czy jeszcze żyją. Dlatego j nie będę pytać ciebie co się stało. Jak będziesz chciała, to sama mi powiesz, dobrze?
- Widzę, że historia lubi się powtarzać... u mnie jest dokładnie tak samo. Dwóch chłopaków i nie wiem, na którym bardziej mi zależy.A rodzice wypytują mnie o każdą drobnostkę. Przepraszam cię, ale nie chcę już ciągnąć tego tematu. Po prostu zapomnę o tej dzisiejszej sytuacji i idę się położyć, albo porysuję. tak. To jest najlepszy pomysł.
- powodzenia aniołku- dodała Chloe, a ja pobiegłam do pracowni.
Tam zamknęłam się na klucz, by nikt mi nie przeszkadzał. W międzyczasie dzwonił do mnie Nathan. Za pewne chciał porozmawiać. Jednak ja jak na dzisiejszy dzień, miałam już dość jego osoby. Po prostu wpieniał mnie. Doskonale wiem, że nic złego nie zrobił, ale jednak.. coś mnie tu irytuje.
O 18:00 przyszła Jess. Już nie mogłam się doczekać. Zabrała ze sobą mnóstwo filmów. Między innymi "Igrzyska Śmierci. Kosogłos". Trzecia część tej świetnej trylogii. Uwielbiam ten film. Obejrzałyśmy Kosogłos, podzielony na dwie części. Jak dla mnie świetne.
- Nie uważasz, że ten aktor podobny jest do Lucasa? - zaczęła temat Jess
- Czy ja wiem. Lekkie podobieństwo jest. Ale..Ej..No w sumie. - zaśmiałam się
- Lucas, hej, mogę cię o coś zapytać - krzyknęła do przechodzącego obok Lucasa.
- Hej. jasne. pytaj o co chcesz.
- Czy ty na pewno jesteś piosenkarzem?
- Tak.. Nie rozumiem o co chodzi.
- Jest aktor, gra w Kosołgosie. Jest identycznie podobny do ciebie. Istny ty!
- Przecież to nie możliwe. Pokaż mi to - dodał i zamarł z zaskoczenia.  Za pewne myślał, że dziewczyna kłamie - No cóż dziewczyny, wychodzi na to, że mam sobowtóra. Przepraszam was, ale jestem już spóźniony, na razie.
- Na razie - odparłyśmy - ej, o tej porze wychodzisz?
- Klub, impreza, akademik, trzeba powspominać stare znajomości, na razie.
I zniknął w przeciągu 10 sekund, za tymi magicznymi drzwiami. Haha. Po produkcji filmowej, Jessica zaczęła ciągnąć mnie za język, a ja wypaplałam jej całą historię z Brisbane, i wczorajsze wydarzenie. W sumie to obie byłyśmy zaskoczone tymi wydarzeniami.
- Dobra, skończmy ten temat, bo limit już się dawno wyczerpał. teraz pomówmy o tobie. W międzyczasie zrobiłyśmy manicure, ale i  okazało się, że Jessica i Will, kumpel Nick'a spotykają się. Niezła niespodzianka. Ciekawe czy mój braciszek o tym wie.



/JK
Głosujemy w ankietach, komentujemy
Do zobaczenia w następnym rozdziale. 

Zachęcam do wejścia w stronę "Button" oraz "ComplicatedLove"

10 czerwca 2015

Rozdział 15

[Zdjęcia pod tekstem]

" (...) Myślisz, że to coś da. Wtedy usłyszałam ten głos. Byłam przerażona. Krzyczałam najgłośniej jak tylko umiałam. On był coraz bliżej. Dotknął mojej twarzy, tymi brudnymi od krwi rękoma. Wpatrywał się we mnie. Miał mnie na celowniku. Nie mogłam się ruszyć. Wyciągnął pistolet. I wtedy..."
 - Pobudka! - krzyknął Lucas, a ja przestraszyłam się jak dziecko. 
Szczerze mówiąc spałam urywkami, przez ten ten koszmarny sen.
Cały czas myślałam o tym, że dziś wyjeżdżamy. To wszystko przez te cholerne nerwy. Szybkim ruchem zerwałam się z łóżku. Chyba za szybko, bo aż zakręciło mi się w głowie. Chwilę przytrzymałam się się komody, na szczęście mi przeszło. Wzięłam ubrania z krzesła i udałam się do łazienki. Dziś niestety nie miałam czasu nawet na szybki prysznic, więc w sumie umyłam ręce, buzię, zęby i lekko się umalowałam. Włosy spięłam w kucyk. Wszyscy stali już na nogach. Camille wraz z ciocią Alicją zrobiły nam śniadanie pożegnalne.. Mimo, iż było dopiero po trzeciej nad ranem. Nie mogłam uwierzyć, ze dopiero ta godzina. Ale co zrobić, dojazd, odprawa, i jeszcze kilkunastogodzinny lot.  Na samą myśl już robi mi się źle. Po wyjściu z łazienki, już na etapie końcowy, dopakowałam  bagaż, tę wielką walizkę, ale i spakowałam swój bagaż podręczny. Zmieściłam w nim całą trylogię Greya, telefon, słuchawki, "pożyczone" od Nicka. Małą kosmetyczkę i jeszcze batony, tak na wszelki wypadek. (...) Po śniadaniu wpakowaliśmy walizki do auta i ruszyliśmy na lotnisko. Wcześniej jeszcze pożegnaliśmy się z najbliższymi
- Uważajcie na siebie. - powiedziała Alicja
- Nawet nie wiecie jak będę za wami tęsknić - dodała Camile, a następnie mocno się wtuliła w Lea. Dawno nie widziałam ich razem. Tzn. kiedy się przytulają, czy rozmawiają ze sobą, ale tak same.
- Mamo, no co ty ,płaczesz? - zapytała Lea - przecież niedługo się zobaczymy, Obiecuję, że jak maluszek lub malutka się urodzi to sama zafunduję bilet do Nowego Orleanu. Trzy nawet nie całe miesiące, to nie koniec świata. Są telefony, możesz przecież dzwonić, my z resztą też. - dodała
- Kocham Cię córeńko. - powiedziała z płaczem i ponownie wpadła w ramiona mojej mamy,
- A ze mną ktoś się przytuli? - dodałam
- Ja jeśli można - kiedy usłyszałam te słowa, od razu się obróciłam. Zaparło mi dech w piersiach. Nic nie mogłam z siebie wykrztusić. Po prostu podbiegłam do niego i przytuliłam go najmocniej, jak tylko umiałam
- Noah. Co ty tu robisz? Przecież SMS..
- No tak, ale zdążyliśmy wrócić. Chciałem cię jeszcze zobaczyć. - dodał i pocałował, tak niewinnie, ale jednak coś. Wszyscy się w nas wpatrywali. Chyba się zaczerwieniłam.
- Martha! - usłyszałam głos taty
- Miło Cię było zobaczyć! - dodałam, gdzie cofnęłam się w stronę auta. - Szkoda, że tak krótko się widzieliśmy
- Szkoda. Uważaj na ciebie. Do zobaczenia.
 I ruszyliśmy. Godzinę czekaliśmy na lot. Jeszcze ta odprawa. Półgodziny kłóciłam się z gościem, który uważał,  że mój paszport jest nieważny. W końcu kiedy zadzwoniłam do urzędu w Nowym Orleanie, gościu zdał sobie sprawę, w jakie tarapaty wpadł. Zatrzymać kolejkę na półgodziny, to jak korek, w którym stoisz ze trzy, no może więcej. Usłyszałam co nie co i wiem, że obetną mu z pensji. Tak zaczął się ten koszmarny dzień..
Kiedy wsiedliśmy do samolotu i zajęliśmy miejsca, koło mnie usiadł mężczyzna. Wysoki, brunet, o brązowych oczach. Śmierdziało od niego na kilometr, był przesiąknięty wódą. Nie było nigdzie innego miejsca. Tak przesiedziałam 11 godziny lotu. Samolot awaryjnie musiał wylądować w Seattle. Więc kolejne 2 godziny opóźnienia.
 W międzyczasie porozmawiałam szczerze z Lucas'em. Dobrze wyczułam, że między nim a Melanie jest coś nie tak.
- Żałuję, że kiedykolwiek ją spotkałem.
- Ale dlaczego? Co się stało?
- Kiedy poszedłem się przejść, wtedy kiedy ty i babcia wróciłyśmy do domu, zobaczyłem ją z innym w pubie. Całowali się. Myślałem, że mi nerwy siądą. Na szczęście się powstrzymałem i nie wleciałem tam, a nawet nie wiesz jak bardzo tego chciałem.
- A rozmawiałeś z nią w ogóle?
- Przecież słyszałaś, że nie. Dla mnie to koniec. Pff. A ja głupi chciałem się jej oświadczyć.
- Lucas.. - wtedy zrobiło i się go żal. Przytuliłam go najmocniej jak tylko umiałam. Kocham go. Bardzo. Domyślałam się co czuje. Było mi go tak strasznie szkoda, bo chłopak na prawdę się zakochał. - Będzie dobrze, znajdziesz inną, lepszą, z mniejszymi cyckami, bo tej to aż się ze stanika wylewał - dodałam, gdzie oboje się zaśmialiśmy.
- Cieszę się, że jesteś moją siostrą. Taka osoba w rodzinie to skarb.
- Dziękuję. A ja.. cieszę się, że mam takiego brata - powiedziałam, ale patrząc na minę Nicka- to znaczy braci. Kocham Was chłopaki.
Rodzice chyba się wzruszyli. Dawno już nie widzieli nas, kiedy rozmawiamy szczerze ze sobą. A do tego nigdy nie padały takie słowa, szczere słowa. Tęskniłam za nimi. Niby mieszkamy ze sobą, ale nie mamy takiego kontaktu jak kiedyś. No właśnie.. KIEDYŚ. To jest to słowo.
Podczas lotu, znów obejrzeliśmy mnóstwo filmów, ja skończyłam książkę i zaczęłam kolejną część "Ciemniejsza strona Greya". Edward jak zwykle musiał zająć się pracą. Mama po raz kolejny wybierała meble do pokoju dziecięcego dla maluszka. Znalazła kilka ciekawych modeli, które przypadły i mnie do gustu. Jak to Lea, musiała je zamówić. Chciała zrobić niespodziankę panom.  ... Po długim locie, w końcu wylądowaliśmy.
- No na reszcie - zaśmiał się Nick
- Przestań, nie było aż tak źle - upomniałam go
Z lotniska pojechaliśmy od razu do domu. Tam czekała już na nas Chloe, z zapewne pysznym obiadem. Weszliśmy do domu. Czy to na pewno ten sam dom? ~ pomyślałam. Wszystkie ściany było odmalowane, niektóre meble zmienione. Po prostu dom nie do poznania
- Kiedy? - zadał pytanie Lucas
- Podczas świąt. Grupa ludzi, zdeklarowała się pomoc, między świętami.  Chloe też pomagała. Nikogo nie namawialiśmy. Przecież są święta. Grunt, że wszystko skończone na czas, nie chcecie zobaczyć swoich "nowych" pokoi? - dodał Edward
Pędem ruszyliśmy jak jakieś bachory na górę. Wszyscy byliśmy ciekawi jak to teraz będzie. Zaczynając od łazienki, wejścia. Eleganckie, nowoczesne. kto by pomyślał, ze w kilka dni z klasycznego domu, można zrobić taką elegancję. Idąc dalej kuchnia w bambusowym wydaniu. Moje klimaty. Łazienka się nic nie zmieniła. Dalej jest, tzn. są cudowne, bo łazienki mamy trzy. Pokój rodziców przybrał mroczne barwy. Taa. zagłębił się w czerni. Lucasowi jego pokój przypomniał Seattle. Uwielbiał go. Teraz ma pokój identyczny w Nowym Orleanie. Nick aż zamarł z wrażenia. Zawsze marzył o odnowieniu swojej nory, jak to nazywał. A ja.. Mnie to nie było potrzebne, ale  strasznie się cieszę. Te kamienie czy co to tam jest, dodaje uroku temu pomieszczeniu. Wygląda tak nowocześnie, ale akcent dziewczęcy został ujęty. Nie mam bladego pojęcia jak udało im się zmieścić wszystkie moje ubrania do takiej ilości mebli. Normalnie to bym sama kupiła z 2 komody więcej, ale już nic nie mówię. Po obejrzeniu całego parteru i naszych pokoi, został jeszcze jeden, zamknięty...
- Tutaj jest klucz. To największy pokój w tym domu, mamy nadzieję, że będziecie tam dobrze spędzać czas, ale o nauce nie zapomnicie - dodała Lea
- Mamo! - jęczał Nick
Wtedy weszliśmy tam. Kiedy drzwi się rozsunęły ujrzeliśmy jasne pomieszczenie podzielone na trzy części. Tzw. salon gier dla Nicka, studio nagrań dla Lucasa, i pomieszczenie, gdzie w spokoju mogę malować, bo ściany są wygłuszone. Byłam w siódmym niebie. Chyba jeszcze nigdy się tak nie wzruszyłam. W jednym domu, tyle szczęścia. Szczęście, które tak naprawdę było niepotrzebne. Bo tak naprawdę cóż to jest, odnowiony dom, tyle co nic. Bogaci ludzie, w sumie jak nasza rodzina, nie do końca, ale jednak.. mogą sobie pozwolić na takie ruchy. Zupełnie nie wiem, czy to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Instynkt podpowiada, że ten dzień jeszcze nadejdzie, kiedyś..
Kiedy już tak nacieszyliśmy się tymi nowymi pomieszczeniami, usiedliśmy do stołu, na którym widniało mnóstwo smakołyków. Chloe się postarała, uwierzcie, że nigdy nie widzieliście tylu przekąsek i innych dań. Moim faworytem były krewetki w sosie pomarańczowym oraz mus z awokado i truskawki. W międzyczasie rozmawialiśmy o powrocie do szkoły. Mama pouczyła nas, że mamy podciągnąć oceny, tzn. co niektórzy. Tacy jak Nick. Lucasa poprosiła o to, by częściej bywał w domu. Skończyliśmy jeść. Pomogłam gosposi umyć naczynia oraz ogarnąć ten syf po obiedzie. Następnie otworzyłam drzwi, do których ktoś niecierpliwie się dobijał. Ku mojemu zaskoczeniu, był to Nathan.
- Nathan? Cześć. Co ty tu... - nie dokończyłam, kiedy chłopak pociągnął mnie za rękę i prowadził przed siebie. - Możesz mi powiedzieć chociaż, gdzie idziemy? Widzisz. Jestem w kapciach i tak trochę nie wygodnie mi w nich iść, poza tym jest zimno! -  Nathan, do cholery czy tu mnie słyszysz?! - krzyknęłam, kiedy chłopak zatrzymał się przy wielkim dębie.
- Przepraszam. Od kilku dni nie jestem sobą. Mój tata jest znowu w szpitalu nerwy mi wysiadają, ale...
- Ale?
- Przemyślałem, jedną rzecz. Chciałem, zrobić to od razu, kiedy tylko zobaczyłem cię pierwszego dnia w Nowym Orleanie. Kiedy zobaczyłem te twoje nieziemskie oczy. Ugh. Tak ciężko to z siebie wydusić.
- Jeśli chcesz powiedzieć, że mnie nienawidzisz, bo wyjechałam z Seattle bez słowa wytłumaczenia, to jakoś to przyjmę, ale w takim razie nie rozumiem, tych zalotów do mnie i słów typu "kochanie". Masz okazję teraz to wyjaśnić.
- Własnie w tym rzecz. Muszę ci coś wyjaśnić. I nie, nienawidzę cię, bo ja cię kocham Martha. Tak Kocham Cię. Mam ci to wykrzyczeć, żebyś to zrozumiała - mówi, kiedy ja kręcę głową - Wiem, że tak jakby zerwaliśmy ze sobą, ale moje uczucie do ciebie się nigdy nie zmieni. Jesteś moją jedyną, pierwszą, prawdziwą miłością. Nie zrezygnuję z ciebie.
- Nathan, ja..
- Rozumiem.
- Nie chodzi o to, że mi na tobie nie zależy, tylko o to, że kilka dni temu, ktoś powiedział mi dokładnie to samo, że mnie kocha. - w końcu wydusiłam z siebie pełne zdanie.
- A ty co mu odpowiedziałaś?
- Że ktoś w Nowym Orleanie czeka na moją odpowiedz, czy chcę z nim być..
- Jeśli potrzebujesz czasu, to wiedz, że ja poczekam.
- Ja już będę lecieć. Śnieg i kapcie to nie jest najlepsze połączenie. - powiedziałam, odwracając się i biegnąc w stronę domu.
Od razu zbiegając do domu, udałam się do pokoju. Tam rzuciłam się na łóżko i zatopiłam głowę w poduszce. Czułam jak łzy, wraz z tuszem spływają po moich policzkach.




Wracam po krótkiej przerwie. Mam nadzieję,  że rozdział się podoba!!
Następny chapter za tydzień, jeśli dobrze pójdzie.
Przede mną, jak i wami koniec roku szkolnego
A teraz czas nadciąganie ocen i wszystkich innych dupereli.
Do zobaczenia w następnym rozdziale.
Udanego tygodnia i miłego, ciepłego weekendu ♥

/JK

23 maja 2015

Rozdział 14

[Zdjęcia pod tekstem]

Trzeba przyznać, że ta dzisiejsza noc była pełna wyzwań i wrażeń. Od dawna chyba potrzebowałam takiej dawki adrenaliny. Był to najlepszy sylwester w moim życiu. W dotychczasowym życiu! Po powrocie od Noah, przespałam 12 godzin. Na sto procent pobiłam swój rekord. Kiedy już jednak przebudziłam się na dobre, wszyscy byli na nogach. Leniwym krokiem podeszłam do szafy i wyciągnęłam kilka ciuszków, a następnie udałam się do łazienki. Tam spędziłam kolejny szmal czasu, przez zimny prysznic. Dzięki niemu, od razu poprawił mi się humor. Dość lekko jeszcze przyćmiona zeszłam na dół. Tam czekał pełen stół. Tak.. był obiad. "Widzę, że dobrze wpadłam. Ja to mam nosa" pomyślałam. Babcia jak zwykle upichciła coś dobrego. Każdy wziął talerz i poszedł w inny kątek domu. Uznałam, że nie będę sama siedzieć przy stole, dlatego nałożyłam to co chciałam i wyszłam na taras. Usiadłam na ziemi i zajadałam to co dobre. A wszystko zniknęło. W międzyczasie zadzwonił telefon, a raczej Chloe. Byłam zdezorientowana, kiedy usłyszałam jej głos.
- Witaj aniołku, wszystko w porządku? - zaczęła
- Tak, a u was? Okej? Bo masz taki dziwny głos!
- Napadli na mnie i leżę w szpitalu. Na szczęście dzisiaj wychodzę i jutro będę już do waszej dyspozycji, tym bardziej, że mój syn wyjechał.
- I zostawił cię bez opieki - Co za szczeniak, pomyślałam - Przecież to szczyt głupoty
- Wyjechał zaraz po świętach, a mnie zaatakowali 3 dni temu. Spokojnie, nie martw się. Po prostu nie chciałam go denerwować. Lepiej opowiadaj co u was? Jak sylwester?
- Szczerze mówiąc, nigdy się tak dobrze nie bawiłam. Mimo, że nie lubię dyskotek, to tutaj impreza była udana. Od razu ci powiem, że nauczyłam się surfingu. Troszeczkę poduczyłam się gotowania. Pokażę ci co moja babunia potrafi upichcić.
- Już nie mogę się kochanie doczekać. - dodała - Wiesz co aniołku, właśnie przyszedł pan doktor, będę już kończyć. Do zobaczenia jutro i uważajcie w tym samolocie na siebie
- Będziemy na pewno.
- A i jeszcze jedno. Nie mów o napaści rodzicom.
- Jak chcesz. Do jutra, pa! - powiedziałam, gdzie Chloe się rozłączyła.
Tak naprawdę przeraziłam się,kiedy gosposia powiedziała, że ktoś na nią napadł. Nawet nie chcę myśleć, co musiała czuć. Jestem tylko ciekawa motywu napastnika. Bestia jedna.
Po obiedzie, dla mnie śniadaniu, rozeszło się rozporządzenie "PAKUJEMY SIĘ". Chodziło o rzeczy, które dziś ani jutro nie będą nam potrzebne. Moja walizka nie była pusta. Schowałam do niej parę, rzeczy, ale i tak większość będę jeszcze używać.. prócz ubrań to resztę tak. Zostawiłam jutrzejszy ubiór na krześle. Wcześniej jeszcze go wyprasowałam. W między czasie wpadła Camille. Chciała abym poszła z nią na spacer. Próbowałam jej wytłumaczyć, że jestem zajęta, a poza tym nie mam ochoty na spacer, bo wiedziałam, że zacznie się rozmowa o chłopakach.. Na co ja nie miałam ochoty. Wmówiłam babci, że idę z Nick'em na kurs jazdy. Chłopak nieźle się wkurzył, kiedy powiedziałam mu o moim podejściu. W końcu uznał, że przyda mu się wsparcie podczas jazdy, więc później nie robił mi problemów. 
Kiedy już byłam gotowa do wyjścia, dostałam SMS'a.. od Noah.

Wypadło mi coś bardzo ważnego. Przepraszam, ale nie będę mógł was dzisiaj, ciebie* odwiedzić. Tak samo jak jutro odwieźć na lotnisko. Bardzo cie przepraszam. Mam nadzieję, że szybko się zobaczymy.
                                                               / Noah :3

Ciekawe czy coś się stało? Może powinnam zadzwonić? Zapytać o co chodzi? Uznałam, że jak by chciał, to sam by mi powiedział. Mimo wszystko, znowu czułam pewien niepokój. Chciałam go jeszcze zobaczyć przed wyjazdem. Te jego piękne oczy, które wczoraj przez cały wieczór wpatrywały się we mnie. Mam nadzieję, że szybko porozmawiamy przez skype.
(...)
Jesteśmy już przed ośrodkiem nauki jazdy. Nick jak co dzień podchodzi do okienka i deklaruje się, że przyszedł, tym razem już na ostatnią jazdę. Jego instruktorem jest całkiem przystojny Josh Hethman. Kto by pomyślał, że chłopak w wieku Noah, może uczyć jazdy takiego głupka jak Nick. Bez urazy* 
Godzina mu nie starczyła, więc czekałam jeszcze kolejną. Oparta o słupek patrzyłam jak Nick sobie radzi, Na prośbę mamy nawet go nagrałam. Chłopak zaliczył 2 wpadki. Oczywiście musiał wjechać i wywrócić się na trawie. Na szczęście na trawie. 
Nick z Josh'em rozmawiali ze sobą, jak gdyby znali się od lat. Okazało się, że kiedyś poznali się na zagranicznym obozie. Chyba w Kanadzie. Mniejsza o to. Po kursie Josh zaprosił nas do pobliskiej kawiarni. Zamówiliśmy po kawałku ciasta i cappuccino. Porozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. W międzyczasie pogoniła nas mama SMS'em "Wracajcie do domu. Bo jutro wcześnie wstajemy". Kocham ją za tę jej nadopiekuńczość. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby jej już z nami nie było. Josh dał nam swój numer telefonu. 
- Gdybyście byli jeszcze kiedyś w Brisbane to zadzwońcie. Albo.. - dodał Josh
- Albo jak ty będziesz w Nowym Orleanie to zadzwoń, będziesz u nas zawsze mile widziany - odparłam, po czym pojechaliśmy wraz Nickiem do domu. Faktycznie zanim dojechaliśmy było już późno. Tak jak przeczuwałam dostaliśmy ochrzan od mamy w stylu "dlaczego tak późno". Przeprosiliśmy ja i od razu podeszliśmy do salonu. Obejrzeliśmy wszyscy razem film "Burleska". W skrócie film jest o dziewczynie z małego miasteczka, obdarzonej wspaniałym głosem, która decyduje się na ucieczkę od codziennych trudów i niepewnej przyszłości. Podąża za swoimi marzeniami do Los Angeles. Lekko przysnęłam przy końcówce, na któr tak długo czekałam. Pech też w tym, że nikt nie chciał mi powiedzieć jak się cała historia skończyła. Po filmie zjadłam co nie co na kolację. Z pełnym talerzem i koktajlem z awokado i jabłka. Dziwne połączenie, a takie dobre. Usiadłam przed komputerem. Przeglądnęłam najnowsze wiadomości z Nowego Orleanu. Popisałam z Jess:
- Tak, tak. Jutro już wracamy. W sumie to szkoda, chciałabym tutaj jeszcze zostać. Poznałam tu wiele fajnych ludzi.
- W tym Noah! - zaśmiała się Jessica
- Zabawne. Nie mówię o nim, tylko ogólnie. Jednak popojutrze szkoła, więc nie ma wyjścia.
- Też mieliśmy wrócić jutro, ale wróciliśmy o wiele wcześniej. A tak poza tym to widziałaś się już dzisiaj z Noah?
- Jess!
- No co! pytam tylko!
- Nie nie widziałam się z nim. Jutro też nie. Pisał że coś ważnego mu wypadło, ale błagam cię nie rozmawiajmy o Noah, ani o Nathanie, okej?
- Jak tam sobie chcesz. Pamiętaj, że o tak wszystko z ciebie wyciągnę jak wrócisz! Ja lecę, bo Bradley chce wziąć kompa.  Jeden komputer na rodzeństwo, kumasz to?
- Młoda! Ja lecę do jutra. Jest już późno, a jutro o 6:00 mamy lot!. Pa! :D
Odłożyłam laptopa. Wzięłam kąpiel. Dopakowałam walizkę. Przeczytałam jeszcze parę stron "50 Twrazy Grey'a" i zatopiłam się we śnie. Długim koszmarnym śnie.


/JK

Oto rozdział 14!
Mam nadzieję, że się podobał.
Do zobaczenia za tydzień!
5 komentarzy = Rozdział 15